Talia 2004: dzień 2 - "Hulajgęba"
access_time 2004-10-04 15:19:26
„Hulajgęba” to spektakl, który przede wszystkim niejednemu widzowi odświeżył pamięć z lektury szkolnej „Ferdydurke” Witolda Gombrowicza. Gombrowicz nie jest autorem łatwym do inscenizacji, ani tez do odbioru, ale daje też wiele satysfakcji jak i stwarza możliwości do wykorzystania wyobraźni chociażby samego reżysera.
[[fotka1]] Teatr Bagatela Kraków
„Hulajgęba” wg Witolda Gombrowicza
Na podstawie „Ferdydurke” i „Dzienników”
Reżyseria – Waldemar Smigasiewicz
Scenografia – Maciej Preyer
Muzyka – Krzesimir Dębski
Obsada – Darek Starczewski, Piotr Różański, Bogdan Grzybowicz, Sławomir Sośnierz, Tomasz Kot, Jakub Bohosiewicz, Krzysztof Bochenek, Marcin Kobierski, Łukasz Żurek, Przemysław Baranny, Adrian Ochalik, Alina Kamieńska, Marek Litewka, Ewelina Starejki, Magdalena Walach, Krzysztof Bochenek, Alicja Kozielska, Bogdan Grzybowicz, Łukasz Żurek, Urszula Grabowska/Anna Krakowiak, Sławomir Sośnierz, Adrian Ochalik, aleksandra Godlewska
Chłopi - Jakub Bohosiewicz, Marcin Kobierski, Krzysztof Bochenek, Przemysław Baranny, Alina Kamińska, Ewelina Starejki.

Waldemar Śmigasiewicz, wybrał fragmenty „Ferdydurke” jak i „Dzienników” i skazał Józia na poszukiwanie własnej tożsamości. Kluczem do zrozumienia i rozpoznania rzeczywistości u Gombrowicza jest zagadnienie „formy”. Pisarz interesuje się rozmaitymi formami spaczonymi, krępującego jednostkę (konwenans), takimi jak niedojrzałość, brzydota, sarmatyzm. Zwłaszcza niedojrzałość staje się obsesją autora „Ferdydurke”.

Józio budzi się właściwie sam nie wie gdzie, nie wie też za bardzo kim jest i dlaczego jest w tym a nie innym miejscu. Brutalnie zostaje wtrącony na powrót w szkolną ławę, gdzie ma na powrót odegrać rolę uczniaka. Klasa to zbiór młodych chłopaków, a każdy prezentuje inny charakter, mówiąc po Gombrowiczowsku „maskę”. Nauczyciele to typy, którym przyświeca idea „upupiania” i wychowania tej sfory. Pimko, Wizytator, profesor Bladaczka – to reprezentanci starszego pokolenia, którzy wiedzą jak ma wyglądać wychowanie i wiedzą doskonale jak tego dokonać. Ale sami uczniowie nie są do tego przekonani, czemu dała wyraz scena ze świetnej lekcji literatury, gdzie maksyma „Słowacki wielkim poetą był”, nie zostaje odciśnięta w mózgach adeptów tejże szkoły. Już bez nauczyciela młodzi sami chcą pokazać własną „gębę” i tutaj też rewelacyjna scena z pojedynku na miny. Nie ma wygranych, czy przegranych, Józio walczy o swą dojrzałość, przeciw „upupieniu”, czyli infantylizacji, zafascynowany jednak niedojrzałością. Rola ucznia dla trzydziestolatka jest zbyt niewłaściwa, dlatego bohater szuka dalej.

Wpada ze szkolnej ławy, w świat modnego domu mieszczańskiego, gdzie wprowadzono nowe metody wychowawcze, ale szybko okazuje się, że jest to kolejne przywdziewanie Formy. Liberalizm, jest tylko powierzchowną powłoka, oblekającą dążących za modą filistrów. Józio staje tu także do walki z pokusą podporządkowania się młodości ucieleśnionej w młodej, nadzwyczaj erotycznej pensjonarce, ku której lgnie nawet arcybelfer Pimko.
Trzecia konfrontacja przypada na ziemiański dwór, gdzie szkolny towarzysz Józia – Miętus, brata się z parobkami, a sam Józio nie odnajduje tam siebie, gdyż ta Forma jest gęsto pokryta kurzem, obrośnięta w mit ziemiański i jego kultywowanie.

Każda z tych rund, wędrówek Józia kończy się wielką „kupą”, bijatyką, kłębowiskiem ciał i ogólnym zamieszaniem.
Reżyser - widać to po spektaklu, dokładnie poznał Gombrowicza i jego ducha starał się wcielić na scenie. Wybrnął z kłopotu jaki mogłaby mu sprawić scenografia, wykorzystując grę świateł i cieni, widz miał zatem wrażenie nierealności miejsca i czasu, a także pewnego zawieszenia w samej czasoprzestrzeni. O tym że Gombrowicz doskonale nadaje się do współczesnej adaptacji, przekonaliśmy się po raz kolejny. Tekst napisany jeszcze w okresie międzywojennym, nic nie traci na swej autentyczności, tak, że wstawki chociażby Różewicza, Masłowskiej, szlagierów pop kultury, nikogo nie rozprasza, a wręcz przeciwnie idealnie wpisuje się w prototyp.

Spektakl trudny, nie ze względu na czas trwania, ale owych trudności może dostarczyć owa Forma i jej ucieleśnienie w aktorze.

Zastanawiałam się dlaczego to przedstawienie znalazło się na festiwalu i muszę przyznać, że nie jest łatwo znaleźć odpowiedź, śmiechu było raczej mało. Ale to także scheda jaka nam została po Gombrowiczu, groteska – którą każdy odbiera inaczej, wedle własnej „gęby”, a z tego już raczej należy śmiać się do łez.

(as)
fot. Darek Górecki
Komentarze...