Tarnowianie ubierają się bardzo gustownie - rozmowa z Larysą Rabińską
access_time 2018-06-29 13:13:00
Można udawać, że moda nas nie dotyczy, ale to nieprawda. Wszyscy nosimy ubrania, wszyscy je kupujemy i tak naprawdę wszyscy jesteśmy grupą wzajemnych naśladowców, powielających jakieś trendy... Zapraszamy do lektury rozmowy z Larysą Rabińską.

Chyba każdy zna to uczucie, gdy na ulicy mignie nam przed oczami posiadacz identycznego T-shirtu jak nasz, bądź znajoma pojawia się na imprezie w tej samej sukience. Moda ma w sobie coś, co fascynuje wszystkich – od sklepikarza po intelektualistę. Jest inspiracją dla sztuki, literatury, muzyki, ale też interesują się nią dziedziny nauk, takie jak historia, antropologia, czy socjologia. Moda to także pasja i największa inspiracja w życiu Larysy Rabińskiej – zdolnej projektantki z Tarnowa, właścicielki marki Larol, czyli "Luksusowej Marki Roku 2016".

 

Jak ubierają się tarnowianie?

Tarnowianie ubierają się nie gorzej niż mieszkańcy innych miast, Warszawy, czy Krakowa. Dominuje tu klasyka i taka sama codzienna moda uliczna, jak w pozostałych miastach. Według mnie bardzo gustownie.

Ale Twoje stroje nie pasują do Tarnowa?

Nie. Zdecydowanie moje stroje nie pasują do Tarnowa. Są zbyt estradowe i ekstrawaganckie. Nie szyję sukienek codziennych, do chodzenia po ulicy. To są rewiowe, sceniczne, krzyczące stroje, których potrzebują ludzie występujący na scenie. Mój styl zdecydowanie nie pasuje więc na polskie ulice.

Skąd wzięło się u Ciebie zainteresowanie modą?

Pamiętam, że jak byłam małą dziewczynką, bez pytania wzięłam bluzkę mamy i przerobiłam ją na sukienkę dla lalki. Mama oczywiście nie była zadowolona i za karę musiałam stać w kącie. Ale specjalnie się tym nie przejmowałam. Myślałam tylko o tym, że zostało jeszcze kilka lalek, dla których muszę uszyć ubranka. Bardzo lubiłam szkicować na kartkach projekty strojów dla lalek. Później, w czasach szkoły podstawowej zaczęłam przerabiać własne ubrania. Chciałam się wyróżniać i wyglądać oryginalnie. Bardzo wtedy lubiłam nosić spodnie z dziurami, które oczywiście sama robiłam. Tak więc, gdy przyszedł czas na szkołę średnią, naturalnym wyborem było technikum krawieckie.

Jak znalazłaś się w Polsce i czemu wybrałaś właśnie Tarnów?

Do Polski przeprowadziłam się z Iwano-Frankowska 11 lat temu. Najpierw z ówczesnym mężem zamieszkaliśmy w okolicach Opola. Później pracowałam jako ochroniarz w Rzeszowie i Tarnowie. Po jakimś czasie mąż wyjechał do Holandii, a ja do Krakowa, gdzie przez jakiś czas prowadziłam butik z włoską odzieżą, który jednak nie przynosił zysków. Nie pracowałam wtedy jeszcze nad własną marką, ale miałam sporo koleżanek, które kupowały moje sukienki i pomyślałam, że to może być dobry pomysł na nowy biznes. Zamknęłam sklep i postanowiłam przeprowadzić się do Tarnowa. Kraków mnie przytłaczał. To zbyt duże miasto, jak dla mnie. Ja potrzebuję spokoju i Tarnów bardzo mi się podoba, bo jest spokojny i kameralny. To jest moja wyspa, enklawa. Mam dużo znajomych w Polsce i na świecie, ale to jest moje miejsce i tu najbardziej lubię wracać.

Widzisz wiele podobieństw pomiędzy Polską a Ukrainą, czy jednak mocno się różnimy?

Wybrałam Polskę a nie przykładowo Włochy właśnie dlatego, że jest między nami dużo podobieństw, mamy wspólną historię a nawet mentalność. W Polsce jest na pewno więcej perspektyw niż na Ukrainie, ale ludzie są podobni, więc to za czym ja tęsknię, mam tutaj.

Myślałaś o otwarciu butiku? Na przykład w Tarnowie?

Tak, ale w tym celu musiałabym jechać jednak do dużego miasta. Myślałam też o otwarciu butiku w Tarnowie. Miałoby to sens, ale musiałabym stworzyć kolekcję street style. Mam różne projekty, plany. Które się z nich uda się zrealizować, zobaczymy.

Jakie były początki firmy?

Na początku uszyłam pięć sukienek, które wysłałam na konkurs w Łodzi. Niestety bez efektu. Ale nie poddałam się i wrzuciłam zdjęcia ubrań na jeden z modowych portali. I wtedy się zaczęło. Było duże zainteresowanie strojami. Kupili je między innymi iluzjoniści Marcin i Ewelina Muszyńscy, którzy do dziś korzystają z moich projektów.

Co według Ciebie jest znakiem rozpoznawczym marki Larol? Oczywiście poza ekstrawagancją.

Kwiaty. Może to banalne, ale najbardziej inspirują mnie kwiaty. Od zawsze. Jak każda kobieta zachwycam się kwiatami i każda moja sukienka ma jakieś elementy związane z florystyką.

Są zresztą teraz na topie.

Tak. Myślę, że kwiatki nigdy nie wyjdą z mody.

Masz liczne osiągnięcia na koncie. Przypomnę chociażby Miss Super Talent w Korei, gdzie sukienka Twojego projektu, którą miała na sobie polska modelka, została okrzyknięta mianem najpiękniejszej, pokazy w Rzymie, Mediolanie, Petersburgu, Dubaju, czy chociażby ostatni pokaz na festiwalu Filmowym w Cannes. Które jest najważniejsze?

Wszystkie. Każdy pokaz daje mi ogromnie dużo satysfakcji, dużo pozytywnych emocji. To jest to, co zawsze chciałam robić i marzyłam o tym od lat.

Tworzysz dla kobiet. Ubierasz kobiety. Kim są twoje klientki? Mają jakiś wspólny mianownik? W jakim są wieku?

Dla wszystkich. Od małych dziewczynek do starszych kobiet. Natomiast starsze kobiety z oczywistych względów nie są aż tak bardzo zainteresowane sukniami, jak kobiety w wieku około 30-tu lat, bo stroje są jednak zbyt ekstrawaganckie, wyzywające.

Jak kupić u Ciebie sukienkę i z jakimi kosztami trzeba się liczyć?

Z reguły ludzie kontaktują się ze mną osobiście. Umawiamy się, przyjeżdżają do mnie albo ja do nich i pracujemy nad projektem. Sukienki, które mam już uszyte, wynajmuję na pokazy lub wypożyczam klientkom. Koszt sukienki to od 2000 wzwyż.

Moja babcia zawsze mówiła, że buty muszą być w tym samym kolorze, co torebka, najlepiej czarnym. Czy buty naprawdę muszą pasować do torebki?

Kiedyś rzeczywiście tak było. Dziś buty i torebka w tym samym kolorze to prawdziwe faux-paux. Obecnym trendem jest miks kolorów. Oczywiście dobrze, gdy buty nawiązują jakimś drobiazgiem, np. paseczkiem albo fakturą do torebki, ale nie identycznym, wyrazistym kolorem.

Masz jakiegoś ulubionego projektanta?

Zdecydowanie Donatella Versace. To prawdziwa kobieta z klasą. Ikona świata mody. Podobają mi się nie tylko jej projekty, ale też jej osobowość, styl życia.

A czy chętnie chodzisz na pokazy innych projektantów?

Oczywiście. Tak samo jak piłkarz chodzi oglądać mecze innych drużyn, tak samo ja chodzę na pokazy innych projektantów. Znam ich wielu osobiście, żyjemy ze sobą w bardzo dobrych relacjach. Nie czuję konkurencji na plecach. Każdy ma swoich klientów.

Największe marzenie?

Zostać projektantką mody rozpoznawalną na całym świecie.

Co będzie modne w najbliższym sezonie jesień/zima?

Myślę, że w modzie będzie królować biały kolor. Jest stylowy i odświeżający.

Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów.

Rozmawiała Agnieszka Cichy

Komentarze...