Zając do Madury, Madura do Zająca
Peace no war!
access_time 2006-03-20 23:42:00
W zeszłym tygodniu - drogi Panie - chyba za mocno o grypie ptasiej się rozpisałem, gdyż dziś sam rozłożony w swym łóżku dogorywam, w duchu Bogu dziękując że pozbawiony dzioba jestem. Z tym dziobem to szczególna sprawa… Nader częstym modelem okazał się kaczy, który w ostatnich dniach zaczął kłapać nad utrudzonego społeczeństwa głowami, przechwalać się, a nawet straszyć. Tak straszyć, bo kaczka agresywną też potrafi być, szczególnie kiedy za plecami swymi ma szwadron beretów…

Panie Zając zeszły tydzień obfitował w komedie. I nich ktoś powie, że Polacy są smutasy! Obyło się wprawdzie bez rodzimych bożonarodzeniowych hitów, ale zabawa i tak przednia była. Wystarczyło około godziny dziewiętnastej uruchomić telewizor, przełączyć na program informacyjny przez gawiedź zwany powszechnie Dziennikiem, a tam na pierwszym miejscu relacja z sejmu i toczonej tam batalii… Jakie piękne stwierdzenia padały Panie Zając, aż serce me - choć młode – wznosiło się w radości zachwycie ku górze!

 

Z jednej strony podłamany stabilizacją pakt trzech bynajmniej nie orłów – konserwatysty z przerostem ambicji, kryminalisty, i człowieka, który znalazł się w czasie i miejscu dla niego nieodpowiednim, a kto jest kim ułożyć w kolejności rosnącej proponuję. Po barykady stronie drugiej opór zażarty stawiali dwaj dżentelmeni w opozycyjnych wdziankach, którzy z tych starć z tarczą w dom powrócili. Tego wszystkiego rezultatem było wczorajsze jakże światłe wystąpienie jednego z zamieszanych w podprowadzenie księżyca braci, w którym z oburzeniem stwierdził, że krajem tym polskim rządzi  się nie da, z tego powodu zatem nowe wybory powołać ma zamiar…

 

Zamiar zamiarem ,ale co one na lepsze zmienią? Z pewnością lepiej się będzie miała nasza wszędobylska dziura budżetowa. Nakarmi ją Pan Prezes o kolejne kilkanaście milionów PLN -ów, a do wyborów znów w największej liczbie stawią się wspomniane wcześniej oddziały, które za wezwaniem znów utopią kogoś, bądź coś… A statystyczny Polak? Cóż jemu chyba – podobnie jak Nam- pozostaje ze śmiechem przyjmować wypadki codzienne.    

 

Michał Madura

"... a ja stoję na balkonie i patrze jak Polska płonie.."


Kiedyś, panie Madura, miałem ideał polityczny. Partię, która szanowałem bardziej niż inne. Na która liczyłem. Łudziłem się, że wejdzie w koalicje z drugą największą siłą polityczną (w III. wtedy jeszcze RP). To było dawno i nieprawda.

 

Sprawy potoczyły się zgoła inaczej. Mamy skłócony sejm egzystujący już grubo ponad 100 dni. I nic poza tym. Żadnych projektów, żadnych istotnych reform. Ciągłe gadanie o rozliczeniu przeszłości, o pokazaniu „tym z układu”. Mamy liderów dwóch największych partii rozpoczynających każdą konferencje prasową od pseudosentencji: „Pan Tusk/Kaczyński (niepotrzebne skreślić) powiedział, zapewnił, obiecał i się nie wywiązał, zaprzecza i jeszcze mówi, że to nie tak.” A przecież wiadomo, że i jedna i druga strona powoła komisję prawników złożoną z najlepszych, NIEZALEŻNYCH ekspertów. Oni na pewno udowodnią tym drugim, że racja tych pierwszych jest „najmojsza”.

 

Donald Tusk dostrzegający w zachowaniu Jarosława Kaczyńskiego tendencje iście lepperowskie (wydaje mi się, że społeczeństwo zauważyło je znacznie wcześnie), prezydencki brat oburzony obelgą takiego kalibru, PiS zarzucające Platformie działanie na szkodę kraju, PO PiSowi – populizm. Całość skwitowana przez Pana Łyżwińskiego – Grzegorza Rasiaka polskiej polityki. Stwierdził (co można było przewidzieć), że Balcerowicz i tak zapłaci za swoje błędy i że teraz nadejdzie na to pora. Bo jak wiadomo – w Polsce zmienia się wszystko: głosy, sojusze, stronnictwa, partie polityczne. Jedynie hasło „Balcerowicz musi odejść” wykazuje trwałość większą nawet od towarzysza Lenina (co jest swoistym paradoksem, ponieważ powszechnie wiadomo, że nic prócz Lenina nie jest wiecznie żywe).

 

Całości  obrad z dnia 14. marca 2006 dopełnił poseł Krzysztof Bosak - nowa twarz LPR i prezes Młodzieży Wszechpolskiej zarazem, przytaczając z sejmowej ambony biografie Popławskiego. Z całym szacunkiem Panie Bosak, ale chyba nie po to został Pan obrany Posłem RP, żeby z sali sejmowej prowadzić odczyty wypracowań na poziomie 2 klasy liceum ogólnokształcącego.

 

Patrzę na to wszystko i nie wiem czy się śmiać czy płakać. Przed oczami staje mi scena z „Dnia świra”: politycy wydzierający sobie flagę Polski. Każdy chce zagarnąć jak najwięcej, wszyscy są zdeterminowani jak Armia Czerwona w ’45 - przeciążenie okazuje się za duże. Flaga przedziera się, a fragment rozerwanego materiału zaczyna krwawić.

 

Wizja dosadna, przytłaczająco prawdziwa. Niechybnie spełni się, jeżeli ci goście w krawatach stojący na górze nie przestaną dyskutować o rzeczach małoważnych. Na razie można tylko powtórzyć za Kaczmarskim: „Jeśli nas Matka Boska nie obroni, to co się stanie z tym narodem...”.

 

Dominik Zając

 

Komentarze...