Madura do Zająca, Zając do Madury
Fri tajm verszyn<
access_time 2006-02-21 15:06:03
Nadszedł „fri tajm” - jak mówią dzieci. Dwa tygodnie. Dozwolone do lat 18. O feriach nie śpiewał żaden z 3 Wielkich Poetów Podziemia*, ale myślę ze spokojnie zaadaptować do czasu roztopowo-przedwiosennego tekst innego faceta. Co prawda z polskimi warunkami atmosferycznymi i duchowymi chwili obecnej wspólnego ma niewiele, ale za to myśl jego pasuje idealnie. Otóż, proszę Państwa, panta rhei. W sensie dosłownym i w przenośni.

Powoli sączą nam się poranki, leniwie ciekną po szybach zachody słońca. Nam – którzy w walce o szkolny byt stoją po jednej bądź drugiej stronie barykady. Zakończyła się półroczna batalia, nie byliśmy bezczynni i bierni.

 

Pisanie o czasie wolnym w wolnym czasie jest niejako zaprzeczeniem szczytnej idei nicnierobienia. Po poważniejszym jednak rozmyślaniach, („konsultacjach z prawnikami” - powiedziano by w rządzie pana M.) doszedłem do wniosku, że ktoś powinien.
Wydumałem więc sobie, że wolne czasy trzeba by jakoś podzielić. Tak wyszło mi, że mamy 3 rodzaje w 2 grupach. „Fri tajmy” w grupie pierwszej, (wprowadzę tutaj profesjonalną terminologię obowiązującą od dziś oficjalnie) tzw. softwerszyn, dzielą się na dwa rodzaje – pasywne i służebne.

 

Zagadnienia pasywnych tłumaczyć chyba nie musze, służebne związane są z szeroko pojętymi prośbami, nakazami, zakazami, rozporządzeniami tudzież oświadczeniami osób trzecich, najczęściej członków rodziny. (Ten rodzaj czasu wolnego jest najbardziej patologiczną i wypatrzoną jego formą).

 

Grupa druga – tzw. hardkorwerszyn, jest szeroko opisywana przez takich twórców sceny niezależnej jak Staszewski czy Grabowski. Dla lepszego zapoznania się z tematem polecam następujące dzieła wyżej wymienionych autorów: „Krutkie kazanie na temat jazdy na maxa”, „Gdy nie ma dzieci” oraz „Szalone lato”.

 

Jako, że pisze ten tekst w czasie wolnym, zakończenia nie będzie.


Dominik Zając

 

* Staszewski, Grabaż i Staszczyk

 

 


Czas wolny, nie powolny…

 

Z przykrością stwierdzić muszę, że rozbestwiliśmy się Panie Zając… za dużo wolnego czasu też może być przekleństwem młodego człowieka i chyba coraz częściej nim jest. Łatwo zauważalnym przesytem można się zadławić, czego wynikiem – jak w naszym przypadku -  jest lenistwo. Tak, nazywajmy rzeczy po imieniu - lenistwo zapanowało nad naszymi członkami, a wiedzieć nam trzeba że jeszcze tylko kilka dni beztroski, bo ferie – jak wszystkie dobre chwile – przemijają zasadniczo szybo…

 

Czas jest pojęciem względnym, dość abstrakcyjnym i do końca nie zbadanym… to wielka tajemnica, z którą próbowało uporać się wielu i wielu jej nie sprostało. W zależności od sytuacji odczuwamy inaczej jego upływ… chwile przemijają, pozostają w naszych głowach jedynie wspomnienia, czasem lepsze, a czasem gorsze – choć tych ostatnich nasz umysł nie archiwizuje zbyt długo. Wspomnienia sprawiają, ze nasza  - początkowo biała - karta powoli się zapełnia, tworzymy własną historię, której jesteśmy głównymi bohaterami. Rozpoczynając swą wędrówkę po bezkresie wszechświata na niepozornej planecie w układzie słonecznym,  nie zdajemy sobie sprawy ile godzin zostało za naszymi plecami, godzin które nigdy nie będą przez nas zbadane, a nasze krótkie życie to zaledwie fraszka recytowana na teatralnej scenie…

 

Zegary co godzinę odmierzają nam życie… ufam, iż Pan zna tę pieśń do końca. Po co zatem pan mówisz, że rozsypka ogarnęła twoją duszę? Wśród najbliższych się znajdujesz, otoczony przyjaznym ramieniem, z matczynych warg odbiciem na czole… korzystaj Pan póki możesz, bo czternaście dni szybko minie i za niedługo wrócić trzeba będzie do rzeczywistości zapewne mniej kolorowej…

 

Michał Madura

 

Komentarze...