O trzech takich, co nawarzyli piwa. Rozmowa z twórcami tarnowskiego browaru "Trzech Kumpli"
access_time 2019-02-15 12:41:00
Z pasji i miłości do piwa powstał w Tarnowie browar rzemieślniczy "Trzech Kumpli", który udowadnia, że tarnowskie piwowarstwo nie umarło wraz z Browarem Książąt Sanguszków, a wręcz ma się doskonale, bo wraca do korzeni: tradycyjnych metod warzenia i najwyższej jakości składników. Zapraszamy do lektury rozmowy z jego właścicielami - Piotrem Sosinem i Irminą Wachną-Sosin.

Żaden inny trunek nie miał takiego znaczenia dla cywilizacji jak piwo. To dzięki niemu nasi przodkowie porzucili wędrowny styl życia i zaczęli uprawiać ziemię. Popijali je Sumerowie i starożytni Egipcjanie, dla których obok chleba było głównym składnikiem pożywienia. Składano je w darze bogom i płacono nim robotnikom. Jego recepturę udoskonalili średniowieczni mnisi, a jako że było zdrowe i pożywne, mogli je pić nawet w czasie postu. Było ulubionym napojem carycy Katarzyny II i Elżbiety I królowej Anglii. Uwielbiali je również nasi władcy. Bolesław Chrobry w niemieckich kronikach nazywany jest Bolesławem Piwoszem, a Leszek Biały usprawiedliwiał swoją nieobecność na krucjacie tym, że w Palestynie nie ma piwa. Argumentacja ta widać przekonała papieża Honoriusza III, bo ostatecznie udzielił Leszkowi dyspensy. Historia piwa jest długa i fascynująca, a jego popularność nie gaśnie. W ostatnich latach nastąpił wysyp browarów rzemieślniczych i odwrót od piwa oferowanego przez wielkie koncerny. O to, czym są piwa rzemieślnicze i dlaczego warto je pić, zapytałam Piotra Sosina i Irminę Wachnę-Sosin, właścicieli tarnowskiego browaru "Trzech Kumpli".

Jak to się stało, że zaczęliście warzyć piwo craftowe komercyjnie?

Piotrek: W Polsce branża browarów rzemieślniczych ruszyła w 2011 roku. Mniej więcej w tym samym czasie zacząłem z dwoma kolegami warzyć piwo w domu. Stąd też później wzięła się nazwa browaru "Trzech Kumpli". Traktowaliśmy to jako hobby, fajne zajęcie, któremu oddawaliśmy się po pracy. Wymagało to z naszej strony sporo zaangażowania, a w domu powodowało straszny bałagan. Irmina wychodziła wtedy z domu na dłuższy czas, bo też trzeba przyznać, że nie każdemu odpowiadają towarzyszące warzeniu piwa aromaty. Dla mnie są to najlepsze zapachy na świecie, ale dla innych niekoniecznie.

Od ilu lat jesteście na rynku komercyjnym?

Piotrek: Browar rozpoczął działalność w lipcu 2014 roku, czyli w tym roku będzie obchodził pięć lat.

To dużo? Mało?

Piotrek: Wszystkie browary w segmencie browarów rzemieślniczych są młode, bo najstarsze powstały w 2011 roku, a więc mają w tym momencie po 7, 8 lat. Pięć lat na tym rynku to nie jest tak mało. Duże podmioty warzące piwo w hasłach reklamowych prześcigują się w pokazywaniu klientom, od kiedy warzą piwo, wskazując nierzadko na setki lat historii, a tak naprawdę nie ma to najmniejszego znaczenia. Istotne jest to z jakim produktem wychodzi się do klienta tu i teraz.

A z jakim piwem Wy wychodzicie do klienta? Co to jest piwo rzemieślnicze i czym różni się ono od koncernowego?

Piotrek: Piwo rzemieślnicze jest prawdziwe, rzemieślnik nie oszczędza na produkcie. Surowce, których używa do produkcji swojego piwa, stara się mieć zawsze najlepsze, bo najważniejszy w produkcji rzemieślniczej jest efekt końcowy - czyli w naszym przypadku jakość piwa. Od koncernowego podejścia różni nas też to, że bardzo lubimy poszukiwać, mamy masę nowych piw, często bardzo odjechanych. Jest bardzo dużo browarów na rynku, które specjalizują się już w różnych naturalnych dodatkach do piwa, a więc wszelkiego rodzaju soków, wanilii, ziaren kakaowca, kawy, piwa leżakują w drewnianych beczkach po mocniejszych alkoholach itd. A więc ta różnorodność, ta trochę nutka szaleństwa, poszukiwania, nieskrępowania wolności, trochę kontry do bardzo skomercjalizowanego życia i produkcji pod tabelki w Excelu, to jest właśnie to, co nas bardzo odróżnia od browarów korporacyjnych. Kolejna rzecz to sposób, w jaki komunikujemy się ze swoimi klientami. Dystans między klientem a osobą, która w browarze rzemieślniczym jest bezpośrednio odpowiedzialna za piwo jest bardzo krótki. Przykładowo, jeśli napiszesz do nas na FB, to odpowie albo Irmina albo ja, a my jesteśmy bezpośrednio związani z warzeniem piwa. A jeśli chciałabyś napisać do jakiegoś koncernowego browaru, albo spróbować do nich zadzwonić, to prawdopodobnie odpowie ktoś z firmy zewnętrznej zatrudniony na infolinii. Jesteśmy otwarci na bezpośrednią krytykę, słuchamy głosu klienta na wielu imprezach piwnych i niepiwnych. Można przyjść do nas na stoisko i tam  porozmawiać z nami lub z kimś, kto jest naprawdę blisko powstawania naszych piw. Zatem, wracając do pytania, różnią nas produkt, poszukiwanie, komunikacja z klientem, ale też wartości. Coraz częściej browary rzemieślnicze zaczynają skupiać się na swoich mikrospołecznościach, angażować się w różne inicjatywy kulturalne, sportowe. Zawsze powtarzam, że lokalny browar jest bardzo społecznościotwórczy, a jeszcze jak jest to browar, do którego można przyjść i napić się piwa na miejscu, to już w ogóle. My do tego właśnie dążymy.

No dobrze, a co spowodowało, że zaczęliście myśleć o wprowadzeniu piwa na rynek komercyjny? Co was ostatecznie przekonało, że to się może udać?

Piotrek: Jeżeli ma się jakieś zainteresowania i czuje się, że to, co się robi, to jest właśnie to, co sprawia, że jesteśmy szczęśliwi, to gdzieś tam w sercu zaczyna pogrywać nutka, że fajnie byłoby z tego jeszcze żyć. Tak też było w naszym przypadku. Stało się to w sposób zupełnie naturalny, nie było wykalkulowane i przemyślane. Pierwsze warki warzyliśmy w browarze Wojkówka, który był dość blisko, bo na Podkarpaciu. Z czasem jednak przenieśliśmy się do Nowego Sącza. To wszystko następowało bardzo powoli, organicznie, samo w pewnym momencie zaczęło się dość fajnie napędzać, no i po tych pięciu latach jesteśmy tu gdzie jesteśmy, wśród rzemieślniczych browarów z niemałym jak na warunki craftu browarem Zapanbrat w Żywcu, gdzie powstają nasze piwa. Jesteśmy bardzo zadowoleni, zwłaszcza z poprzedniego roku, ale na ten rok też mamy spore plany wzrostowe. Browar w pewnym momencie przerodził się w naprawdę nieźle prosperujący biznes, ale wciąż u jego podstawy stoi ten sam początkowy ogień pasji, zafascynowania piwem, chęci odkrywania nowych smaków, uczenia się i budowania pozytywnej marki.

Skąd czerpaliście wiedzę na temat warzenia piwa?

Piotrek: Odpowiadając na to pytanie, nawiążę jeszcze do wcześniejszego. Rzemieślników od innych producentów piwa różni to, że my, jako społeczność producentów, jesteśmy ze sobą bardzo blisko. Współpracujemy ze sobą, warzymy wspólnie piwa, tzw. kooperacyjne, wymieniamy się wiedzą, wspieramy się w wielu innych biznesowych sprawach i w tym przypadku było podobnie. Zadziałał ten sam mechanizm. Kiedy zaczynałem warzyć piwa, w Polsce istniała już społeczność piwowarów domowych, ale też bardzo mocno była rozwinięta społeczność piwowarów domowych za oceanem, w USA, bo tam rewolucja piwna trwa od 40 lat i wiedza na temat procesu piwowarskiego jest dostępna bardzo szeroko. Na początku trzeba zgłębić wiedzę na temat warzenia piwa, a potem rzucić się w wir doświadczeń, czyli próbować samemu, zadawać pytania, ktoś odpowie, doradzi, ktoś to skoryguje, pomoże. W efekcie, ta wiedza jak kulka śnieżna, gromadzi się i jest coraz większa. Szok natomiast następuje, jak przechodzi się z piwowarstwa domowego do profesjonalnego, bo co prawda, proces jest ten sam, ale narzędzia i skala zupełne inne i w zasadzie wszystkiego trzeba uczyć się na nowo.

Irmina: Piotrek bardzo często jest w browarze, gdzie sprawdza wszystkie nasze piwa na różnych etapach procesu. Oczywiście nasze receptury są powtarzalne, ale to nie jest tak, że każdy proces jest identyczny jak poprzedni. Są podejmowane poszczególne decyzje, chociażby takie, czy piwo powinno zostać dłużej w tanku, czy trzeba dosypać więcej chmielu, więc ten proces powstawania piwa jest ciągle żywy, elastyczny i ta wiedza wciąż się zmienia i przyrasta.

Piotrek: Tak, cały czas się zmienia. Rzemieślnicy to są takie niespokojne dusze, nie są w stanie spocząć na laurach i cały czas robić to samo. Nasz produkt jest też mocno uzależniony od jakości surowca i, o ile słód jest bardzo stabilnym składnikiem, o tyle chmiel, który jest rośliną podobną do wina, jest bardzo wrażliwy i podatny na zmienne warunki atmosferyczne, czyli ilość słońca, ilość wilgoci, temperaturę, jej zmiany. Te warunki są z roku na rok różne. Nawet ten sam gatunek chmielu może być inny w 2018 r., a inny w 2019 r. I chcąc, żeby te piwa były w miarę takie same, bo klienci są przyzwyczajeni do konkretnego smaku, muszę zrobić wszystko, żeby tak było. Poza tym cały czas jest w nas głód nowości. Klienci, którzy piją piwa rzemieślnicze mają duże oczekiwania, cały czas chcą czegoś nowego, również sami rzemieślnicy, jako twórcy bez ustanku wychodzą do klientów z czymś nowym.

Reklamy utrwalają w nas przekonanie, że piwo robi się z chmielu. A to tylko przyprawa. Albo, że piwo to męski napój. Czemu ma służyć takie zafałszowywanie rzeczywistości?

Piotrek: W reklamach słyszymy też, że piwo jest z trzech składników – a piwo jest z czterech składników, czyli z wody, chmielu, słodu i drożdży. W produkcji przemysłowej piwa nie da się tak bardzo zróżnicować smaku pomiędzy jednym producentem, a drugim. Z kolei piwa rzemieślnicze bardzo się między sobą różnią. Nie ma w tym segmencie rynku dwóch identycznych piw różnych producentów. Zawsze jest jakiś niuans, czy to w smaku, czy w aromacie, który je odróżnia. Używając obrazowego porównania, produkcja przemysłowa jest jak idealnie przycięta murawa na boisku, podczas gdy produkcja rzemieślnicza to leśna, nieskoszona łąka, gdzie jest ogromna bioróżnorodność.

Z jakimi wyzwaniami i problemami musieliście się zmierzyć na początku powstawania biznesu?

Piotrek: Zawsze na początku każdego biznesu największym wyzwaniem jest kapitał, chyba że ktoś go ma. My startowaliśmy z bardzo niewielkim, wręcz symbolicznym kapitałem i rozkręcaliśmy firmę powoli, bardzo organicznie. Dużym problemem na pewno jest też mnogość przepisów prawa, które trzeba znać. Ktoś nawet ostatnio wyliczał, że w Polsce jest 26 różnych instytucji, które mogą zamknąć browar wskutek różnych kontroli. Jest masa papierkowej roboty, bardzo dużo zmieniających się przepisów prawa, a więc te wszystkie rzeczy, z którymi spotyka się każdy przedsiębiorca. Browar ma na karku jeszcze przepisy celne, bo produkuje dobra akcyzowe, przepisy sanitarne, bo produkuje produkt spożywczy, a do tego jeszcze Urząd Dozoru Technicznego, ponieważ pracuje z wysokimi ciśnieniami. Mocno współpracujemy też z branżą transportową, która przeżywa w tym momencie dość ciekawy moment, bo ma zbyt małe moce przewozowe, by obsłużyć wszystkie zlecenia. Pod koniec ubiegłego roku już było lepiej, ale w lecie mieliśmy naprawdę spore problemy z tym, by wszystko dojechało na czas. No i wreszcie pracujemy z bardzo delikatnym produktem, który jest wrażliwy na światło, wysoką i niską temperaturę i na jej nagłe zmiany, dlatego wyzwaniem jest jego dystrybucja w odpowiednich warunkach. My to już na tyle opanowaliśmy, że nasze piwo dociera nawet do Portugalii, być może w tym roku dotrze też do Azji. Zawsze dokładamy wszelkich starań, żeby było najlepszej jakości.
Tak naprawdę jednak, piwo najlepiej smakuje najbliżej źródła wytworzenia. Cała idea craftu, rzemieślnictwa polega jednak na tym, żeby produkować piwa na rynek lokalny, sprzedawać je "wokół komina" - jest takie stare niemieckie powiedzenie, że jak piwowar wychodzi na komin browaru, to jego rynek to jest to, co widzi w zasięgu wzroku. Dlatego my też chcielibyśmy zbudować w Tarnowie swój browar. Mamy już nawet siatkę lokalnych klientów, którym dostarczamy nasze piwo. Tylko że na razie zamiast browaru mamy sklepik, który powstał głównie po to, żeby pokazać, że jesteśmy z Tarnowa, po to żeby ludzie mogli przyjść do niego i z nami porozmawiać, bo w nim też pracują ludzie, którzy są blisko produkcji.

Irmina: Na pewno największym ryzykiem było podjęcie decyzji o tym, że stawiamy wszystko na jedną kartę, bo na początku blisko dziesięć lat oboje pracowaliśmy w Krakowie, w innych branżach i w całkiem innych zawodach.

Piotrek: Tak, i to nieźle płatnych i bezpiecznych. Z perspektywy bezpieczeństwa rodziny nic nie uzasadniało tej szalonej zmiany. Patrząc na to krótkoterminowo, życiowo to była czysta głupota, ale z perspektywy długoterminowej, jest to na pewno korzystniejsza zmiana.

Irmina: Piotrek pierwszy podjął  decyzję o odejściu z pracy i stało się to w takim momencie, gdy browar nie generował jeszcze takich ilości piwa, która mogłaby nam zapewnić jakiekolwiek bezpieczeństwo. Była to więc dość spora fantazja z naszej strony. Początkowo Piotrek pracował jednocześnie i w Krakowie i w browarze. Szybko jednak zrozumieliśmy, że  nie możemy być w takim dwutakcie, bo to nam się po prostu nie uda. Musieliśmy dość sporo zaryzykować i podjąć decyzję, w co inwestujemy zarówno czas, jak i wszelkie pieniądze, które wtedy mieliśmy. Krok po kroku zaczęło się to jednak na tyle rozwijać, że stwierdziliśmy, że potrzebujemy kolejnej osoby. Uznaliśmy, że zaczniemy pracować wspólnie, a ja wniosę do firmy swoje doświadczenie - wcześniej zajmowałam się operacyjnym prowadzeniem innej organizacji, ale też dbaniem o jej marketing, wizerunek i sposób komunikowania się z otoczeniem.

Piotrek: Było wiele wyzwań biznesowo-produkcyjno-dystrybucyjno-kapitałowych, a na to wszystko nakładała się jeszcze ta część życiowa, ale myślę że przechodzi przez to każdy przedsiębiorca. Ja, z perspektywy czasu uważam, że i tak za późno zrezygnowałem z pracy, mogłem zrobić to trochę wcześniej i nieco mniej się męczyć, wystawiając przy tym rodzinę na sporą próbę. Oczywiście bardzo dobrze wspominam ten czas, z pracodawcą rozstaliśmy się w przyjaznych stosunkach, odchodziłem z pracy w poczuciu, że zawsze mogę do niej wrócić. Zresztą koleżanki i koledzy z pracy mocno nam kibicowali i do dzisiaj trzymają za nas kciuki. Wyzwania oczywiście są dalej, tylko się zmieniają, bo przechodzimy teraz na trochę wyższy poziom organizacyjny i produkcyjny. Przy dość sporym już zasięgu i coraz większej rozpoznawalności, pewne rzeczy trzeba robić mniej szaleńczo, a bardziej metodycznie.

Irmina: Spory przełom nastąpił, gdy zaczęliśmy zatrudniać ludzi. Obecnie w "Trzech Kumplach" pracuje sześcioro osób, a dziewięć osób w Zapanbracie – browarze w Żywcu, w którym warzymy piwo na wyłączność, czyli wszystkie tanki zalane są naszymi piwami. Można więc powiedzieć, że "Trzech Kumpli" to przedsięwzięcie, które daje bezpośrednie zatrudnienie 15 osobom.

Ile kosztuje taka inwestycja?

Piotrek: Teraz na pewno więcej, niż wtedy kiedy my startowaliśmy. Zaczynaliśmy w bardzo dobrym momencie, ponieważ rynek był w fazie wielkiego startowego wzrostu i bardzo dużo wybaczał. Nasze pierwsze warki w browarze Wojkówka były takie sobie, ale i tak sprzedawało się wszystko na pniu w ciągu kilku dni, bo takie było zapotrzebowanie na piwa rzemieślnicze. Wiedziałem jednak, że nie będzie to trwać wiecznie, poza tym interesowała mnie jeszcze wyższa jakość piwa, więc szybko podjęliśmy decyzję o tym, żeby poszukać lepszego miejsca powstawania naszych piw, oferującego lepszy sprzęt i know-how. Bardzo szybko podnieśliśmy poziom i od tamtego momentu już wiedzieliśmy jak go “trzymać”. Dziś trzeba wyjść na rynek z czymś naprawdę wyjątkowym od pierwszej warki. Nie ma miejsca na produkt słaby, a nawet ten dobry musi charakteryzować się “czymś jeszcze”. W Polsce mamy w tym momencie 250 browarów rzemieślniczych, a według naszych szacunków możemy spokojnie ich przyjąć do 1000. W samych Włoszech jest 800 browarów, w Wielkiej Brytanii jest 2000, w Stanach Zjednoczonych jest ponad 7000, dlatego biorąc pod uwagę wielkość kraju i średnią spożycia piwa na głowę, to u nas spokojnie jest jeszcze miejsce. Niemniej dynamika przyrostu będzie już powoli hamować. Ale wracając do pytania, trudno mi powiedzieć, jaki kapitał jest teraz potrzebny, żeby wejść na ten rynek jako kolejny browar kontraktowy i odnieść szybko sukces. Mogę za to powiedzieć, jaki jest potrzebny do zbudowania średniej wielkości browaru rzemieślniczego - jest to kilkumilionowa inwestycja i dlatego właśnie piwowarów domowych tak rzadko na nią stać.

Ile piwa sprzedajecie rocznie?

Piotrek: Rok 2018 zakończyliśmy na poziomie około 7 tysięcy hektolitrów, czyli w przeliczeniu na butelki prawie milion butelek i ponad 7,5 tysiąca kegów.

Sprzedaż rośnie?

Irmina: Rośnie. Sprzedajemy piwo na całą Polskę, ale też coraz częściej za granicę. Widzimy tam spore zainteresowanie naszymi piwami. Jesteśmy stale obecni we Włoszech, Hiszpanii, na rynkach skandynawskich, niedawno otrzymaliśmy sporo zapytań ofertowych z rynków azjatyckich.

Piotrek: To się może wydawać dużo z perspektywy Tarnowa, ale cały czas docierają do nas sygnały z rynku, z miast gdzie wysyłamy dużo piwa, od naszych klientów końcowych, że nasze piwo jest niedostępne. Ktoś je próbuje kupić i nie może go znaleźć. To oznacza, że wciąż jeszcze jest duży potencjał, żeby dotrzeć do klientów, którzy chcą tego piwa. Natomiast bardzo cieszymy się, że ludzie zaczęli kojarzyć nasz lokalny sklepik, mamy też już stałych klientów, z którymi nawiązuje się przyjazna nić piwnej wspólnoty.

Irmina: Często słyszymy, że ludzie chcą zabrać dla kogoś jakiś prezent z Tarnowa i wybierają nasze piwo. Jak zakładaliśmy sklep w Mościcach, sporo osób patrzyło na nas z pobłażaniem, ale my mieliśmy poczucie, że musimy mieć stałe miejsce w Tarnowie, po to właśnie, żeby ludzie mogli do nas przyjść, zobaczyć nas, poznać, przekonać się, że za piwami "Trzech Kumpli" naprawdę stoją tarnowianie. Mija już trzeci rok działalności sklepu i naprawdę widzimy, że zaczyna on fajnie funkcjonować, że mamy stałych klientów, którzy razem z nami cieszą się tym produktem. Daje nam to siłę i nadzieję na to, że w pewnym momencie wspólnymi siłami uda nam się stworzyć w Tarnowie browar.

Przy okazji robicie też świetną promocję dla Tarnowa...

Piotrek: Wszędzie, gdzie jesteśmy, wspominamy o tym, że jesteśmy z Tarnowa, na każdej butelce jest też napis Tarnów. Poza tym jesteśmy w kontakcie z osobami odpowiedzialnymi za promocję miasta. Dzięki zaproszeniu dyrektora Tarnowskiego Centrum Informacji byliśmy już na targach w Berline i Mediolanie, gdzie nasze piwo promowało miasto i region małopolski.

Jaki jest okres produkcji Waszego piwa?

Piotrek: To zależy od piwa. Są piwa szybkie i takie, które potrzebują więcej czasu. Te szybsze w produkcji  to te z szerokiej rodziny IPA - one potrzebują od 4 do 6 tygodni. Z kolei dla przykładu nasz Pils, czyli klasyczne piwo dolnej fermentacji, co najmniej 6 tygodni. Warzymy też piwa mocne, długo leżakujące i one potrzebują co najmniej 6 miesięcy w tanku. Potem wlewamy je do drewnianych beczek, gdzie spędzają nawet ponad rok.

Na Waszej stronie internetowej można przeczytać, że ogromną uwagę przykładacie do wyboru surowców...

Piotrek: Tak, składniki są najwyższej możliwej jakości. Słód jest niemiecki, bo niestety nie znaleźliśmy słodowni polskiej, która spełniałaby nasze wymagania jakościowe. Sporo mamy też słodów angielskich, ponieważ Anglicy są mistrzami w produkcji ciemnych słodów. Chmiel w znacznej mierze jest polski, ale też bardzo dużo chmielu kupujemy ze Stanów Zjednoczonych, Nowej Zelandii, z Australii, Niemiec. Drożdże pochodzą głównie z Belgii, ale też współpracujemy z polskim laboratorium, które je dla nas namnaża. Masę rzeczy mamy też od lokalnych dostawców, w Tarnowie drukujemy koszulki, tutaj też szyliśmy pokrowce na stoisko festiwalowe, współpracujemy z miejscowym stolarzem, lokalnie pożyczamy też samochody dostawcze. Browar bardzo fajnie napędza takie rzeczy.

Jakie powinno być dobre piwo? Czym powinien kierować się klient kupując piwo i na jakiej podstawie może ocenić, że ma do czynienia z dobrym gatunkiem?

Piotrek: Warto pójść do miejsca, które ma piwa rzemieślnicze i popytać barmanów, bo oni generalnie wiedzą lub powinni wiedzieć, co jest dobre. Jest też szereg portali ratingowych, gdzie klienci dają piwu ocenę. Najpopularniejsze to RateBeer, Untappd i Polski Kraft i tam właśnie można sobie zajrzeć i poczytać opinie. Natomiast jeśli chodzi o obiektywne czynniki, jak powinno smakować piwo, to przede wszystkim nie może mieć wad technicznych, nie powinno mieć niepożądanych zapachów np. siarkowych, metalicznych, maślanych albo gotowanych warzyw. Powinno mieć bardzo trwałą, ładną pianę. Klarowność nie jest już wyznacznikiem jakości piwa, bo w tym momencie jest bardzo mocny nurt piw mętnych, otrzymywanych poprzez dodawanie dużej ilości płatków pszenicznych i owsianych oraz fermentowanie piwa drożdżami, które pozostawiają naturalną mętność. W naszej ofercie jest dużo mętnych piw, takich jak choćby Pan IPAni, Misty, Taura. Warto też się rzucić w społeczność, która pije piwa, jechać na piwne festiwale. Ale przede wszystkim jest jedno kryterium dobrego piwa - ma ono smakować na tyle, żeby chciało się do niego wracać lub najlepiej od razu wychylić kolejną szklankę!

A jak wychodzisz na miasto i siadasz sobie w pubie, to po jakie piwa sięgasz?

Piotrek: Ja jestem przywiązany do marki "Trzech kumpli". Bardzo często, jak widzę, że w barze są nasze piwa, to je próbuję. Nie po to, żeby się nim zachwycać, tylko po to, by sprawdzić jak to piwo smakuje na końcu łańcucha dostaw, czy wszystko jest z nim w porządku, czy dojechało w dobrym stanie. Jeśli coś mi w nim nie gra, to zaczynam się zastanawiać nad przyczyną, rozmawiam z barmanem, pytam kiedy kupili to piwo, gdzie je przetrzymują, w jakiej temperaturze, pytam o numer kega i datę na nim, to wtedy od razu wiem z którego rozlewu pochodzi. Na szczęście takie sytuacje bardzo rzadko się zdarzają.Prawdę powiedziawszy nieczęsto zdarza mi się pójść do pubu i nie pracować, choćby podświadomie, no ale jeśli już się uda, to zazwyczaj piję piwa browarów ze swojej listy tych, które bardzo lubię i cenię. Lubię też próbować wszelkich nowości, bo ważne jest odnoszenie się do tego, co robią nasze koleżanki i koledzy piwowarzy.

Które z Waszych piw cieszą się największym zainteresowaniem wśród konsumentów?

Piotrek: Zdecydowanie Pan IPAni. Jest naszym piwem flagowym i często mówimy o nim, że jest naszą największą dumą. Zresztą od tego piwa wszystko się w pewnym momencie fajnie “przełamało”, browar zaczął być popularny, a Pan IPAni poszukiwane. Potem dołączyło do niego bardzo udane Califia, nieco później Misty i zrobiła się bardzo mocna drużyna popularnych piw. Zaskakująco dobrze sprzedaje się też nasz klasyczny pils, czyli piwo, którego na pierwszy rzut oka jest masa na rynku. Bardzo nas to zaskoczyło, bo myśleliśmy, że to produkt, który będzie stał gdzieś z boku jako urozmaicenie oferty, a w zeszłym roku to było nasze drugie najlepiej sprzedające się piwo! To zwykły klasyczny lager, tylko uwarzony bardzo rzemieślniczo i rzetelnie jeżeli chodzi o dobór surowców, czas spędzony w tanku i moment, w którym jest rozlane. To tylko pokazuje, że ludzie chcą dobrze uwarzonego, klasycznego, czyściutkiego lagera. Najprzyjemniejsze komplementy za Pilsa dostajemy od pokolenia naszych rodziców. Mówią, że to piwo smakuje tak jak to, które pili w młodości. Dlaczego? Bo dawniej wszyscy w ten sposób warzyli piwo, wtedy daleko było browarom do czegoś, co dzisiaj nazywamy “optymalizacją kosztową”.

Irmina: Jeszcze tylko uporządkuję, że w naszej ofercie mamy dwie “linie”. Pierwsza to piwa nowofalowe, które mają o wiele więcej aromatu i smaku, są bardziej złożone i dla niektórych mogą być szokiem. To wspaniały amerykański, nowozelandzki i australijski chmiel czyni takie cuda. Piwem z tej działki jest Pan IPAni, które jest połączeniem dwóch światów, stąd też pewnie nazwa, która fajnie się przyjęła, bo ma cechy zarówno piwa  mocniej nachmielonego, bardziej aromatycznego, jak i elementy piwa pszenicznego. To jest piwo, które najczęściej przekonuje osoby, które nigdy wcześniej nie sięgały po piwa craftowe. Natomiast druga linia w naszej ofercie to piwa klasyczne. I tutaj zdecydowanie piwem wiodącym jest pils, który jest wszystkim znany, bo to takie “normalne” piwo. Ludzie wiedzą, czego mniej więcej można się po nim spodziewać, jest to piwo lekkie i dobre na każdą okazję. W tej linii mamy też klasycznego Portera, Weizena i Koźlaka.

W Waszych piwach zwracają uwagę oryginalne nazwy i niezwykłe, bardzo kolorowe etykiety. Kto jest odpowiedzialny za ich wymyślanie?

Piotrek: To jest proces. Zazwyczaj to się odbywa tak, że ja wychodzę z propozycją jakiejś nazwy, a potem długo o tym dyskutujemy z Irminą. Jednak w przypadku jednego produktu stuprocentową autorką nazwy jest Irmina i to jest właśnie Pan IPAni, czyli flagowiec i bestseller browaru. Etykiety to też długotrwały proces twórczy z naszym grafikiem.

Irmina: Mamy grafika, który pracuje nad naszymi etykietami, ale jesteśmy w to bardzo mocno zaangażowani. Za każdą etykietą, czy nazwą zawsze jest jakaś historia, którą chcemy przemycić. Osoby, które bardziej się tym interesują i są bardziej dociekliwe, wiedzą, że nazwa, etykieta i piwo -  to wszystko ze sobą się łączy. Przykładowo Califia to piwo w stylu West Coast IPA, stylu typowego dla zachodniego wybrzeża USA, zwłaszcza dla Kalifornii. Z nazwą wiąże się bardzo fajna historia. Otóż gdy Hiszpanie dotarli w XVI w. do wybrzeży Kalifornii, tak się nią zachwycili, że nadali jej nazwę od imienia mitycznej przywódczyni amazonek - Califii. Wojowniczki zamieszkiwały wyspę, która w legendzie opisywana była niemal jak raj. Po prostu pomyśleliśmy, że skoro Kalifornia jest inspiracją do warzenia tego piwa, musimy jakoś w nazwie do niej nawiązać. Prawdę powiedziawszy to byliśmy mocno zdziwieni, że nikt wcześniej nie “zaklepał” tej nazwy piwa.

Piotrek: Albo drugi przykład: Goedemorgen, piwo w stylu Belgian IPA. Nazwa to po niderlandzku po prostu “dzień dobry”. Chcieliśmy zaznaczyć w ten sposób, że nie tylko drożdże, którymi fermentowaliśmy to piwo pochodzą z tamtego rejonu Europy. Bardzo nam miło na festiwalach, gdy podchodzą do nas Belgowie czy Holendrzy i uśmiechają się szeroko, prosząc o to piwo. No i oczywiście mówią do nas “dzień dobry”! Jest też Ragnar, czyli piwo w stylu Imperialny Porter Bałtycki, bardzo mocny, intensywny niemal agresywny trunek - prawie jak Ragnar, czyli legendarny król Wikingów, który niegdyś siał postrach na Bałtyku i dalszych morzach.

A "Idiota"? Czyżby od Dostojewskiego?

Piotrek: Tak, jak najbardziej. To piwo w stylu Russian Imperial Stout, który rozwinął się w czasach, gdy rosyjska caryca Katarzyna II bardzo rozsmakowała się w mocnych, ciemnych piwach angielskich. Musiały być wyjątkowo mocne, by przetrwać transport do Moskwy. Nie mogliśmy nie nawiązać do rosyjskiej kultury, a twórczość Fiodora to chyba najlepsza rzecz, jaką Rosja dała światu. Z tym piwem wiąże się też fajna anegdotka. Gdy w zeszłym roku wracaliśmy z festiwalu One More Beer Festival w Krakowie, podszedł do mnie młody mężczyzna, który trzymał w ręku książkę "Idiota". Powiedział, że nasze piwo popchnęło go do czytania Dostojewskiego. A potem dowiedziałem się, że na samym festiwalu robił sobie zdjęcia na naszym stoisku z piwem i książką. No więc, jeśli piwo zachęca kogoś do czytania książek, i to jeszcze takiej niełatwej klasyki, to mi po prostu brak słów!

Chętnie wspieracie Tarnowską Nagrodę Filmową. Często podkreślacie, że to jedno z Waszych ulubionych wydarzeń kulturalnych. Jakie jeszcze inicjatywy wspieracie?

Piotrek: Rozszerzając trochę nasze hasło: "warzymy, co lubimy", odpowiem, że też wspieramy co lubimy, co nam się podoba, a Tarnowska Nagroda Filmowa bardzo nam się podoba, dlatego że jest pewnym fenomenem na skalę Polski. Organizowana jest od ponad 30 lat, dobór repertuaru jest fantastyczny, wydarzenia dookoła festiwalu są bardzo ciekawe, do Tarnowa przyjeżdżają duże sławy reżyserskie, aktorskie, dziennikarskie. To naprawdę niecodzienna sprawa. Poza tym bardzo lubimy kino. Poza piwem to nasza największa pasja, więc jeżeli możemy wesprzeć taką inicjatywę, to bardzo się z tego cieszymy. Być może sami chcielibyśmy kiedyś w tej branży podziałać. Kto wie, zobaczymy.

Irmina: Staramy się angażować w rzeczy, które dzieją się w Tarnowie, bo uważamy że to miasto jest fajne i dzieją się tu różne ciekawe rzeczy, stąd Tarnowska Nagroda Filmowa, ale też wsparliśmy tarnowskich podróżników z Crossing Borders, czy Karolinę Mochylską, która wybiera się na Kilimandżaro po operacji kręgosłupa, albo Tarnowską Ligę Squasha. A spoza Tarnowa, Jazz Juniors, bo sami słuchamy muzyki jazzowej, czy Bielską Jesień Jazzową. Kręcimy się wszędzie tam, gdzie dobrze się czujemy. Jeżeli chcemy wesprzeć jakąś inicjatywę, musi to być rzecz zgodna z naszymi wartościami i z tym, co lubimy.

Na koniec spytam Was, jak polskie browary wyglądają na tle zagranicznych? Mamy powód do dumy?

Piotrek: W Europie Polska stoi bardzo wysoko, jeżeli chodzi o craft. Na pewno pod względem dynamiki wzrostu jesteśmy w czołówce. Kraje tradycyjnie piwne, takie jak np. Niemcy, czy Czechy nie rzuciły się w piwną rewolucję aż z taką werwą jak my, Polacy. Są tam oczywiście browary rzemieślnicze, ale nie ma takiego szaleństwa jak w Polsce. Kraje, do których Polska może się przyrównywać to na pewno Włochy, Hiszpania, Wielka Brytania i Skandynawia, zwłaszcza Szwecja i Dania. Nasze polskie piwa zrobiły potężny postęp. Browar "Trzech Kumpli" ma stałą obecność w Rzymie, Barcelonie, Madrycie, Lizbonie, Kopenhadze, Sztokholmie. Nie mamy się więc czego wstydzić, bez kompleksów idziemy przez Europę.

Irmina: Potwierdzeniem tego, że nie mamy się czego wstydzić jest też to, że zdobywamy nagrody, medale, odznaczenia. Ostatnio zdobyliśmy 10 medali w konkursie piw rzemieślniczych w Poznaniu. Tam piwa oceniane są przez międzynarodowe grono sędziów, którzy próbują piwa w tzw. blind testach, czyli sędziowie nie wiedzą, które piwo, z jakiego browaru piją, tylko oceniają piwa w danych kategoriach wg ściśle narzuconych kryteriów. Nasz browar zdobył w Poznaniu najwięcej medali ze wszystkich browarów, bo aż 10. A zgłoszono ponad 600 piw. W zeszłym roku wpadły nam też odznaczenia we Frankfurcie i w Aveiro w Portugalii. W sumie w tym momencie mamy już około 30 medali, odznaczeń i wyróżnień. Wisienką na torcie roku 2018 było to, że zostaliśmy wyróżnieni w przewodniku "Gault&Millau Polska". Zostaliśmy tam opisani jako producent regionalny z Tarnowa o bardzo wysokiej jakości produktu. Bardzo nas to ucieszyło, że nasz browar, mimo że nie ma stałej siedziby, został dostrzeżony i doceniony przez inspektorów Gault&Millault, którzy stwierdzili, że na stale wpisaliśmy się w - tu cytuję - “terroir Tarnowa”. Bardzo nam dobrze z tą pozytywną łatką lokalności! Zwłaszcza, że Gaullt&Millaut to obok Michelina najbardziej prestiżowe i miarodajne wyróżnienie w szerokiej branży gastro. Dowiedzieliśmy się o wyróżnieniu w grudniu i był to dla nas wspaniały prezent na święta.

Dziękuję za rozmowę i życzę Wam dalszych sukcesów. "W niebie nie ma piwa, więc pijmy je tutaj" - napisał średniowieczny trapista z Holandii, który nie tylko na zaświatach, ale i na warzeniu przedniego piwa znał się wybornie, wiedział zatem, co mówi. Na piwie świetnie znają się również browarnicy z "Trzech Kumpli". Jeśli macie ochotę sprawdzić, jak smakuje ich piwo, zajrzyjcie na nasz portal jutro. Wspólnie przygotowaliśmy dla Was małą niespodziankę.

Agnieszka Cichy

Komentarze...