O przywilejach i nagonce na środowisko
access_time 2005-05-20 12:38:58
Rozmowa z Józefem Sadowskim, prezesem tarnowskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego
- Wśród dużej grupy samorządowców z naszego regionu popularny staje się pogląd, że nauczyciele mają za dużo przywilejów. Czy to słuszne racje?

- Te opinie to nagonka na nasze środowisko. Częściowo wygłaszają je osoby, które wyszły z naszego środowiska, a teraz pracują w samorządach. Przywileje dla nauczycieli określa Karta Nauczyciela, prawie 20-krotnie zmieniana i każdorazowo ograniczająca je. Warto wspomnieć, że nauczyciele oprócz uprawnień mają bardzo dużo obowiązków dotyczących spraw dydaktycznych, wychowawczych i opiekuńczych. Oprócz tego dbają o swój rozwój. W tym celu szkolą się na kursach i studiach. Podlegają również ocenie ze strony dyrektora szkoły, organu nadzorującego i prowadzącego, rady pedagogicznej, rodziców, a w niektórych przypadkach nawet uczniów. W większości firm i zakładów pracy pracownika ocenia tylko dyrektor.

- Awanse, o których Pan wspomniał, powodują, że nauczyciele, którzy je osiągnęli po pewnym czasie spoczywają na laurach i raczej nie angażują się w prace szkoły.

- To jest nieprawda. Nauczyciel, który przychodzi do szkoły jest stażystą. Po roku pracy dyrektor określa, czy nadaje się do tego zawodu. Awans na kolejne trzy stopnie wymaga ogromnej pracy. Gdy już się je zdobędzie to po pewnym czasie w poczynania nauczyciela może wkraść się rutyna. Mówienie jednak, że nauczyciele dyplomowani i mianowani są świętymi krowami jest błędnym myśleniem. Nie zapominajmy, że z nich przykład biorą młodsi adepci tego zawodu.

- Przywileje pedagogom gwarantuje Karta Nauczyciela. Samorządowcy narzekają, że dzięki temu prawie połowę pieniędzy z budżetu przekazują na oświatę. Co Pan na to?

- To kolejna nieprawda. Na funkcjonowanie szkół ministerstwo przesyła subwencję. Tam są zawarte kwoty m.in. na utrzymanie nauczycieli dyplomowanych i mianowanych. Następną nieprawdą jest przekonanie, że utrzymanie nauczycieli kosztuje prawie połowę gminnego budżetu, a przecież gminy dostają subwencję na ten cel. Pamiętajmy też, że prowadzenie szkół jest zadaniem własnym gminy. Z tego wynika, że pieniądze na ich utrzymanie muszą być. Po to przecież płacimy podatki, żeby te środki były.

- Ale przykładowo niezastosowanie Karty Nauczyciela w gminie Tuchów pozwoliło otworzyć trzy szkoły społeczne zamiast je zamknąć. Problem chyba jest?

- Tylko że w tych szkołach Karta może obowiązywać i te placówki też otrzymają subwencję. Ale pamiętajmy, że jest to szkoła prywatna i ktoś musi zarobić na tej oświacie. A subwencję zabiera dyrektor szkoły niepublicznej i nią rozporządza. Potem mamy takie sytuację, że zwiększa się pensum nauczycielom i z trzech etatów robi dwa. Ogranicza się więc liczbę zatrudnionych osób.

- Czyli rozumiem, że Pana zdaniem nauczyciele nie mają nadmiernych przywilejów...

- Nasze przywileje nie są wyolbrzymione i są adekwatne do trudu pracy, jaki ponosimy. A ci, którzy tak narzekają na to, niech sami spróbują uczyć w szkole i zobaczą jaki to jest kawałek chleba.

(AMIZ)

Dziennik Polski


Komentarze...