Ho, ho, ho! Merry Christmas!
access_time 2005-12-21 01:44:25
Grudzień to miesiąc szczególny. Miesiąc cudów, magii, spełnionych marzeń i ciepła rodzinnego ogniska. Szczególny czas, w którym na chwilę giną wszystkie spory, słowne utarczki, bolesne gesty i jeszcze bardziej bolesne słowa. Idąc ulicą czujemy się pewnie. Nikt za nami nie bluzga, nie widać chamstwa i nawet dresiarze są przyjaźnie nastawieni do świata. Szczerze mówiąc jest to dla mnie dziwne, i ciężkie do „przetrawienia”. To tak, jakby w jednej chwili ktoś cały otaczający nas chaos zamienił w utopijną ideę Morusa.

-Ho, ho, ho! Merry Christmas!
 Merry Christmas everyone!
-Oh shut up stupid dressed–up!

 

Listopad… ledwie zdążyłem opuścić cmentarz, a na ulicach już pojawiły się czerwone grubasy z futerkowym wykończeniem i sztuczna brodą. Obrawszy strategiczne miejsce przy drzwiach supermarketów, wywołują powszechną radość u najmłodszych
i przerażenie na twarzach ich rodziców. Nie od dziś wiadomo, że dzieci maja bujną wyobraźnię. Statystyczny pięciolatek na Mikołaja chciałby dostać figurkę napakowanego żołnierzyka, co wiąże się z pewnymi kosztami, nawiasem mówiąc nie małymi. Nie pomaga w tym wszystkim obecność naszego brodatego przyjaciela, on tylko namawia, a kto płaci to już nie jego działka. Problemy natury finansowej przełykam jako tako. Z jednej strony dlatego, że jeszcze mnie nie dotyczą, a z drugiej jestem zdania, że nie liczy się cena, lecz intencja z jaką kupujemy prezent. O niebo większą zgrozą - dla mnie - jest pogłębianie się kryzysu kulturalnego
i narodowościowego w naszym kraju. Zabrzmiało dosyć poważnie, ale w gruncie rzeczy nie ma w tym nic zawiłego. Chodzi o to, żeby Polacy skończyli z bezmyślnym kopiowaniem amerykańskich pomysłów i wcielaniem ich w życie.  Z całym szacunkiem dla św. Mikołaja, ale w ostatnich latach stał się - obok Coca-Coli i Mac Donald’sa – symbolem popkulturowego łajna. Czy chcecie być obdarowywani przez kogoś tak zepsutego, bo ja nie… Wreszcie jesteśmy w „Europie”, może pora pokazać przeciętnemu Niemcowi, czy Anglikowi choć skrawek naszej - jakże bogatej – tradycji. Niestety tak się nie stanie. Nie umiemy doceniać tego, co swojskie, ojczyste, za to bardzo chętnie przyjmujemy zachodnie wzorce i pomysły. Pytanie - dlaczego? Czy rodzimy Gwiazdor jest gorszy pod jakimś względem od przereklamowanego Mikołaja?

 

„Gwiazdka w supermarketach X

Tylko u nas świąteczne prezenty 50% taniej!

Nie zwlekaj skorzystaj z naszej promocji już teraz,

Nie pozwól się wyprzedzić!”

 

Do świąt jeszcze 2 tygodnie, ale w środkach masowego przekazu nie sposób nie poczuć bożonarodzeniowego klimatu. Co drugi spot posiada akcent związany z choinką, bombkami lub św. Mikołajem. Prosty chwyt marketingowy. To, że reklama jest dźwignią handlu wiadomo nie od dziś, ludzie chętniej kupują produkty, które kojarzą im się z ciepłem rodzinnym i miłością. Niestety wiele firm próbuje na tym zarobić. Dla przykładu nie warto brać tak zwanych „świątecznych kredytów”, które zamiast reperować domowy budżet tylko go pogrążają, dzięki wysokim odsetkom sięgającym nawet 30%. Boże Narodzenie to wielki biznes, a w ekonomii nie ma sentymentów. Kto jest przy kasie rozdaje karty, a kto nie mieszany jest z błotem…

 

Podajmy w tym okresie rękę ludziom najbiedniejszym, samotnym, pozbawionym perspektyw do dalszego życia. Może dzięki temu zauważymy to, co tak naprawdę jest najważniejsze w naszej egzystencji – potrzebę niesienia miłości, dobroci, potrzebę okazywania serca. Bądźmy jak Dickens’owski bohater. Dajmy się opanować magii Świąt Bożego Narodzenia…

 

„Niebo ziemi, niebu ziemia

Wszyscy wszystkim ślą życzenia.

A gdy wszyscy usną wreszcie

Noc igliwia zapach niesie.”  

 

Michał Madura

Komentarze...