Talia odsłona trzecia
access_time 2005-10-01 23:43:04
Jutro dzień Mrożka. Będzie on honorowym gościem Talii. Już o 11 w Ratuszu rozpocznie się spotkanie z pisarzem. Jaki jest Sławomir Mrożek - dowiemy się w rozmowie z nim. A wieczorem "Słomkowy kapelusz".

Na Rynku zostanie otwarta wystawa plenerowwa rysunków satyrycznych Mrożka "Wszyscy razem i każdy osobno". Wieczorem w Pałacyku w Parku Strzleckim jrakowska grupa teatralnawystawi sztukę "Lis filozof".  Wieczore przedstwienie to sztuka wystawiana na deskach teatru Powszechnego w Warszawie "Słomowy kapelusz".

 

LIS FILOZOF

 

O SPEKTAKLU

Filozofia jest nauką, za pomocą której można udowodnić każdą tezę. Jest narzędziem służącym nie tylko do poznawania prawdy, ale przede wszystkim ma w sobie potencjał kreowania rzeczywistości. Posługując się językiem, czyli pojęciami, zamyka się tak naprawdę na poznawanie świata. Jest martwa, bo nie mówi o tym, co jest „pomiędzy”, co jest „ukryte” - bezbronna w opisywaniu aktu wiary. Świat sacrum i jego tajemnica nie poddają się opisowi filozoficznemu. Przykładając język filozofii „zawierzeniu” napotykamy na paradoks, czyli coś, co zmusza nas do zaprzeczenia sensowności istnienia „czegoś poza”. Istnienie „zła” i „niesprawiedliwości” jest nie do obronienia na gruncie filozofii, choć Teodycea to dział filozofii zajmujący się tym zagadnieniem. Są też filozoficzne próby przeprowadzenia dowodu na istnienie Boga, ale mnie one nie przekonują.

 

Lis Filozof spotykając Biskupa, chce za pomocą pozornej logiki (filozofii) zmusić go do uznania wyższości intelektu nad świętością. Biskup milczy, ponieważ nie może zaprzeczyć, czyli opowiedzieć o „swoim zawierzeniu”, bo to czym mógłby wyrazić sprzeciw jest nieprzekładalne na język sofistyki Lisa.

 

Takie jest zaplecze teoretyczne zapisane w „Lisie Filozofie”. Teatr nie lubi jednak suchej wykładni. Idźmy więc dalej.

Człowiek potrzebuje świętości, czegoś co pomogłoby mu uporządkować świat; jakiegoś autorytetu, który powiedziałby co jest dobre, a co złe. Często zdarza się, że człowiek nadaje swoim codziennym działaniom znaczenie sacrum, traktując poranną kawę jak szaman ozdrawiającą miksturę. Czym jest świętość? Mrożek buduje sytuacje, w której postawieni jesteśmy wobec sacrum w jej „pomnikowym” wydaniu – milcząca, ale przez to zmuszająca do opowiedzenia się wobec niej. To trochę tak, jakbyśmy w naszej domowej kuchni zastali milczącego papieża, który gotuje zupę ogórkową. Sama jego obecność w naszym codziennym życiu zmusiłaby nas do opowiedzenia się wobec. A każda wypowiedź jest już uznaniem istnienia „czegoś poza”. Mrożek nie daje dramaturgicznej podpowiedzi dla reżysera, on wykłada swój pogląd, który wymaga przełożenia na teatr.

 

Sofistyka Lisa to język współczesnych szamanów i proroków, którzy używając technik psychologicznych manipulują ludźmi, ofiarując im „łatwą” religię. Kościół Katolicki ostatnio też wpisuje się w „odpustowo-socjologiczny” nurt krzewienia wiary wśród młodych - Odnowa w Duchu Świętym, czy cud Lichenia. Zastanawia mnie jednak czy przypadkiem „czegoś” w tym nie ma? Czy „coś” się nie dobija do nas z „tamtej” strony?

 

Przedstawienie „Lisa Filozofa” jest historią, w której pewien trzydziestolatek dokonuje podsumowania swojego dotychczasowego życia. Remanent zmusza go do rozpoczęcia wszystkiego od nowa i wyruszenia w drogę. Mając w sobie gotowość i otwartość na wszystko co nowe – przyciąga osoby i zdarzenia, które wymuszają na nim refleksje dotyczące jego byłego życia. Dzięki temu odkrywa w sobie życie, którego nigdy nie dostrzegał – potencjał, aby stanąć pomiędzy Bogiem a Człowiekiem. Przybrać szaty kapłana i odprawić mszę świętą…

Budując „teatr drogi” chcę zwrócić uwagę, że być może każde spotkanie z drugim człowiekiem jest znakiem od Niego, ale na tyle nieczytelnym i poddanym manipulacjom umysłu, że trudno go jednoznacznie odczytać. Od tego jak zrozumiemy swoją przeszłość zależy kim teraz jesteśmy. Wariantów rozumienia jest wiele, stąd możność bycia kimkolwiek jest nieograniczona.

Piotr Waligórski

Otwarcie wystawy plenerowej „Wszyscy razem i każdy z osobna”

 

 

Wystawa rysunków Sławomira Mrożka „Wszyscy razem i każdy z osobna” na krakowskich Plantach była prezentowana w dniach 12 – 22 czerwca b. r. Była ona największą wystawą – na Plantach stanęło wtedy 114 wielkoformatowych prac Mistrza Absurdu.

Teatr Łaźnia Nowa przenosi wybór prac Sławomira Mrożka do Tarnowa – wyrosną one w przestrzeniach wyznaczanych przez Rynek. Tarnowianie będą mogli od 2 października oglądać blisko 40 rysunków Mistrza oraz wziąć udział w przygotowanych przez Łaźnię Nową happeningach.

 

Prezentowane rysunki pochodzić będą z cykli: „Teatr dogłębnie”, „Tato i syn” oraz „Lęki egzystencjalne”. Wiele prac zostanie pokazanych w formie interaktywnych instalacji i artefaktów. W dniu otwarcia dodatkową atrakcją będą absurdalne zdarzenia, które wciągać mają do wspólnej zabawy ludzi przechodzących przez tarnowski Rynek.

 

Zapraszamy do wysłuchania akwizytorów opowiadań, zrobienia pamiątkowego zdjęcia w klimacie „niedziela nie dzieli” oraz do czynnego uczestnictwa w zalesianiu alejek. Będzie można także spotkać się i porozmawiać z rozbitkiem – Polakiem na Bezludnej Wyspie. Happeningi poprowadzi dziewięciu młodych aktorów, którzy prezentowali je w Krakowie podczas „Pikniku Mrożkowskiego”.

 

Wyjście rysunków z galerii w otwartą przestrzeń daje możliwość dotarcia do większej liczby odbiorców. Bezpośredniość, forma niemal piknikowa zmniejszają dystans do sztuki, w tak innej atmosferze rodzi się też inny odbiór. Kontekst przestrzeni publicznej, szczególnie w przypadku Sławomira Mrożka, wzmacnia wymowę rysunków, podkreśla aktualność obserwacji i celność kreski w portretowaniu nas – Polaków. Niemniej ważne jest to, że Sławomir Mrożek zawsze chciał, aby jego rysunki pojawiły się w kontekście innym niż galeryjna antyrama.

 

Sławomir Mrożek jest artystą chwili i epizodu. To znaczy jest taki, jaki jest w danej chwili i żyje od epizodu do epizodu. To raczej metaforyczne określenie, ale zmierza w stronę egzystencji człowieka, a nie misji pisarza, rysownika. Chodzi o to, że Sławomir Mrożek obserwował i opisywał, bądź też rysował, to na co zwrócił uwagę i bardzo często są to tylko chwile i epizody. Nikogo nie tropił, nikomu nie mówił jak należy i jak nie należy. Nie miał tezy, mógł mieć raczej kaprys. Wybitny talent przekształcał ten kaprys w coś już mniej kapryśnego, co dla wielu stawało się punktem odniesienia, inspirowało, ale już w ten proces Sławomira Mrożka nie można mieszać.

 

Twórczość Sławomira Mrożka nie pozostaje tylko na płaszczyźnie kpiny i szyderstwa. To trudna i często bolesna diagnoza, a nade wszystko błyskotliwa obserwacja conditio humana, i to z pewnością nie tylko Polaka. Sławomir Mrożek nie pozostawia złudzeń, ale równocześnie buduje najbliższy jego doświadczeniu konkretny punkt odniesienia. Wobec niego, wobec bezkresu śmierci człowiek w swoich małych bezdusznościach, „pędzie ku”, wydaje się groteskowy. Z całego tego zgiełku mrożkowskich postaci wyłania się sam Mrożek i mówi do nas szeptem, w skupieniu. Ostatni, który tak Poloneza wodzi...

 

 

 

Eugene Labiche SŁOMKOWY KAPELUSZ

 

O SPEKTAKLU


 hspace=Premiera „Słomkowego kapelusza” była podobno „najgłośniejszym wybuchem śmiechu w dziewiętnastym wieku”. I nie ma się czemu dziwić, farsa Eugéne’a Labiche’a to arcydzieło swojego gatunku, dzięki czemu Labiche, co autorom fars zdarza się bardzo rzadko, został w końcu członkiem Akademii Francuskiej. Jest w „Słomkowym kapeluszu” wszystko: komedia omyłek, komedia obyczajowa, zdrada, romans, miłość dwojga młodych ludzi, ale jest przede wszystkim znakomita zabawa. Rzecz cała zaczyna się od niewinnego z pozoru zdarzenia: podczas porannej przejażdżki za miasto koń młodego paryżanina Fadinarda zjada pewien słomkowy kapelusz. Kapelusz należy do pani Beauperthuis, która miło spędzała tam czas z ognistym oficerem Emilem Tavernis. Kłopot jednak w tym, że pani Beauperthuis jest żoną pana Beauperthuis, a Emil Tavernis jest tylko osobą, z którą pani Beauperthuis miło spędzała czas. Dlatego trzeba jak najszybciej zdobyć słomkowy kapelusz, co wcale nie musi być łatwe… 


Dla reżysera przedstawienia, Piotra Cieplaka, utwór Labiche’a to nie tylko farsa o słomkowym kapeluszu, ale także opowieść o świecie, który sam jest farsą. Dlatego śmiejmy się razem z artystami, ale kiedy ucichną już brawa nie zapominajmy z kogo lub z czego się śmialiśmy.

 

Z RECENZJI


Dla reżysera Piotra Cieplaka utwór Labiche'a to nie tylko farsa o słomkowym kapeluszu, ale także opowieść o świecie, który sam jest farsą. - Główny bohater, a za nim jego rodzina, krewni i znajomi, gonią po świecie za duplikatem kapelusza z włoskiej słomki, bo , oryginał został ze smakiem pożarty przez konia w Lasku Vincennes - opowiada reżyser. - Na słomce od tego kapelusza zawisa nie tylko los małżeństwa bohatera, ale trwałość porządku świata! To zabawny paradoks. Próbujemy przyjrzeć mu się uważnie, tak jednak, by nie za kłócić jego ulotności. Może świat jest farsą, a my, w pogoni za niemożliwym, jej aktorami? Co jest grane?

(Gazeta Wyborcza)

"Słomkowy kapelusz" Eugene Labiche'a to w całości oszalała pogoń za głupstwem - za nakryciem głowy z włoskiej słomki, które koń  hspace=bohatera farsy zjadł pewnej damie w Lasku Vincennes. By uniknąć skandalu, bohater pędzi za repliką kapelusza przez cały Paryż, a za nim gna narzeczona, bogata ogrodnikówna z prowincji, choleryczny teść i cały orszak ślubny w liczbie ośmiu fiakrów. Na każdym etapie pogoni mnożą się qui pro quo, wszyscy wdeptują w fałszywe sytuacje i opacznie odczytują intencje bliźnich. Co jest oczywiście wspaniale śmieszne i Piotr Cieplak jeszcze tę śmieszność podkręca, utrzymując spektakl w zawrotnym tempie i podkreślając mechanizm humoru (niektóre scenki powracają po parę razy, jakby zacięła się płyta).


Świetnie się czują w tej błyskotliwej i precyzyjnej zabawie aktorzy z Adamem Woronowiczem, Kazimierzem Kaczorem i Krzysztofem Stroińskim na czele. Zarazem jednak ów nieoczekiwany początek, a także całkiem poważne wiersze T.S. Eliota wplecione w tok farsy, pozwalają z dystansem spojrzeć na tę życiową gonitwę za niczym, którą wszyscy uprawiamy na co dzień. Nie, żeby zasmucić się ciężko - raczej by z pobłażliwym uśmiechem spojrzeć na samych sebie i na bohaterów pod błękitnymi parasolami odprowadzających wzrokiem słomkowy kapelusz ulatujący w niebo.
Agnieszka Celeda (Polityka)

Przekład: Arkadiusz Kleczewski
Reżyseria: Piotr Cieplak
Scenografia: Andrzej Witkowski
Muzyka: Motion Trio
Obsada: Eliza Borowska, Paulina Holtz, Edyta Olszówka, Maria Robaszkiewicz, Olga Sawicka, Jacek Braciak, Kazimierz Kaczor, Rafał Królikowski, Sylwester Maciejewski, Sławomir Pacek, Andrzej Piszczatowski, Krzysztof Stroiński, Adam Woronowicz


 

 

Sposorzy:

 

 hspace= hspace=

 

  hspace= hspace=

 

  hspace= hspace= hspace=

 

 


 
Komentarze...