Nie mamy konkurencji w Tarnowie
access_time 2004-11-29 18:07:36

Nie mamy konkurencji w Tarnowie - mówi prof. dr. hab. Adam Juszkiewicz, rektor Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Tarnowie w rozmowie z Józefem Trędowiczem

Podczas jednego ze spotkań, które zorganizowało Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne “Kuźnica” w tarnowskim Ratuszu, na które zaproszono grono pedagogiczne, dyrektorów tarnowskich szkół – nawiasem mówiąc nie było wtedy specjalnego odzewu z ich strony - przedstawił Pan program rozwoju Uczelni na najbliższe lata. Pamiętam, że mowa była o rozbudowie Uczelni, były to bardzo szerokie plany. Czy co to mówił Pan wówczas w Ratuszu zrealizowało się w jakimś procencie?



[[fotka1]]- To się wciąż realizuje. Może nie tak szybko, jakbym sobie tego życzył. Miałem nadzieję, że w ramach pierwszego Kontraktu Wojewódzkiego Uczelnia dostanie pieniądze na budowę Instytutu Ochrony Zdrowia, tak się jednak nie stało. Kontrakt Wojewódzki, ten pierwszy, to był eksperyment. Zgłaszały się różne podmioty, żeby realizować swoje inwestycje. A fundusze inwestycyjne były, są i będą zawsze za małe, gdyż wynikają z takich a nie innych wpływów do budżetu.



Czy zatem przedstawione wtedy plany rozwoju Uczelni wciąż są aktualne?



- Oczywiście, że tak. Zgłosiliśmy w ramach Zintegrowanego Programu Operacyjnego Rozwoju Województwa Małopolskiego projekt budowy Instytutu Politechnicznego Centrum Nowoczesnych Technologii. I ten projekt ma duże szanse na dofinansowanie w ramach funduszy unijnych. Byłaby to budowa instytutu w obrębie ulic Poniatowskiego i Goldhammera. Stoję na stanowisku, że wśród młodzieży niepopularne są kierunki ścisłe, w związku z tym tej kadry będzie brakować w zjednoczonej Europie. Zresztą już brakuje. Pamiętam jak w NRF, w pewnym momencie rząd ogłosił, że brakuje mu 200 tysięcy informatyków. Wtedy to również zwrócono się do Polski. Początkowo sądzono, że pracę znajdzie tam 10 tysięcy Polaków, a akcja zakończyła się w 80%. To oznacza, że w Polsce są te trendy rozwojowe. Obecnie prowadzimy kształcenie inżynierskie w Instytucie Politechnicznym. Jest to elektrotechnika z elektroniką, informatyka, technologia materiałowa, ale taka nowoczesna oparta na najnowszym trendzie w inżynierii materiałowej, czyli nanotechnice. Brakuje nam jednak bazy, stąd pomysł budowy Instytutu. Chcemy wówczas tam uruchomić elektrotechnikę, oczywiście III generacji. I to jest plan na dzisiaj. To czy przebijemy się w konkursie rozstrzygnie się w ciągu miesiąca. Na tego typu inwestycje przeznaczono w programie kilkadziesiąt milionów złotych, natomiast uczelnie krakowskie zgłosiły zapotrzebowanie na kilkaset milionów złotych. Stąd nie wiadomo, czy taki prowincjonalny ośrodek przebije się w konkurencji z takimi uczelniami jak UJ, AP czy AGH. Jeśli natomiast chodzi o popularność naszej uczelni to liczba ponad 6 tysięcy studentów mówi sama za siebie i co warte tu podkreślenia są to studenci dzienni. I pod tym względem nie ma dla nas konkurencji na rynku tarnowskim. Pozostałe bowiem szkoły to uczelnie prywatne, gdzie za kształcenie się płaci. Warto też powiedzieć o jakości kształcenia. Jesteśmy po akredytacji siedmiu kierunków studiów. W tej chwili Państwowa Komisja Akredytacyjna kończy pierwszą kadencję. W przyszłym roku zapewne kolejny kierunek uzyska akredytację, choć trudno mi w tej chwili wyrokować jaki. Wszystkie akredytacje, jak dotychczas zakończyły się dla nas pozytywnie, w przeciwieństwie do doświadczeń innych, w tym tarnowskich, uczelni. Jeśli chodzi o kadrę to wśród wykładowców mamy 80 profesorów, przeszło 200 doktorów, jest to kadra która zapewnia nam minimum.



W pierwszych latach funkcjonowania uczelni opuściło ją 500 studentów, teraz 800. Kończą studia na PWSZ i co robią dalej mając w ręku licencjat?



- Część podejmuje studia magisterskie w Krakowie, Kielcach, Wrocławiu, Katowicach. Trzeba przyznać, że tarnowska młodzież jest bardzo mobilna. Część podejmuje pracę i dokształca się zaocznie.



Studentów z roku na rok przybywa, niejednokrotnie są to osoby przyjezdne czy uczelnia zapewnia im możliwość zakwaterowania w roku akademickim?



- Mamy akademik w Domu Nauczyciela przy Słowackiego. 2/3 tego obiektu użyczył nam Marszałek. Studenci mają tam stołówkę, gdzie smacznie i tanio mogą zjeść. Mamy także propozycję ze strony Sióstr ze Zbylitowskiej Góry, które przedstawiły nam swoją koncepcję współpracy w kwestii zakwaterowania studentów, również ze strony OHP. My dajemy studentom wolną rękę, to jest kwestia konkurencji cenowej na rynku. Od tego roku zmieniły się przepisy dotyczące pomocy socjalnej dla studentów, stąd student może otrzymać stypendium mieszkaniowe mieszkając na prywatnej kwaterze, pod warunkiem jednak, że przedstawi nam rachunek VAT. Mamy oczywiście w planach budowę campusu. Pierwszym etapem byłby właśnie Instytut Politechniczny, następnie budowa akademika. Tu prowadzimy rozmowy z TBS-em. Byłby to niewątpliwie eksperyment, bowiem oni mogliby dostać niskoprocentowy kredyt. Po jakimś czasie obiekty te przeszłyby na naszą własność. Chcemy również zbudować halę sportową, kształcimy bowiem studentów na kierunku WF. Pozostałe tereny byłyby rekreacyjne, byłaby to rezerwa dla moich przyszłych następców, gdzie mogliby realizować swoje koncepcje.



A jak sprawdza się, jak funkcjonuje z perspektywy czasu Informatyczne Centrum Edukacyjne?



- Prowadzimy tam różnorodne kursy. Mamy nadzieję, że za sprawą funduszy unijnych jakie teraz są uruchamiane w ramach Zintegrowanego programu Rozwoju Województwa Małopolskiego jego rola będzie się zwiększała. Mamy zamiar – oczywiście o ile dostaniemy grant - uruchomić tu kursy informatyczne dla wszystkich. 90% kosztów kursu pokrywane byłoby z funduszy, 10% sam zainteresowany. Ta dopłata byłaby takim “higienicznym” zabiegiem mającym na celu poważne traktowanie uczestnictwa w kursie, na który dany słuchacz zdeklarowałby się uczęszczać.



Wspominał Pan kiedyś o koncepcji utworzenia wszechnicy dla ludzi, którzy ukończyli studia.



- Ona funkcjonowała, władze miasta zresztą dofinansowywały ten projekt. Popularność wykładów jednak z biegiem czasu zmniejszała się i doszło do tego, że uczęszczało na nie zaledwie kilkanaście osób. W sumie odbyło się kilkanaście wykładów, na które zapraszaliśmy profesorów z Krakowa, specjalistów najwyższej klasy z takich dziedzin jak kosmologia, medycyna, fizyka, informatyka. Przestały one jednak mieć sens, kiedy przychodziło zaledwie kilka osób i to zawsze tych samych.



Dlaczego o tym wspominam. Spotkałem się nie tak dawno z grupą emerytów i zauważyłem u nich taką inicjatywę. Byliby nawet skłonni zapłacić wpisowe za uczestnictwo w takich wykładach. Gdyby chętnych byłoby sporo dałoby się powrócić do takich spotkań.



- Proszę bardzo. Ja na pewno nie odmówię udziału w tej inicjatywie. Rozumiem, że byłaby to coś w rodzaju klubu otwartego, do którego należałaby w miarę stała grupa osób. Myślę, że znalazłyby się u nas sale na takie spotkania.



Jeszcze jedną sprawę chciałbym poruszyć. Prowadziliśmy kiedyś rozmowę na temat zajęcia się wydziału Wychowania Fizycznego takim eksperymentem związanym z wadami postawy, kręgosłupa.



- Ten temat cały czas się przewija. Wykładowcy z krakowskiej AWF mieli pomysł by powstała tu taka przychodnia, nie było jednak jakiś większych nacisków na tą kwestię i póki co pomysł ten został zawieszony.



Dziękuję za rozmowę.



 

Komentarze...