Radny już z wyrokiem
access_time 2005-03-09 01:24:59

Wczoraj na wokandzie tarnowskiego Sądu Rejonowego swój epilog znalazła sprawa Czesława Kwaśniaka. Zapadł wyrok w sprawie radnego, który w maju 2003 roku został przyłapany przez policję na jeździe w stanie nietrzeźwym.

Czesław Kwaśniak zjawił się wczoraj w gmachu tarnowskiej Temidy wspólnie z mecenasem Januszem Bystrzonowskim. Sprawa trwała niecałe pół godziny, gdyż oskarżony już na samym jej wstępie postanowił poddać się dobrowolnie karze.



Pytany przez sędzinę, przyznał się do zarzucanego mu czynu, tj. do tego, że 14 maja 2003r. został zatrzymany przez tarnowską policję podczas jazdy swoją skodą fabią, którą kierował będąc w stanie nietrzeźwym. Czesław Kwaśniak odmówił natomiast składania wczoraj przed sądem w tej sprawie jakichkolwiek wyjaśnień. Podkreślił przy tym, że dotąd był osobą niekaraną, o nieposzlakowanej opinii.



Oskarżony w tej sytuacji sam zaproponował wymiar kary dla siebie. Chciał ,aby sąd ukarał go, wymierzając 40 stawek dziennych po sto zł (w sumie cztery tysiące zł grzywny), a poza tym domagał się, aby osiemset zł przekazać na cel społeczny oraz dwóch lat pozbawienia prawa do prowadzenia pojazdów mechanicznych.



Na taki wymiar kary, zaproponowany przez oskarżonego oraz jego adwokata, nie zgodził się jednak prokurator, który domagał się wymierzenia kary pozbawienia wolności w zawieszeniu. Chodziło o wymierzenie kary sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata.



Oskarżyciel wnosił w tej sprawie także o zakaz prowadzenia przez radnego pojazdów mechanicznych przez dwa lata oraz o wymierzenie grzywny w wysokości 500 zł.



Świadkowie nie byli podczas wczorajszej sprawy przesłuchiwani, w związku z przyznaniem się radnego do winy. Na wniosek mecenasa Janusza Bystrzonowskiego przewód sądowy został w tej sprawie ograniczony.



Po krótkiej rozprawie Sąd uznał wczoraj Czesława Kwaśniaka za winnego zarzucanego mu czynu. Postanowił złagodzić natomiast wymiar kary jeśli chodzi o zaproponowany przez prokuratora wyrok w zawieszeniu.W sprawie radnego Sąd orzekł więc sześć miesięcy pozbawienia wolności, ale w zawieszeniu na dwa lata. Na okres dwóch lat, tak jak wnioskowały obrona i prokurator, zatrzymano radnemu prawo jazdy, z tym, że wliczony jest tu okres od 21 maja 2003r., gdy radny utracił ten dokument.



Czesławowi Kwaśniakowi nakazano także wpłacić osiemset zł na rzecz Szpitala Wojewódzkiego, a dokładnie rzecz biorąc - na rzecz przyszpitalnej fundacji osób poszkodowanych w wypadkach komunikacyjnych. Radnemu nakazano także pokrycie kosztów sądowych, które w tym przypadku wyniosły aż 1219 zł.



W uzasadnieniu wyroku, prowadząca sprawę sędzia Małgorzata Adamczyk powiedziała, że radny wojewódzki został potraktowany przez sąd jako typowa osoba, która dopuściłaby się jazdy w stanie nietrzeźwym. - Dlatego też Sąd uznał, że kara sześciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata jest właściwsza niż kara nawet wysokiej grzywny - powiedziała sędzia Małgorzata Adamczyk.



Radny Czesław Kwaśniak rozdał wczoraj dziennikarzom oświadczenie, w którym tłumaczył motywy swojej decyzji o przyznaniu się do winy.



- Chciałem dobrowolnie poddać się karze w prowadzonym przeciwko mnie postępowaniu karnym, ale była to tylko i wyłącznie moja suwerenna decyzja, na którą żadne ataki medialne nie miały wpływu - napisał w oświadczeniu radny Kwaśniak. - Uważam bowiem, że z faktami polemizować nie należy, a faktem jest, że prowadziłem samochód po spożyciu alkoholu i, mimo nadzwyczajnych okoliczności, które doprowadziły do takiego stanu rzeczy, nie powinienem uchylać się od odpowiedzialności.



Radny w oświadczeniu tłumaczy także motywy, dla których chciał, aby wymierzyć mu tak wysoką karę grzywny (cztery tysiące zł).



- W sytuacji, kiedy stan zdrowia pozwolił mi wreszcie na stawienie się przed sądem, zaproponowałem dla siebie karę najwyższą z możliwych, jaką wymierzono za tego typu przypadki w ostatnim czasie przed tarnowskim sądem - pisze w oświadczeniu.



Radny napisał w oświadczeniu również, że doskonale zdaje sobie sprawę z konsekwencji, jakie go teraz spotkają w związku z wyrokiem: - Mam też świadomość, że poddanie się przeze mnie karze spowoduje konieczność zrezygnowania z funkcji radnego wojewódzkiego, ale jest to przecież polityczna cena, jaką muszę, zgodnie z przepisami prawa i własnym sumieniem, zapłacić.



Radny twierdzi też, że w ostatnim czasie spotykał się z bezprzykładnymi atakami na jego osobę i jego rodzinę ze strony niektórych mediów. Upatruje w tym gry politycznej swoich przeciwników.



- Mam podstawy przypuszczać, że jest to wyraz politycznej walki przed zbliżającymi się wyborami, a ci wszyscy, którzy nie mogą wykazać się osobistymi zasługami, postanowili w ten sposób się dowartościować, atakując osoby stanowiące potencjalne zagrożenie dla ich politycznych nadziei i ambicji - twierdzi Czesław Kwaśniak. - Tego typu osoby nie przebierają w środkach. Strach przed polityczną marginalizacją popycha ich do tego typu niegodnych działań. Zamiast rzeczowych argumentów, stosują metodę szantażu i pomówień, nie cofając się nawet przed wykorzystaniem materiałów, których ludzie honorowi nigdy by nie wykorzystali.



Wczorajszy wyrok w sprawie Czesława Kwaśniaka nie jest prawomocny. Obrona ma siedem dni na złożenie ewentualnego odwołania. Pytany wczoraj, tuż po rozprawie, przez dziennikarzy adwokat Janusz Bystrzonowski powiedział, że na razie nie wie, czy będzie się odwoływał od wyroku.



Janusz Smoliński



 

Komentarze...