W harmonii z przyrodą. Rozmowa z Krzysztofem Ścieńskim
access_time 2019-06-21 13:00:00
Fotografia przyrody to jedna z piękniejszych, ale też najbardziej wymagających dziedzin fotografii. Wiele zależy w niej od szczęścia i zwykłego przypadku. Okazuje się jednak, że w poszukiwaniu dobrego przyrodniczego kadru, wcale nie musimy ruszać na koniec świata. Wystarczy odrobina wiedzy, cierpliwości i spostrzegawczości, by odkryć piękno otaczających nas parków, łąk, lasów. Zapraszamy do lektury rozmowy z Krzysztofem Ścieńskim, przedsiębiorcą oraz pasjonatem fotografii przyrodniczej i krajobrazowej.

Przyroda czy fotografia? Zastanawiam się, co jest większą pasją...

Przyroda i fotografia. Trudno fotografować przyrodę i jednocześnie być na nią obojętnym, trzeba mieć też jakąś wiedzę przyrodniczą o lesie, o świecie roślin i zwierząt, ich zachowaniach i biologii. To wszystko pomaga przy fotografowaniu. Jednak trzeba też pamiętać, że przyroda jest nieprzewidywalna i potrafi bardzo zaskoczyć. To dla mnie niekończąca się lekcja nauki, wciąż poszerzam wiedzę na jej temat i dostrzegam, jak mało jeszcze wiem.

Jak długo robi Pan zdjęcia?

Fotografią zacząłem interesować się kiedy jeszcze byłem dzieckiem. Ojciec miał analogową Smienę 8, którą czasami mi pożyczał. Później, gdy byłem starszy kupiłem sobie własny sprzęt - FED 5B. Z czasem przyszły pierwsze doświadczenia z aparatami cyfrowymi, ultra zoom. Natomiast poważniej zaangażowałem się w fotografię dopiero w ostatnich latach. Z aparatem spędzam większość wolnych chwil. Fotografia stała się dla mnie formą relaksu, odskocznią od codzienności i prawdziwą przyjemnością patrzenia na świat przez pryzmat fotograficznego kadru. Dlatego właśnie szczególnie upodobałem sobie fotografię krajobrazową i przyrodniczą. Udało mi się też skutecznie zarazić tym bakcylem mojego syna Mateusza, z czego jestem bardzo zadowolony.

Dobre zdjęcie wymaga również dobrego sprzętu fotograficznego. Jakiego Pan używa?

W tej chwili mam Nikona D500 z nieodzownym długim teleobiektywem. To dobry sprzęt do robienia zdjęć przyrody, niemniej można też użyć do tego lepszej jakości aparatu typu ultra zoom, no i oczywiście pamiętać, że aparat to tylko narzędzie.

Jak przygotowuje się Pan do pleneru? Co ze sobą zabiera, bo podejrzewam, że nie tylko aparat?

Wiadomo, że ptaki i zwierzęta mają doskonały wzrok, więc na pewno przydaje się ubranie maskujące, czyli jakaś mało rzucająca się w oczy odzież w stonowanych kolorach, tak żeby możliwie najlepiej wtopić się w otoczenie. Sam mam strój maskujący 3D - siatkę z imitacją liści. Bardzo praktyczna, fajna rzecz, przewiewna, dodatkowo chroni przed komarami. Do tego buty, koniecznie pełne. Jednak nawet najcichsze skradanie się w maskującym stroju nic nie da, jeśli zwierzę nas wyczuje. Dzikie zwierzęta mają świetny węch, dlatego nie należy też stosować dezodorantów, perfum. Najlepiej wcześniej wykąpać się, czy wziąć prysznic, używając zwykłego szarego mydła.

Ile najdłużej czekał Pan na zwierzę?

Najdłużej czekałem kilka godzin. Wybrałem się nad stawy w Wierzchosławicach, nad Wróblika, gdzie jeszcze przed świtem rozłożyłem w trzcinowisku namiot maskujący i czekałem na czaple, których wtedy było tam sporo. Przyniosłem z tego wypadu kilka fajnych kadrów czapli białych, siwych, czy nawet bączka.

Od jakich zwierząt najlepiej zacząć? Które najłatwiej się fotografuje?

Najlepiej po prostu usiąść na ławce w parku lub przed domem i fotografować ptaki, które same przylatują. Te w parkach są przyzwyczajone do ludzi i na pewno będzie to łatwiejsze.

Ma Pan jakieś sposoby na wabienie ptaków? Nie brakuje na Pańskich zdjęciach małych, ruchliwych ptaszków, które niechętnie wychylają dziób zza gałęzi. Jest też puszczyk uralski, który pomimo, że jest jedną z największych sów w Polsce, to świetnie się maskuje na tle kory czy suchych liści i również trudno go wypatrzyć.

Nie wabię ptaków. Wchodząc w ich środowisko, wchodzimy do ich domu, to my tam jesteśmy gośćmi. Dlatego też trzeba mieć dużo umiaru i zdrowego rozsądku, żeby im nie zaszkodzić. Nie popieram używania głosów do wabienia, bo to czasami może mieć poważne konsekwencje. W niektórych sytuacjach, można nawet zaburzyć okres godowy, czy lęgowy ptaków i doprowadzić nawet do tego, że porzucą swoje gniazdo. W lasach wierzchosławickich są miejsca, gdzie gniazdują bociany czarne i tam też staram się nie zapuszczać w okresie lęgowym. Dla mnie fotografowanie przyrody czy krajobrazu, wiąże się przede wszystkim z poczuciem harmonii z otoczeniem, z naturą, dlatego stosuję takie niepisane zasady, żeby przede wszystkim nie szkodzić. Jeśli chodzi o puszczyka uralskiego, w lasach radłowskich są co najmniej dwie pary. Puszczyk jest w zasadzie ptakiem nocnym, ale za dnia, wczesnym rankiem albo gdy jest pochmurno też łatwo go wypatrzyć.

Gdzie udało się Panu zrobić takie ładne zdjęcie puszczyka?

Bardzo blisko brzegu lasu wierzchosławickiego, na Dwudniakach, tuż przy samej ścieżce przyrodniczo-leśnej. W tamtym właśnie rejonie bytują puszczyki uralskie. Wiem też, w którym miejscu gniazdują, tego jednak nie zdradzę, żeby nie były niepokojone. Podobnie jest z bocianem czarnym, którego też można spotkać w tych lasach. Jest też orzeł bielik, trzmielojad, brodziec samotny, błotniak stawowy, rybołów, czy sóweczka. Tej ostatniej niestety nie miałem przyjemności sfotografować, a z roślin - krokus, ciemiężyna, wawrzynek, który kwitnie chyba najwcześniej w tych lasach. Są tam więc wyjątkowe gatunki zarówno fauny, jak i flory. Słowem raj dla fotografa.

Jakie zwierzęta chciałby Pan jeszcze sfotografować poza sóweczką?

Nietoperza w locie... Nietoperze niestety są aktywne nocą, co nie ułatwia zadania i nie wiem, jaki to musiałby być przypadek, żebym akurat miał pod ręką aparat z lampą błyskową. Może jednak coś może wymyślę, a i na sóweczkę może się doczekam.

Zawsze wie Pan dokładnie, po co jedzie i co chce sfotografować, czy raczej jest to łut szczęścia i uchwycenie czegoś zupełnym przypadkiem?

Chyba więcej jest szczęścia. Czasami oczywiście planuję, ale często nic z tego nie wynika. Kilka razy wybrałem się, żeby "zapolować" na dziki, bo wiem, w których miejscach bytują. Przeważnie jednak coś poszło nie tak, albo ich wtedy tam nie było, albo się spóźniłem... Najczęściej jest to więc dzieło przypadku, któremu trochę pomagam.

Kiedy najlepiej udać się na fotograficzne łowy?

Wczesnym rankiem, o świcie, ewentualnie późnym popołudniem. Wtedy jest najlepsze światło do zdjęć, dające im piękny, klimatyczny i bardzo naturalny wygląd. Rankiem i późnym popołudniem jest też największa aktywność zwierząt, ptaków, co też nie jest bez znaczenia.

A jeżeli chodzi o porę roku? 

Każda pora roku ma swoje uroki, ale najlepszym momentem jest wiosna i jesień. Wiosna to najbardziej różnorodna, dynamiczna pora roku, to u zwierząt przede wszystkim okres rozmnażania się. Jest też bardzo duży ruch, jeśli chodzi o ptactwo. Ptaki zakładają gniazda, rodzą się młode. Natomiast pod koniec września zaczyna się niemal już kultowe rykowisko. To piękny czas obserwacji walki byków o swoją chmarę, dlatego większość fotografów stara się być na rykowisku i uwiecznić to ciekawe zjawisko na fotografii.

Czy przeżył Pan jakąś szczególnie ciekawą przygodę podczas polowania na dobre zdjęcie?

Jakichś spektakularnych przygód nie było. Kilka razy miałem przygody z dzikami. Raz zgubiłem skórzane rękawiczki w lesie i postanowiłem wrócić, żeby je odszukać. To było jesienią, więc szybko zaczęło się zmierzchać. Zawróciłem tą samą trasą, którą przyszedłem i w końcu udało mi się je znaleźć. Niestety jak już wracałem, było zupełnie ciemno, do tego wysiadła mi bateria w telefonie, bo świeciłem latarką. Żeby cokolwiek widzieć, musiałem włączyć w aparacie podświetlenie ekranu i wtedy, niedaleko wyjścia z lasu, kilka metrów ode mnie, przebiegła spora wataha dzików. Trwało to może około minuty i muszę przyznać, że mnie zamurowało. Kiedy było już po wszystkim, odczekałem jeszcze kilka minut i spokojnie wyszedłem z lasu. Innym znów razem natknąłem się na lochę z młodymi. O ile spotkanie z odyńcem nie musiałoby być aż tak niebezpieczne, to locha z warchlakami, jeśli poczuje się zaniepokojona, staje się bardzo agresywna. Na domiar złego, kiedy wyszła w moim kierunku z lasu, szedłem akurat brzegiem stawu, nie miałem więc możliwości ucieczki nawet na drzewo, bo najbliższe było obok lochy. Jednak jakoś udało się wycofać i nie musiałem kąpać się w stawie.

Które z terenów spośród tych przez Pana sfotografowanych uważa Pan za najpiękniejsze?

Okolice stawów na Dwudniakach, a więc Wróblik, Błotnica, Okniska - to wyjątkowe tereny, ale też okolice rezerwatu przyrody. Właściwie całe lasy w tutejszym rejonie są piękne, może dlatego że są to lasy mieszane, dodatkowo uroku dodają stawy, które często o świcie spowija mgła, nadając im niezwykłego klimatu.

Gdzie jeszcze chciałby się Pan wybrać i co sfotografować?

Chciałbym się wybrać na dłużej w Bieszczady, ale na razie niestety brakuje mi czasu.

Czasami oglądając zdjęcia krajobrazu trudno zauważyć, gdzie kończy się zdjęcie a zaczyna grafika. Używa Pan Photoshopa? Co Pan myśli o takiej postprodukcji

Photoshopa nie używam, jedynie Lightrooma. Staram się tylko nanosić jakieś drobne korekty, poprawić kolorystykę, wyodrębnić pewne detale, czy przykadrować, wyprostować tak żeby zdjęcie było dobrze skomponowane, czasem zdarzy się usunąć jakiś drobny element, zabrudzenie matrycy i to wszystko.

I o to właśnie chodzi w fotografii. Dziękuję za rozmowę.

Fotografowanie dzikich, płochliwych zwierząt nie jest łatwym zadaniem. Wysiłek jednak się opłaca. Zobaczcie zdjęcia w poniższej galerii i na www.flickr.com

Komentarze...