Mistrz, mistrz, ZKS!
access_time 2005-09-27 22:19:59
Takie okrzyki dochodziły z „klatki” na bydgoskim stadionie żużlowym, w trakcie prezentacji zawodników Unii Tarnów, którzy mieli za chwilę rozpocząć bój o drugie z rzędu Drużynowe Mistrzostwo Polski. Jak się później okazało, słowa te stały się prorocze i w przyszłym sezonie chyba każdy sympatyk „czarnego sportu” będzie je głośno wykrzykiwał w trakcie meczów na Zbylitowskiej.

Przypomnijmy, że dwa tygodnie wcześniej, „Jaskółki” wysoko, bo różnicą aż 22 punktów, pokonały Polonię Bydgoszcz i już wtedy wielu twierdziło, że wyjazd jest czystą formalnością. Pojawiło się też jednak wiele obaw związanym z meczem finałowym. Wcześniej z drużyny wypadł Grzesiek Rempała, który swoją kontuzję będzie leczył prze kolejne miesiące. Do tego wiadomo, że BTŻ należy do bardzo ambitnych drużyn. Pomimo niemal całkowitego odebrania im szans na medal, jeszcze na początku sezonu potrafili się zmotywować i zająć pierwsze miejsce po części zasadniczej. Kolejną niewiadomą była postawa młodych żużlowców. Wiadomo, że obaj jechali bardzo dobrze, ale zdarzały się im spotkania, o których na pewno woleliby zapomnieć. Na koniec, wszyscy przypominali, że w Bydgoszczy w tym roku jeszcze nikt nie wygrał i walka będzie na pewno bardzo zacięta.

 

Z Tarnowa wyruszyła spora grupa zorganizowanych kibiców, którzy chcieli być jak najbliżej swoich ulubieńców. Nie przeszkodziły im wysokie koszty, duża odległość i kilkanaście godzin spędzonych w autobusowym lub samochodowym fotelu. Pełna mobilizacja pomogła, zabrane zostały elementy „ultras” i wszystko praktycznie było na najlepszej drodze, do wspaniałego święta. Problemy zaczęły się na miejscu, ale to jest temat, który należy poruszyć w zupełnie innym materiale.

 

Mecz rozpoczął się od wygranego biegu tarnowskich juniorów. Dalej było już bardziej pod górkę. Na samym początku nie zachwycali Ci, wydawałoby się, najpewniejsi, przywożąc jedynie po jednym punkcie. Nadrabiała 2 linia i dzięki temu mecz toczył się na granicy remisu. To napawało optymizmem, bo im bardziej wyrównane spotkanie, tym „Jaskółki” mają bliżej do zwycięstwa.

 

Po 10 biegu sprawa mistrzostwa była rozstrzygnięta. Remis 30:30 dawał nam całkowitą pewność, że nawet jeśli wszystkie pozostałe biegi przegramy 5:1, to obronimy złoto z poprzedniego sezonu. Pozostała już tylko walka o honor. Przełomowym momentem w całym widowisku było podwójne zwycięstwo w 13 biegu pary S. Burza i T. Gollob, którzy za swoimi plecami przywieźli Krzyżaniaka i Protasiewicza. Objęte prowadzenie zmusiło gospodarzy do odrabiania strat, a nie walki o przewagę. Udany bieg w wykonaniu bydgoskiej ekipy i wszystko miało się rozstrzygnąć w ciągu nieco ponad minuty.

 

Nadszedł czas na dreszczowiec. 15 gonitwa dla bydgoszczan była szansą na sprawdzenie się, udowodnienie, że walczą do końca i nie zamierzają oddawać meczu Mistrzom. Wystawiono najsilniejszych, zarówno z jednej, jak i z drugiej strony. Tarnowski duet T&T nie dał szans rywalom, a nam podarował dodatkowe szczęście.

 

Tarnów udowodnił całej Polsce, że Unia nie jest Królową tylko własnego obiektu i potrafi pojechać wszędzie. Zaprzeczył też wszystkim plotkom, że mistrza muszą sobie kupić u sędziego, lub spreparować tor. Na wyjeździe też doskonale sobie radzą. Nie jesteśmy dream teamem  jak zwykło się nas nazywać. Pojechała cała drużyna, zwyciężała pierwsza i druga linia, punkty przywozili juniorzy. W całym sezonie udowadnialiśmy, że nasze aspiracje do obrony zeszłorocznego sukcesu nie są czczą gadaniną i mamy szansę na kolejny sukces.

Możemy być dumni z tego, że nasz zespół potrafił się podnieść z żużlowego dna, miłość i oddanie kibiców pozwoliły im na szybki awans z I do Ekstraligi i zdobycie tytułu. Teraz bronimy tego, o co tak zaciekle walczyliśmy także wtedy, gdy na stadionie zasiadało kilkaset osób, a mecze rozgrywane z zespołami, których tuzami żużla nazwać raczej nie można, przysparzały niewiele mniej emocji, jak te rozgrywane dzisiaj.

 

Unia Tarnów DMP 2005 i miejmy nadzieję, że na tym nie koniec naszych sukcesów.

 

Mateusz Śliwa

 

Komentarze...