Franty w połatanych spodniach?
access_time 2005-04-28 18:19:35
Najpierw nazwali się po prostu "Tarnowianie", później był zespół "Retro", a od 26 lat znani są jako kapela podwórkowa "Tarnowskie Franty". Po raz pierwszy zagrali publicznie w 1947 roku w Radlnej pod Tarnowem, podczas agitacyjnego wiecu zorganizowanego przez władzę komunistyczną.

-Nie mogliśmy odmówić. Partia urządzała tam spotkanie agitacyjne przed referendum i poprosili nas o oprawę muzyczną, w Tarnowie nie było wtedy innego zespołu. Pamiętam, że nie pozostawiono nam ani odrobiny swobody, wokół nas pełno było szpicli, ubeków w cywilu. Graliśmy tylko wskazane utwory, głównie "Międzynarodówkę". Nie było mowy o jakiejś improwizacji, o rozrywkowym graniu - wspomina Mieczysław Kędzior, były i obecny szef kapeli. Z tamtego powojennego składu zespołu zostałem tylko ja, reszta nie żyje...



Pan Mieczysław muzykuje nieprzerwanie od prawie 60 lat(!) Jako dwunastolatek wywieziony został na roboty przymusowe do Niemiec, zmuszany był do pracy ponad siły u bauera. W 1946 roku wrócił szczęśliwie do Polski i wówczas zaczęła się jego przygoda z muzykowaniem.



- Starszy brat wyjechał za pracą na Zachodnie Ziemie Odzyskane i przywiózł stamtąd harmonię guzikówkę. Zacząłem na niej grać i robiłem duże postępy, miałem widać jakiś ukryty talent. Koledzy dołączali do mnie, próbując grać na czym popadnie. Perkusję np. zastępowały im garnki i pokrywki, ale graliśmy z wielką ochotą - opowiada. Po pół roku tworzyliśmy już całkiem zgrany zespół muzyczny. Prymitywna guzikówka, niestety, rozleciała się. Ale ojciec widział moje postępy i kupił mi prawdziwy akordeon. To była wspaniała chwila...



I tak się zaczęło, sława podwórkowej kapeli zataczała coraz szersze kręgi. M. Kędziora i jego kolegów zapraszano na wesela, imieniny i inne prywatne okazje. Nie zapominała o nich także władza komunistyczna i chcąc, nie chcąc uczestniczyli w różnych politycznych wiecach, partyjnych świętach, dożynkach itp. Zwłaszcza w latach stalinizmu nie było żartów i życzeń władzy nie należało lekceważyć.



Oskarżono ich kiedyś, w latach 50. ubiegłego wieku o celowy sabotaż, prowokację polityczną. A powodem była źle zagrana "Międzynarodówka" w trakcie powiatowych dożynek. - Tak się złożyło, że dzień przed występem zachorował nasz solista i wzięliśmy innego w zastępstwie. Rzeczywiście sknociliśmy wtedy ten rewolucyjny utwór i mogło to dla nas skończyć się źle - przyznaje pan Mieczysław.



Lata płynęły, kapela trwała, choć zmieniali się jej członkowie. Zespół zyskał opiekuna w tarnowskim Klubie Gwiazda, później przygarnął go Wojewódzki Ośrodek Kultury. Dzisiaj "Tarnowskich Frantów" mniej słychać i widać. Znikają z miejskiego folkloru, w którym kiedyś dominowali. Nie zamierzają wszak składać instrumentów i spotykają się wciąż na próbach w świetlicy na osiedlu Legionów. Zapowiadają, że jak się ociepli pojawią się w centrum miasta, na Wałowej i placu Sobieskiego. I zagrają, zaśpiewają dla mieszkańców, żeby o sobie przypomnieć.



Popularny ongiś zespół słabnie, sprzyja temu również obojętność władz miasta. Wyproszono ich m.in. z Pałacu Ślubów, gdzie przez lata uświetniali żywym muzykowaniem ślubne ceremonie. "Frantów" zastąpiła płyta z nagraniem marsza weselnego.



- Jeszcze w ubiegłym roku napisałem do Urzędu Miasta pismo z prośbą o pomoc finansową, ale dotąd nie otrzymałem odpowiedzi - żali się Mieczysław Kędzior, założyciel amatorskiej kapeli i do dzisiaj jej szef. Sami nie poradzimy sobie, nie stać nas na utrzymanie zespołu z własnej, skromnej kieszeni. Kosztują choćby dojazdy na próby i występy, niszczeją nasze instrumenty i stroje, które zafundowano nam przed 10 laty. Zbliżamy się do krytycznej sytuacji, przyjdzie nam występować w połatanych spodniach.



W swoim dorobku mają setki koncertów, udziałów w przeglądach i konkursach, dziesiątki wyróżnień. W bogatym repertuarze tego zespołu dominują głównie utwory nawiązujące do ginących tradycji. Pan Mieczysław przechowuje skrzętnie parę zeszytów z trzystu piosenkami, zbieranymi i spisywanymi przez lata. "Tarnowskie Franty" włączają też chętnie do repertuaru utwory zawarte w broszurce "Skrwawione serce - rewia przebojów starych jak świat". Ukazała się ona w 1973 roku nakładem Polskich Wydawnictw Muzycznych.



Kraków ma "Andrusów", Warszawa kapelę "Wielanka". W Tarnowie i regionie kapela "Franty" jest jedyną grupą kultywującą podwórkowe muzykowanie. Stała się częścią miejskiego folkloru. Dzisiaj poszukuje patronatu, materialnego wsparcia, także ze strony miejskiego samorządu. "Franty" (obecnie w składzie: Mieczysław Kędzior - akordeon, Jan Skórka - bęben i śpiew, Andrzej Rodzik - trąba, Władysław Barszcz - gitara, Jan Nalepka - saksofon) chcą wierzyć, że ich kapela przetrwa. Chcą wierzyć, że znajdą życzliwego sponsora.



Dedykują tarnowianom motto, które towarzyszy im od lat: Gdzie słyszysz śpiew, tam wejdź/ Tam dobre serca mają/ Źli ludzie, wierzaj mi/ Ci nigdy nie śpiewają...



(mab)



Dziennik Polski



 

Komentarze...