Latarnie nocą włączone, a dalej jest ciemno. Konflikt na linii miasto - Tauron
access_time 2020-06-08 09:22:00
Pomimo tego, że miasto już na początku czerwca włączyło oświetlenie uliczne, większość Tarnowa wciąż po zmroku tonie w egipskich ciemnościach. Urzędnicy przekonują, że winna jest firma Tauron, która za włączenie świateł żąda 19 tys. zł.

W połowie kwietnia, w trakcie epidemii koronawirusa, miejscy urzędnicy podjęli decyzję o czasowym wyłączaniu oświetlenia ulicznego. Lampy nie świeciły od północy do godziny 4 rano. Roman Ciepiela przekonywał, że wyłączenie oświetlenia da miastu około 2 tys. zł dziennie oszczędności.

Przed tygodniem prezydent polecił, aby od 1 czerwca ponownie przywrócone zostało nocne oświetlenie miasta. Tak też się stało, ale nie wszędzie. Święcą tylko latarnie należące do miasta (około 2 tys. słupów) i do Grupy Azoty (około 500 latarni w Mościcach). Natomiast wszędzie tam, gdzie znajdują się latarnie należące do firmy Tauron (ponad 8 tys. sztuk), nadal jest ciemno.

Jak informuje tarnowski magistrat, Tauron nie ma możliwości zdalnego sterowania ulicznym oświetleniem i pracownicy firmy muszą fizycznie zmienić system włączania i wyłączania latarni w ponad 200 szafkach sterowniczych na terenie Tarnowa. Firma za przeprowadzenie tej operacji zażądała od miasta pieniędzy. W Tauronie wyliczono, że za przestawienie systemu działania każdego punktu świetlnego miasto powinno zapłacić i zażądano kwoty ponad 24 tys. zł. Odpowiadający za oświetlenie w mieście Zarząd Dróg i Komunikacji nie zgodził się na zapłacenie takiej kwoty. Cenę obniżono do 19 tys. zł, ale urzędnicy nadal twardo stoją na stanowisku, że pieniądze Tauronowi się nie należą, bo umowa dotyczy oświetlenia ulic oraz jego obsługi i dodatkowe pieniądze się nie należą. – Żądana kwota jest niewspółmierna do działań, które ma przeprowadzić Tauron w celu przywrócenia oświetlenie – mówi Artur Michałek, dyrektor ZDiK.

Komentarze...