Starówka pod najściślejszą ochroną
access_time 2004-08-12 08:24:25

Największym skarbem Tarnowa, w sferze materialnej, jest zabytkowa starówka. To stwierdzenie, choć tak oczywiste, nie dotarło do wszystkich, a zwłaszcza do gospodarzy miasta.

[[fotka1]]To co jest chlubą, co powinno być wizytówką wiekowego miasta, magnesem przyciągającym rzesze turystów, zostało oszpecone przez ludzi, którym powierza się to wspólne dobro, którzy z niego czerpią korzyści pełnymi garściami, ale myślą tylko o zasobności własnego portfela.


Otwarcie kawiarni, restauracji w miejscu tak wyjątkowym jak zabytkowy rynek, powinno być traktowane jako wielki zaszczyt, wielce zobowiązujący. Zobowiązujący przede wszystkim do poszanowania niekwestionowanego dzieła przodków w osobach nie tylko niegdysiejszych właścicieli grodu, ale i genialnych architektów i rzeszy bezimiennych mistrzów rzemiosła. Czy jest to zrozumiałe? Współczesny właściciel czy dzierżawca zabytku posiada niewątpliwie umiejętność liczenia pieniędzy i mnożenia zysków. Na ogół, poza wyjątkami, nie ma pojęcia o sztuce, a to co uznaje za piękno, dalekie jest od kanonów estety i mieści się zazwyczaj w kategoriach kiczu lub marnych plagiatów. I to nie jest jeszcze największa tragedia, nie można być przecież ekspertem we wszystkich dziedzinach. O tragedii można mówić wtedy, gdy użytkownik wiekowej kamienicy bezkrytycznie przyjmuje pozę eksperta, nie licząc się z nikim i niczym, decyduje się na samowolone poprawianie dzieła.


W Tarnowie ma do tego wolną rękę. Nikt go nie powstrzyma. W magistracie jedną z pierwszych osób, której wypowiedziano pracę, był specjalista od architektury i historii sztuki z tytułem doktora nauk. Następcy, choć zbliża się półmetek rządzenia obecnej władzy, nie powołano. Brak osoby kompetentnej do wyznaczania pewnych granic, jakich dla dobra zabytków nie można przekraczać, powoduje, iż spada ranga historycznej części miasta.


Tylko niekompetentny, pozbawiony wyobraźni urzędnik mógł zezwolić na przykrycie powierzchni rynku dziesiątkami parasoli. Płócienne kapeluchy, eksponujące znaki firmowe browarów wszelkiej maści, przysłoniły warte oglądania i rozbudzające poczucie estetyki elewacje. Piwo nie stawia żadnych wymagań - usłyszałam kiedyś od eksperta sztuki kulinarnej Mirosława Suskiego. Co innego markowe wino. To, wręcz żąda oparwy. Po cóż biedzić się nad oprawą i cierpliwie czekać na klienta, skoro po kufel wyciągają się setki niedomytych rąk. Tylko urzędnik bez wyobraźni może wydać zezwolenie na wjazd ciężkim sprzętem pod ratusz. Niedawno pod drzwi kamieniczek wjechały TIR-y, później w tym samym miejscu odbył się zlot samochodów osobowych. Zgoda na precedens jest gorsząca. Większość kierowców wie, że gdyby w to samo miejsce zapędził się prywatny samochód, natychmiast zostałby zablokowany przez Straż Miejską.


Małopolski Wojewódzki Konserwator Zabytków w Krakowie, mgr inż. arch. Jerzy Janczykowski, powołując się na zarządzenie prezydenta Krakowa, dotyczące kształtowania przestrzeni publicznej na obszarze określonym jako pomnik historii, stwierdził, iż pewne problemy można szybko rozwiązać. We wspomnianym zarządzeniu określono możliwości działania w zakresie reklam, drobnego handlu, architektury, czyli tego, co kształtuje obraz miasta. Jan Janczykowski powiedział nam, że w Krakowie także zdarzały się pomysły na urządzanie wielu imprez. Prezydent Krakowa - podkreślił -umieścił w zarządzeniu wykaz dozwolonych imprez. Wiadomo, że każdy ma ochotę zorganizować imprezę na rynku, ale każde miasto powinno zezwalać tylko na te, które mają odpowiednie tło i nastrój. Rynek jako serce miasta powinien być zarezerwowany dla imprez o najwyższej randze, ale to zależy od władz miasta - podkreślił. Miłośnicy starego Tarnowa czekają na te istotne zmiany.


Krzysztofa Bik-Jurkow
fot. autorka

Komentarze...