Lubię pomagać...
access_time 2005-11-10 03:01:10
Tomek - woluntariusz jest od roku woluntariuszem. Opiekuje się 11-letnim chłopcem corym na raka mózgu. Przychodzi do niego do domu, pilnuje go, bawi się z nim. Angażuje się, czuje się z nim związany. Tomek mówi - "mam ciągle nadzieję", choć jest jej niewiele. Tomek czuje, że jeszcze nie pokonał w sobie strachu przed śmiercią...

Tarnów jest w obszarze "białych plam"

 

 

Hospicjum Domowe

 

Woluntariat jest szansą na zpomnienie o swoich problemach. Mogę rozwijać wewnętrzną radość w sobie.

 

 

Wiceprezydent Andrzej Jeleń widzi potrzebę tworzenia hospicjów. "Kiedy jesteśmy młodzi to życie jest piękne. Kiedy się starzejemy zaczynamy odczuwać strach przed śmiercią. Mimo tego, że mamy świetną aparaturę i wyszkolony personel nie unkniemy odchodzenia. W takich chwilach potrzebny jest człowiek, który bedzie obok" - mówił Andrzej Jeleń.

 

Woluntariusze pracujący w Hospicjum Domowym w Tarnowie spełniają rolę tgo, któ jest, trwa i słucha.

 

Taką deklarację złożył ksiądz Jerzy Berdychowski - prezes tarnowskiego hospicjum domowego. Jego zdaniem szybko rosną potrzeby w zakresie opieki paliatywnej. Prelegenci dyskusji, którą zorganizowano w tarnowskim oddziale Urzędu Wojewódzkiego zastanawiali się, jak pomagać chorym w stanach terminalnych. Zdaniem osób, które zajmują się problematyką od wielu lat bardzo ważna jest rola rodziny. Jednak pewne informacje powinien przekazywać choremu lekarz. Tymczasem w Tarnowie brakuje stacjonarnej placówki hospicyjnej, pomimo, że coraz częściej słyszy się, iż taki ośrodek byłby w mieście potrzebny. Na początku kadencji propozycje jego powołania składali niektórzy radni, ale nie znalazły one poparcia większości w samorządzie. Teraz zaczynamy myśleć o przedsięwzięciu na poważnie – zapowiada wiceprezydent Andrzej Jeleń. Zarówno przedstawiciele administracji jak i samorządu coraz częściej zauważają potrzebę tworzenia placówek opieki paliatywnej, zgodnie jednak dodają, że nie jest to ich zadanie. Tymczasem osób, które nie mają możliwości godnie odejść trzymane za rękę jest coraz więcej. Optymizmem napawa zainteresowanie dyskusją, które spowodowało, że największa sala konferencyjna Tarnowa była wypełniona. Nadziei można też szukać w wolontariacie, coraz więcej młodych ludzi chce nieść bezinteresowną pomoc potrzebującym.

 

Joasia opiekuje się chorymi niecały rok. Teraz ma pod opieką starszego mężczyznę z rakiem mózgu. Pomagam rodzinie przy opiece. Chodzi  o to, żeby być. Trudno jest rozmawiać z rodziną o śmierci, trzeba ich słuchać. Oni nie rozmawiają o śmierci, że umierają, że odchodzą, ze opuszczą, rozmawiają o przeszłości, o dzieciństwie, młodości. Na pewno jest taki momentzalamania, jeśli ktos nie chce mówić nie wkracza się na teaty śmierci. Namówił mnie kolega, chciałam być bo można pomagać ludziom. To, że ktoś umera nie jest niczym nadnaturalnym.

 

Beata - kilka miesięcy. Piersza osoba, która się opikowała nie żyje. Teraz opiekuje się panią z rakiem mózgu. Beata pomaga mężowi przy pielęgnacji żony. Dużo mówię do

 

Kinga - Jestem dwa lata już. Opiekuję się starszą panią. Nie tylko my jesteśmy im potrzebni ale też oni nam. Rozmawiam, pielęgnuje, podaję leki. Miałam kilka osób, które już odeszły. Do każdej z tych osób przywiązuję się i jej śmierć jest trudna. Wiem, że chorzy wiedzą, że odchodzą. Pogodzili się.

 

Zgłosić się do instytucji, która gromadzi woluntariuszy. Jest poddany próbie czy w ogóle się nadaje.

 Woluntariusze otrzymują wskazówki.

 

Siostra Lidia - Hospicjum Domowe

 

 

"

Komentarze...