Koszulki i gadżety z nadrukiem - 3 pomysły na prezent dla Tarnowian
access_time 2026-02-12 13:30:00
Tarnowianie dzielą się na dwie grupy: tych, którzy przed czyimiś urodzinami biegają między Gemini Park a Galerią Tarnovia, i tych, którzy kupują prezenty leżąc na kanapie. I właśnie dla tej drugiej grupy istnieją sklepy z personalizowanymi gadżetami, takie jak Megakoszulki.pl, gdzie zamiast bezimiennej bluzy możesz zamówić coś, co pasuje do konkretnej osoby jak rękawiczka.
Koszulka, nerka, kubek. Brzmi banalnie, ale jeśli trochę się postarasz, to może to być najlepszy prezent.
Koszulka dla kibica żużla - prezent, który rozumie pasję
Paweł ma trzydzieści osiem lat i pracuje w biurze rachunkowym. Ma żonę, dwójkę dzieci i psa - no i jedno poważne uzależnienie: żużel. Nie dzieli kalendarza na miesiące, tylko na „przed sezonem”, „w trakcie sezonu” i „czekanie na sezon”.
Mieszka w Mościcach. W tygodniu wygląda jak absolutnie typowy dorosły, ale gdy tylko nadchodzi dzień wyścigów, włącza się inny tryb. Szalik, czapka, nieśmiertelna bluza i obowiązkowy marsz w stronę stadionu. W dniu żużla w powietrzu czuć mieszankę spalin, kurzu i emocji, które są dla Pawła jak perfumy.
W tym roku dzieci postanowiły zrobić mu prezent imieninowy, taki w 100% dla taty. Gadżetów jego ulubionego klubu ma już zdecydowanie za dużo. Żonie wpada w oko pomysł, żeby zamiast kolejnego gadżetu z trybuny zamówić koszulkę z nadrukiem, który naprawdę jest o nim, a nie tylko o klubie.
Wieczorem siadają razem do komputera, odpalają stronę Megakoszulki.pl i wchodzą w kreator. Po chwili mają gotowy napis. Na przodzie koszulki ląduje: „Jadę po bandzie”. Pod spodem minimalistyczna grafika - sylwetka zawodnika w lekkim przechyle i banda na torze w tle. Kolor wybierają klasyczny, ciemny, żeby dało się w tym iść na wyścigi i wrócić potem na rynek na kolację bez widocznych śladów błota.
Dlaczego jego rodzina woli taki prezent zrobiony w kreatorze niż rundkę po Gemini czy Tarnovii? Bo w galerii znajdą koszulkę „Najlepszy tata na świecie” albo klubowe barwy, jakie ma co drugi kibic na stadionie. A tutaj dostaje t-shirt, który jest dokładnie o nim.
Nerka dla nastolatki - unikalny styl zamiast sieciówki
Julka ma siedemnaście lat, chodzi do liceum, a wolny czas dzieli między deskorolkę, fotografowanie ludzi na mieście i montowanie rolek na TikToka. Tarnów zna jak własną kieszeń, ale ulubioną trasę ma ciągle tę samą. Rynek, boczne uliczki, szybki wypad w stronę Parku Strzeleckiego, a potem powrót przez stare kamienice, gdzie światło o złotej godzinie robi robotę lepszą niż jakikolwiek filtr. Ma jeden problem: kieszenie. A właściwie ich brak. Telefon, słuchawki, klucze, mały polaroid - wszystko musi gdzieś upchnąć, a plecak na deskę jest średnio wygodny.
Starszy brat Julki, Krzysiek, od dawna kupuje sobie śmieszne koszulki z internetu. Kiedy zbliżają się jej urodziny, wpada na pomysł, że zamiast kolejnej bluzy postawi na coś, co faktycznie jej się przyda. Odpalają stronę, zamiast działu „koszulki” wchodzą w akcesoria i wybierają nerkę z nadrukiem.
Julka ma konkretną wizję. Z przodu ma się znaleźć napis: „Tony Hawk, nadchodzę”. Pod spodem mała, monochromatyczna grafika deskorolki. Nerka ma też regulowany pasek, żeby dało się ją nosić klasycznie w pasie i przewieszoną przez ramię, jak lubi połowa jej znajomych.
Kiedy Julka z ekipą zjeżdża z rampy, nie musi martwić się o telefon w ręce, który za chwilę walnie o beton. Kiedy idzie wieczorem na koncert plenerowy, ma rzeczy pod ręką i nie musi wszystkiego upychać w kieszeniach bluzy albo plecaku znajomego.
Dlatego Krzysiek wolał prezent zamówiony w kilka minut przez internet. Zamiast kolejnego „fajnego, ale jak u wszystkich” Julka dostała gadżet, który pasuje do jej stylówki.
Kubek dla nauczycielki - kawa z własnym charakterem
Pani Ewa ma czterdzieści pięć lat i jest polonistką w jednej z tarnowskich szkół. Jej hobby to czytanie wszystkiego, co wpadnie jej w ręce, od reportaży po romanse, plus ciągłe narzekanie na licealistów, którzy nie przeczytali „Lalki”.
Ma jeszcze jedną miłość: kawę. Dzień zaczyna od pierwszego americano w kuchni, z widokiem na dachy starego miasta. Potem kolejna i kolejna… Ostatni kubek pije przy biurku wieczorem, sprawdzając kartkówki. Jej stary kubek z logo jakiejś kawiarni pamięta jeszcze czasy, gdy chodziła na studia. Córka pani Ewy - studentka mieszkająca teraz w Krakowie - postanawia, że zamiast kolejnego szalika z sieciówki przywiezie mamie coś, co naprawdę będzie jej towarzyszyć codziennie. Wchodzi na stronę z personalizowanymi kubkami i odpala kreator.
Z jednej strony projektuje napis: „A Ty wiesz, kim była Łęcka?”. Z drugiej dorzuca grafikę przypominającą regał z książkami. W środku wybiera kolor bordowy, jak stary, zaczytany tom poezji, który od lat stoi na półce w ich salonie.
Zimą, kiedy wstawanie przed świtem jest sportem ekstremalnym, pani Ewa nalewa do niego kawę i bierze kilka łyczków jeszcze zanim zdąży otworzyć dziennik elektroniczny. A gdy patrzy na napis na kubku, uśmiecha się pod nosem.
Czemu jej córka nie pojechała po taki kubek do galerii? Bo doskonale wiedziała, co tam znajdzie. „Najlepsza nauczycielka świata” w piętnastu wersjach. Ładne, ale totalnie anonimowe. A dodatkowym atutem jest fakt, że sklep wysyła do paczkomatu - nikt nie musi tracić soboty na chodzenie między półkami.
Dlaczego internet wygrywa z galerią
Paweł, Julka i pani Ewa są z różnych światów, w różnym wieku, z innymi zajawkami. Łączy ich jedno: ktoś usiadł na pięć minut i pomyślał o prezencie konkretnie pod nich, zamiast sięgać po pierwszy lepszy „ładny zestaw” z galerii.
Koszulka dla żużlowego świra, nerka dla skater girl, kubek dla polonistki - wszystkie te rzeczy można by kupić w sieciówce. Ale fajnie wiedzieć, że ktoś nas zna i wie, co lubimy.
pl / fot. megakoszulki.pl