Chcę wskrzesić muzykę rockową! Rozmowa z Maksem Kwapieniem
access_time 2018-10-20 15:11:00
Tarnowski wokalista i autor tekstów, frontman hardrockowej grupy K.A.C. Sceniczna charyzma, umiejętność zjednywania sobie publiki oraz nieprzeciętne walory wokalne sprawiły, że ma szansę stać się nową gwiazdą muzycznego show Voice of Poland. Zapraszamy do lektury rozmowy z Maksymilianem Kwapieniem.

Rozpocznę cytatami z klasyków. Gene Simmons z Kiss" "Rock is dead", Steven Wilson: "Rock przestał być innowacyjny", Brandon Flowers: "Nowe rockowe zespoły są słabe", Grabaż: "Rock'n'roll umarł, rock jest martwy". Z kolei Bono twierdzi, że muzyce rockowej brakuje młodzieńczego gniewu, jaki jest obecny w rapie. Wychodzi na to, że dla rocka przyszły straszne czasy, bo nawet długowłosi faceci w skórach i z gitarami są postrzegani jako żywe relikty minionej epoki. Zgadzasz się, że rock jest dziś w undergroundzie, a młode pokolenie woli słuchać rap, pop i r'n'b?

To jest takie czcze gadanie, aczkolwiek zgodzę się, że w muzyce rockowej brakuje buntu, z tego względu, że dziś pod muzykę rockową podpina się przeróżne gatunki, które z prawdziwym rockiem nie mają nic wspólnego, na przykład muzykę elektroniczną. Dziś nawet o kapelach, które nawet nie używają gitary, mówi się, że są rockowe, więc nie ma się co dziwić, że później trafiają się takie a nie inne oceny. Niemniej ja z moim zespołem K.A.C. jesteśmy skupieni przede wszystkim na tym, żeby ten bunt w ludziach zaszczepić.

Bunt przeciwko czemu?

Buntujemy się przeciwko status quo. W naszej muzyce bunt nie umilkł, tylko przeszedł niewielką metamorfozę. Na pewno jednak nie zgadzam się z tym, że rock umarł. Wystarczy spojrzeć, ile ludzi przychodzi na koncerty, przede wszystkim właśnie dinozaurów rocka, czyli Guns N' Roses, AC/DC, Metallica. Zresztą takie opinie pojawiają się też po części z winy przemysłu muzycznego, który produkuje gwiazdki-wydmuszki na kilka lat, a spycha na boczne tory dobrych, ambitnych niszowych artystów. Promowany jest anemiczny rock, bez charyzmy, buntu i sensownej inwencji twórczej. Niestety w Polsce sytuacja jest jeszcze gorsza niż na zachodzie. W krajach takich jak Niemcy, Anglia, USA, czy nawet Skandynawia, młode niszowe zespoły rockowe są bardzo dobrze promowane. Prosty przykład: Greta van Fleet z USA, tam grają muzycy, którzy są młodsi o kilka lat ode mnie i już robią światową karierę.

W waszej muzyce słychać wpływy muzyki rockowej z lat 80-tych, których oczywiście nie możesz pamiętać, bo masz 22 lata. Kto Cię otworzył na takie brzmienia?

Sam zainteresowałem się tą muzyką. Zacząłem słuchać jeszcze jak byłem nastolatkiem. Myślę, że potrzebowałem ujścia dla sporych zasobów buntowniczej energii, które w sobie nosiłem i w tej muzyce to znalazłem.

Powiedz kilka słów o genezie powstania grupy

Wcześniej graliśmy pod innym szyldem, nazywaliśmy się Burnin'Whistle. Nie do końca jednak dobrze kierowaliśmy zespołem. Z perspektywy czasu widzę, że podchodziliśmy do tego trochę za bardzo idealistycznie, to znaczy nie wyznaczaliśmy sobie  konkretnych celów, przez co nie działało to wszystko tak, jak powinno. Natomiast po zmianie nazwy, koncepcji (wcześniej śpiewałem po angielsku, teraz po polsku) i zmianie basisty, zespół ruszył pełną parą. Wyznaczyliśmy sobie ambitne cele i zaczęliśmy mocno pracować nad materiałem. Jest coraz lepiej, zyskujemy też coraz większą rozpoznawalność, przynajmniej w tym naszym okręgu tarnowsko-krakowskim.

Śpiewanie po polsku jest chyba trudniejsze? Pytam, bo w środowisku muzyków język angielski ma opinię bardziej plastycznego, z prostą morfologią, dzięki której łatwiej dopasować zwroty i dużą ilością słów jedno i dwusylabowych...

Powiem tak, wolę pisać po polsku, bo wtedy mogę się bardziej otworzyć. Jeśli chodzi o śpiewanie, to przyznam, że musiałem się przyzwyczaić, po pewnym czasie doszedłem jednak do wniosku, że w ojczystym języku mogę się zdecydowanie lepiej wyrazić na scenie. Śpiewam z większą ekspresją i ludzie czują te emocje płynące ze sceny. Atmosfera jest wspaniała.

Z tego, co wiem, K.A.C. nie  jest Twoim pierwszym kontaktem ze sceną...

Tak. Debiutowałem w chórze katedralnym. Trafiłem do niego po szkolnych przesłuchaniach. Byłem wtedy w trzeciej klasie szkoły podstawowej. Uważam, że czas spędzony tam był bardzo owocny. Nauczyłem się ogromnej ilości rzeczy. Wyniosłem stamtąd wrażliwość muzyczną, a także trwające do dziś przyjaźnie, choćby z naszym obecnym gitarzystą Maćkiem Wężem, który wciąż śpiewa chórki, tyle że w naszym zespole.

Zespół K.A.C. narodził się na początku tego roku. Macie już jednak na koncie poważne osiągnięcia. Jesteście laureatami m.in. IV Tarnowskiego Przeglądu Muzycznego, Rock May Festival 2018 w Skierniewicach, Rockowej Nocy 2018 w Rzeszowie, gdzie zdobyliście statuetkę Tadeusza Nalepy. Sporo, jak na tak młody zespół...

Tak. Dodam jeszcze, że niedawno wygraliśmy XIII Przegląd Kapel Rockowych Rock’n’Tur, który odbył się w Miejskim Domu Kultury w Turku. Cóż, staramy się działać coraz prężniej. Chcemy doprowadzić do takiej sytuacji, że będziemy grali na dużych scenach w Polsce, planujemy nagrać płytę i wypuścić klipy z teledyskami. Materiał na płytę już mamy, ale wciąż "kolekcjonujemy" kolejne piosenki. Zawsze lepiej mieć większy wybór i więcej numerów do wykonywania.

Jakie zespoły ukształtowały wasze brzmienie? Jesteście porównywani, -szczególnie Ty i Twój głos - do Guns N'Roses... To dla Ciebie komplement, czy raczej Cię to irytuje?

Nie, absolutnie nie wkurza. Oczywiście to komplement. Gunsi to jedna z naszych głównych inspiracji. Z innych wymieniłbym TSA, Led Zeppelin. To właśnie wokalista Zeppelinów, Robert Plant zainspirował mnie do śpiewania. Jak ich usłyszałem, to stwierdziłem, że ja też chcę tak śpiewać.

Dlaczego zdecydowałeś się wziąć udział w Voice of Poland?

Moja obecność tam jest świadomym ruchem, obliczonym na promocję zespołu K.A.C. Wiem, że jest to konkurs wokalny, ale uczestnictwo w takim programie otwiera wiele drzwi...

Ale na pewno zauważyłeś, że gwiazdy talent show nie mają wcale łatwego życia. Owszem, w trakcie trwania programów są uwielbiani, ale po ich zakończeniu, często słuch o nich ginie i muszą na nowo stawiać czoła twardej rzeczywistości, żeby jakoś utrzymać się na powierzchni...

Tak, oczywiście. Cały czas trzeba walczyć o swoje. To nie jest tak, że ten program da komuś wszystko. Wiele zależy od tego, czego oczekuje się po udziale w nim. Ja jestem tam po to, żeby promować zespół. Moją zaś myślą przewodnią jest przywrócenie muzyki rockowej na polski rynek muzyczny.

Dlaczego wybrałeś na pierwszy numer akurat "Respect" Arethy Franklin?

Bo to świetny numer, który można fajnie, rockowo wykonać. Uwielbiam Arethe Franklin, to genialna wokalistka. Wybierając tę piosenkę, chciałem pokazać jej rockową stronę. Utwór jest bluesowy, a bazą hard rocka jest blues. Bluesowe numery można więc bez problemu wykonywać rockowo i ja to zrobiłem.

Rozumiem, że nie miałeś też problemu z wyborem trenera?

Nie. Bardzo cenię Piotra Cugowskiego. Uważam, że to obecnie jeden z lepszych wokalistów rockowych w Polsce.

Jak wygląda Voice of Poland od kuchni?

W mojej drużynie atmosfera jest bardzo fajna. Trafili tam rewelacyjni wokaliści i dobrze się z nimi dogaduję.

Czy do tej pory próbowano Ci coś z góry narzucić?

Niestety nie mogę mówić o takich rzeczach.

Chodzi mi o to, czy próbowano Cię na przykład nakłonić do zaśpiewania jakiejś tanecznej, popowej piosenki, która w ogóle do Ciebie nie pasuje? Potrafiłbyś tupnąć nogą, gdyby przebrano Cię w modne, kolorowe ciuszki i kazano śpiewać na przykład Justina Biebera?

(Śmiech) Powiem tak, tanio skóry nie sprzedam.

Jeśli miałbyś wybrać jednego artystę, z którym chciałbyś stworzyć duet na scenie, kto by to był?

Dobre pytanie. Jeśli chodzi o polską scenę muzyczną, to na pewno Marek Piekarczyk, a zagraniczną Robert Plant.

Gdyby nie muzyka, to czym byś się zajmował?

Produkcją muzyki (śmiech). Zresztą też się tym zajmuję amatorsko, nawet planuję iść na studia w tym kierunku.

Jesteś z Tarnowa. Jak oceniasz muzyczną kondycję miasta?

Coraz lepiej. Tak dobrze nie było jeszcze parę lat temu. Jest natomiast inny problem. Miasto trochę po macoszemu traktuje to, co robimy. W ogóle nie jest zainteresowane pomocą muzycznym debiutantom. Owszem, są dwa przeglądy muzyczne, ale prawda jest taka, że w Tarnowie zespoły nie mają gdzie grać. Ktoś powie, że jest przecież klub studencki "Przepraszam", ale tam jest bardzo mało miejsca i fatalna akustyka. Brakuje więc przestrzeni dla debiutantów. Po prostu nie mamy gdzie grać. To jest ogromne utrudnienie dla młodych zespołów w Tarnowie, dlatego ja z pozostałymi członkami K.A.C., mieszkamy w Krakowie.

Gdzie w najbliższym czasie będzie można was usłyszeć?

Planujemy zorganizować koncert w TCK, ale szczegóły są wciąż w trakcie ustalania. Najprawdopodobniej będzie to w połowie grudnia.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Agnieszka Cichy

 

Fot. Maciek Szymczak

Komentarze...