Najwyższe szczyty 2005 roku
access_time 2006-01-02 13:04:15
1. Szczyt zazdrości. W sierpniu przyjechała na kilkanaście minut do Tarnowa sławna włoska piosenkarka In-Grid. Podczas koncertu zaprosiła na scenę ówczesnego starostę tarnowskiego, Michała Wojtkiewicza. Starosta, człowiek z poczuciem humoru, nie odmówił. In-Grid w czasie zabawy żartowała sobie ze starosty, a nawet - od czasu do czasu - chwytała go za krawat. Zwracała się doń po polsku, pieszczotliwie: - Dyrektorze... Na drugi dzień fotki z rozbawionym starostą, tonącym w objęciach In-Grid, pokazano na jednym z lokalnych portali internetowych. Opozycja starosty od razu zareagowała. Pojawiły się nawet pomysły, by Wojtkiewicza odwołać ze stanowiska. Za narażenie majestatu władzy na szwank. Mimo to niedługo potem ludzie wybrali starostę na senatora. Opozycji nie wybrano. Nadal pilnuje powagi majestatu.

2. Szczyt patriotyzmu. Muzeum Okręgowe w Tarnowie postanowiło bronić dobrego imienia urodzonego w tym mieście gen. Józefa Bema. Niektórzy radni w Siedlcach chcieli odebrać miejscowej szkole imię generała, za karę, że kiedyś przeszedł na islam. Miał go zastąpić inny patron - Jan Paweł II. Dyrektor Adam Bartosz z muzeum w Tarnowie zaprosił siedleckich radnych na przyspieszony kurs historii. Nie zjawił się nikt. Własnym rozumem, bez niczyjej pomocy, Siedlce obmyśliły, by połowę szkoły zostawić Bemowi, a drugą połowę przydzielić Ojcu Świętemu. Jedna szkoła - dwóch patronów. Trzecim patronem winien być teraz mędrzec Salomon, słynący z wielu salomonowych wyjść.

 

3. Szczyt promocji. Jedno z kolorowych warszawskich pisemek, specjalizujące się w poradach w sprawie szybkiego seksu, męskich bicepsów i igraszek pod kołdrą, uznało, że Tarnów jest miejscem najbardziej sprzyjającym zdrowiu mężczyzny. Redakcja policzyła lekarzy urologów w tym mieście, ścieżki rowerowe i jeszcze coś. No i wyszło jak wyszło: Tarnów musi mieć najzdrowszych w Polsce facetów! Wszystkie lokalne media obwieściły tę rewelację z wielką powagą. "Dziennik Polski" ją wyśmiał. Z wielką powagą oczywiście.

 

4. Szczyt w rowie. Wiele miesięcy trwał w Dąbrówce Morskiej, gmina Szczurowa, spór o to, kto ma udrożnić miejscowy rów. Nikt się do rowu nie przyznawał, długo usiłowano ustalić, gdzie jest koniec, a gdzie jego początek. Do kogo może należeć i kto powinien zająć się sprawą. Wymieniono z tego powodu dziesiątki urzędowych pism. Widać taka tradycja. Ponad ćwierć wieku temu w tej samej Dąbrówce urzędnicy mieli inną zgryzotę. Latami rozstrzygano problem, co zrobić z kupą gnoju, który wyrzucał z obory pod okna domu jeden sąsiad drugiemu. Ten drugi narzekał, że smród przeszkadza w zamążpójściu jego córce, gdyż odstrasza kawalerów. Wtedy przynajmniej było wiadomo, do kogo należy gnój.

 

5. Szczyt komercji. Wkrótce po wyborze nowego papieża w jednym ze sklepów na tarnowskich Falklandach pojawiła się "wieprzowina watykańska". Na ile ta niezwykła nazwa sprzyjała komercji, nie wiemy. Nie wiemy też, czym różni się - i mogłaby się różnić - wieprzowina watykańska od niewatykańskiej. Wieprzowina to nie kremówka.

 

6. Szczyt kwasoty. Początkiem czerwca pojawiły się w regionie tarnowskim pierwsze truskawki. Najpierw za 13 złotych za kilo. Podobno od lat nie były tak kwaśne, a to z powodu bardzo chłodnego maja. W następnych tygodniach truskawki stawały się słodsze, ceny też. W handlu znalazła się także, chyba po raz pierwszy, truskawka z Chin Ludowych. Dwa złote za kilo. Sprzedawcy nie przyznawali się do niej, a patrioci nie mieli szans na rozpoznanie chińszczyzny. Była podobnie czerwona, bo przecież nie mogła być żółta.

 

7. Szczyt upadku. PIH podczas kontroli tarnowskiej gastronomii stwierdziła upadek kotleta. Najbardziej upadłe zawierały aż 122 proc. tartej bułki. Tak zapisano w oficjalnych protokołach. Nie dziwota. Skoro już dawno upadły obyczaje, to czego można wymagać od zwykłego kotleta?

 

8. Szczyt radości. Ekipa Unii Tarnów, po wygranym meczu żużlowym w Bydgoszczy, postanowiła pocieszyć się w miejscowym lokalu. Radość ze zwycięstwa była tak spontaniczna, że nie udało się jej poskromić. Wraz z upływającym szybko czasem przemieniła się w chwilową frustrację. Czasem tak bywa, to nie nowina. W pewnej chwili niektórzy członkowie ekipy dali sobie po buzi. Personel knajpki - niezbyt wyrozumiały - wezwał policję. I sprawa się rypła, choć miało być inaczej.

 

9. Szczyt przezorności. W Tarnowie eksperymentalnie umieszczono na placach zestawy WC-pies. W zestawie znajdowały się łopatki do zbierania psich odchodów oraz foliowe woreczki. Eksperyment prędko się zakończył, bo ludność miejscowa przezornie rzuciła się na woreczki. Regularnie wykradała je z zestawów, bo przecież zawsze mogą się do czegoś przydać. Nie chciano pamiętać, że miały się przydać na g...

 

10. Szczyt oszczędności. W ciągu całego roku Zakład Energetyczny w Tarnowie, oddział spółki Enion, ostrzegał klientów przed nadmierną skłonnością do oszczędzania. Chodziło o nielegalne stosowanie bazarowej nowości - magnesu neodymowego - która potrafi spowolnić działanie licznika zużycia prądu. Ma jednak i wady. Podobno zdarza się, że cudowny magnes uśmierca licznik, pozostawiając po sobie ślady. Gorzej, fachowcy twierdzą, że licznik (nieuśmiercony) po kontakcie z magnesem może po pewnym czasie także gwałtownie przyspieszyć! Czy w końcu bilans wychodzi na zero, nie wiemy. Nie sprawdzaliśmy.

 

11. Szczyt rozsądku. W ub. roku w Urzędzie Stanu Cywilnego w Tarnowie ślub zawierali także staruszkowie. Pewien niemal 90-latek poślubił o 40 lat młodszą kobietę. Nie są to przypadki całkiem odosobnione. Wtajemniczeni twierdzą, że tego rodzaju małżeństwa zawiera się zwykle z powodów majątkowych, spadkowych itp. A przecież można to nazwać krócej: małżeństwo z rozsądku. Rozsądek niejedno ma imię, nie tylko miłość.

 

12. Szczyt uprzejmości. Nowe czasy wymagają nowych wyzwań. W Tarnowie pojawiła się nowa usługa: ekspresowe leczenie kaca (wcale nie moralnego). W lokalnej prasie jakiś specjalista oferuje seanse kroplówkowe dla każdego, kto nadużył. Zachwala, że stawiają one na nogi najszybciej jak to możliwe. Jak tu nie ufać fachowcom?

 

13. Szczyt nauki. W Tarnowie pojawiła się nowa uczelnia. Akademia Paznokcia. Jej studentów poznaje się po stanie paznokci, nie po stanie umysłów.

 

14. Szczyt kradzieży. Ze sklepu RTV w Tarnowie złodziej wyniósł w biały dzień telewizor. Nie byle jaki, gdyż z 30-calowym ekranem. Nikt z obsługi nie zauważył ani złodzieja, ani ekranu. Z terenu dawnych Niedomickich Zakładów Celulozy nieznani sprawcy skradli szyny kolejowe. Kradzież zauważono by prędzej - i to z hukiem - gdyby tamtędy jeździła kolej. Już nie jeździ. Na szczęście. Ze strzelnicy LOK w Tarnowie ktoś zabrał tzw. łapacze wykonane z ołowiu. Człowiek kradnie, a pan Bóg kule nosi.

 

15. Szczyt fachowości. W prasie tarnowskiej ogłosił się człowiek do wszystkiego. Napisał o sobie: "Hydraulik, elektryk, mechanik - naprawi, zainstaluje wszystko co masz w mieszkaniu, zakładzie pracy itp." Biedna Francjo, drżyj w posadach.

 

16. Szczyt wolności. W okresie weterynaryjnych obostrzeń, związanych z zagrożeniem ptasią grypą, w pow. dąbrowskim kury - dotychczas obowiązkowo trzymane w zamknięciu - wolność odzyskiwały wieczorem. Po cichu, konspiracyjnie. Litościwi właściciele wtedy wypuszczali je z kurnika, by pooddychały świeżym powietrzem. Ptasia grypa w tym roku nas omijała - i za dnia, i z wieczora. Dążenia wolnościowe polskiego drobiu nie zostały tym razem ukarane.

 

17. Szczyt optymizmu. Brat Grzegorz, sławny melsztyński pustelnik, po 10 latach obecności na tym terenie postanowił oficjalnie się zameldować. Chciał mieć adres, jak większość zwykłych ludzi w Polsce i na świecie. Niestety, nie był w stanie sprostać formalnościom. Jego skromny domek wciąż jest domkiem bez adresu. Tym samym brat Grzegorz utrzymał status pustelnika, a jego pustelnia stała się w gminie Zakliczyn atrakcją turystyczną. Słychać, że niektóre gminy, szukając sposobu na rozgłos, skłonne są przyjąć pewną ilość pustelników. Skromna pomoc na zagospodarowanie nie jest wykluczona.

 

18. Szczyt regularności. Początkiem roku, tradycyjnie od kilku lat, w prasie i radiu pojawiły się informacje, że Świniogóra jest zawiana. Świniogóra to pięknie położony przysiółek w gminie Skrzyszów, który w styczniu przysypywany jest śniegiem. Są wówczas problemy z dojazdem. Jak również z wyjazdem, o ile wcześniej ktoś tam jednak dojechał. Świniogórzanie powoli tracą nerwy. Powiadają, że dziennikarze prowokują na ich terenie silne śnieżyce. W przyszłym roku powinni zamilknąć. Może wreszcie zawieje gdzie indziej. I kogo innego.

 

19. Szczyt satysfakcji. Policja w Kluczborku ujęła kobietę, która podejrzewana jest o to, iż w Tarnowie współuczestniczyła w przestępczym procederze. Polegał on na osławionym numerze "na wnuka". Aresztowana pani udawała posłańca, który w imieniu telefonującego do starszych ludzi "krewnego" odbierał pożyczone mu pieniądze. W tamtym roku pewna rodzina z Tarnowa, dając się nabrać na ten numer, straciła 30 tys. zł. Wprawdzie posłańca złapano, ale pieniądze już dawno przepadły. Nie przepadła jedynie satysfakcja z powodu ujęcia sprawczyni. Nie wiadomo, ile dokładnie warta. Satysfakcja, nie sprawczyni.

 

20. Szczyt zapomnienia. Z początkiem 2005 roku ludność Melsztyna, gmina Zakliczyn, dowiedziała się oficjalnie, że żyje w miejscowości, która nie istnieje. Melsztyna nie było w wykazach Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, z niejasnych do końca powodów. Ktoś kiedyś czegoś nie dopatrzył. A jak coś w papierach się nie zgadza, to się nie zgadza w ogóle. Wiadomo. Ludzie z Melsztyna nie mieli wyboru. Musieli się skrzyknąć ponownie, zwołać zebranie wiejskie, na którym przegłosowano jednomyślnie, że Melsztyn był, jest i zamierza być w przyszłości. Potem się okazało, że nie istnieje także Kołkówka, gmina Rzepiennik Strzyżewski, choć istniała od dawna. W ministerialnych papierach pozostawała w niebycie. Podobnie jak Melsztyn, trzeba było założyć Kołkówkę jeszcze raz. Oby na wieki.

 

wiesŁaw ziobro

Dziennik Polski

 

www.dziennik.krakow.pl


Komentarze...