Na tarnowskiej miedzy.
access_time 2004-07-14 09:28:15

„Bo nie ważne co je czyje, ważne to je co je moje” śpiewał przed laty Grześkowiak w znanej piosence „To je moje”. Piosenka ta powinna stać się przebojem i dziś, gdyby doszło do zmiany prawa własności gruntów pod blokami na tarnowskich osiedlach. Ale czy do nich dojdzie?

[[fotka1]] Lokatorzy bloków mają taką możliwość by wykupić teren, na którym stoi blok i przynależącą do niego działkę. Jak każdy kij, i ten ma dwa końce. Prywatna własność pociąga za sobą określone skutki. Świadomość, że coś jest moje, teoretycznie może być przyczynkiem do dbania o nie - chociaż niekoniecznie, bo wszystko zależy od ludzi. „Moje” pod blokami nie będzie jednostkowe, a grupy lokatorów. Grupa ma to do siebie, że interesy jej jednostek mogą być całkiem sprzeczne, lub sprzeczne z tym, co na zewnątrz.


Na osiedlu Westerplatte w Tarnowie jeszcze nie doszło i nie wiadomo czy dojdzie, do przekształcenia prawa własności gruntów, bo mieszkańcy bardzo różnie zareagowali na tę propozycję. Aprobatę dla przekształcenia wyraziło około 20% lokatorów. 


Największe zainteresowanie tematem (25%) okazali mieszkańcy bloku nr 22, który, stoi obok stacji benzynowej na ul. Jana Pawła II. Lokalizacja ta trochę dziwi, ale stoimy przed faktami dokonanymi.  


Na stacji benzynowej znajduje się bar i sklep całodobowy, z którego chętnie korzystają mieszkańcy osiedla. Cały problem w tym, że chcąc dostać się na stację, przechodzą wzdłuż bloku nr 22 i kilka metrów po stromym wzniesieniu, na którym stoi stacja. To droga na bliższe.  


Pieszo na stację, można się dostać również, od ulicy Jana Pawła II przechodząc dwukrotnie przez tę ruchliwą arterię, ponieważ nie istnieje chodnik wzdłuż zachodniej strony tej ulicy na odcinku: stacja benzynowa – osiedle. To dłuższa droga, i trudno się dziwić, że ludzie wolą chodzić bliżej. Skrót koło bloku 22 jest jednak praktycznie nie do przebycia w czasie deszczu. Wspinanie się po błotnistym pagórku nie należy do przyjemności, no i trzeba mieć trochę sprawności fizycznej, nie mówiąc już o pieniądzach na nowe buty.


Wydawałoby się, że zrobienie na wzgórku schodów jest najprostszym rozwiązaniem, tym bardziej, że właściciel stacji jest chętny je wykonać z własnych funduszy, ale tak nie jest.


Nie wyrażają na to zgody mieszkańcy bloku nr 22. Czy wszyscy? Tego nie udało mi się ustalić - nie mniej ich argumenty są również zrozumiałe. Nie chcą by pod blokiem kręcili się obcy z osiedla, narzekają na wędrujących na stację nocną porą „miłośników piwa” i obawiają się, ze schody staną się zagrożeniem dla ich dzieci, bawiących się prawie tuż przy stacji, na placu zabaw. To wszystko nie dziwi, każdy chce mieć w miejscu swojego zamieszkania ciszę i spokój.


Gdyby stali się właścicielami gruntu, na którym stoi blok, mogliby nawet ogrodzić ten teren. Tylko teoretycznie, gdyby wszystkie bloki wybudowały między sobą ogrodzenia, osiedle przestałoby normalnie funkcjonować i mógłby nawet pojawić się problem dojścia do własnego mieszkania. Na pewno przesadziłam w tych futurystycznych wizjach przyszłości i mam nadzieję, że aż tak daleko sprawy się nie posuną i zwycięży zdrowy rozsądek


Istnieje jeszcze jedna koncepcja rozwiązania dojścia do stacji benzynowej. Można zrobić chodnik wzdłuż ulicy Jana Pawła II od strony zachodniej. To bardziej kosztowne niż schodki, ale rozwiązuje ten i kilka innych problemów. Ulica Jana Pawła II, to również trasa do Hypernowej i by dotrzeć do supermarketu z osiedla, trzeba trzykrotnie przechodzić przez przejścia dla pieszych.


Czasem kilka lub kilkadziesiąt metrów, może stać się problemem i nie tylko w kwestii „Co je czyje”, nie tylko w kwestii wygody i oszczędności czasu w dotarciu tu czy tam, ale także może mieć znaczenie dla bezpieczeństwa, bo mniej przejść przez ulicę to i mniej potencjalnych wypadków.  


(ejja)

Komentarze...