Zając do Madury,Madura do Zająca
''Porządek panuje (…)''
access_time 2006-03-27 17:59:01
Jeżeli komukolwiek wydawało się, że uda się przełamać panujący na Białorusi reżim, to skłonny mu jestem ofiarować bezalkoholowego w pubie. Wizjonerstwem się nie popisze, jeśli powiem, że trzeba lat jeszcze wielu, aby wschód podał dłoń zachodowi. Władza skupiona w rękach jednego człowieka nigdy nie niosła nic dobrego, zwłaszcza wtedy, kiedy temu człowiekowi brakowało którejś z klepek…

Białoruś: państwo będące zaporą chroniącą rajskie ogrody przed ohydnymi, zachodnimi kapitalistami przeżyło ostatnimi dniami poważny kryzys. W owym znakomicie prosperującym państwie pojawiła się grupka myślących inaczej opozycjonistów chcąca wywołać nową rewolucję, obalić boski system! Ten parszywy Milinkiewicz połakomił się na fotel od dwunastu laty nam miłościwie panującego Olka! Jak tak można? Przesiąknięty ten świat jest propaganda płynącą zza oceanu. Chcą z normalnych ludzi wariatów poczynić! Oni myślą, że nam jest źle, że my są biedni ludzie. My swoje wiemy! To podstęp! Wykraść wiekopomne idee przez nasz rząd stworzone, wprowadzić u siebie za Bugiem chcą. Bieda im w oczy zaglądnęła. Trzeba było Związkowi psioczyć? Milinkiewicz, on się ich sługusem uniżonym stał! A taki dobry chłopak był, w duchu socjalizmu wychowany. Matka robotnik, ojciec robotnik. Skąd u niego takie ciągoty? Nam źle nie jest, gospodarka rozwinięta, PKB szczytujące, wiosna w naszym państwie wieczna… Bogiem Milinkiewicz nie jest – raz z raju wygonili nas, drugi raz się nie damy.

 

Białoruś: ostoja europejskiej dyktatury, chcąca wyswobodzić się spod reżimu Łukaszenkę, jednak do póki mit Marksa i Engelsa kwitł będzie w głowach społeczeństwa tego, do póty wolność nie przekroczy jego granic. Było blisko… zabrakło milimetra do mety - system się łatwo nie poddaje. Jego ostre pazury i zaborcze łapska nie oddadzą tak łatwo tego, co trzymały przez dziesięciolecia… Plac… plac wolności… biel.czerwień.biel… prawdziwa flaga szarpana wiatrem, czyżby i on chciał zniszczyć?... trzysta istnień ludzkich potraktowanych o trzeciej nad ranem milicyjna pałką… 1300 USD na głowę… cenzura… godzina… własność państwowa… cela… wolnosć[*]… cela… RAJ…

 

Michał Madura

 

 

„[...]Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas[...]”


Trzy lata. Tyle siły zbrojne naszego kraju okupują państwo, o którego istnieniu niektórzy nasi rodacy nie mieli zielonego pojęcia. Dwanaście lat. Tyle władzę na Białorusi sprawuje prezydent-dyktator Aleksander Łukaszenko. W przeciwieństwie do pana Saddama H. nic nie zagraża jego panowaniu. Nie dysponuje złożami ropy, ma poparcie Kremla.

 

Czym różni się sytuacja Białorusi od Iraku 2003 – nie wiem. W żadnym razie nie życzę naszym wschodnim sąsiadom, aby i u nich Władcy Przemysłu zaczęli zabijać dla ropy (albo gazu, węgla, siły roboczej, buraków cukrowych – wszystko przecież może się przydać), ale nie mogę pojąc, w jakim celu walczyć o demokrację pojechaliśmy aż do Azji Mniejszej (w dodatku walczyć nie słowem, ale kilogramami żelastwa przytaszczonego przez tzw. wojska stabilizacyjne).

 

Wracając do tematu - kiedy tak już grubo ponad tysiąc dni stabilizowaliśmy krainę Baśni 1001 nocy, doszła do naszego narodu informacja –nadchodzą wybory u wschodnich sąsiadów. Media zaczęły interesować się panem Łukaszenką, jego twarz coraz częściej pojawiała się w wieczornych wiadomościach. Postanowiono zrobić coś w celu  „udemokratycznienia” elekcji nowego prezydenta – przecież państwo „postsolidarnościowe” nie może obojętnie patrzeć na takie niegodziwości.

 

Znalazły się pieniądze. Rząd Marcinkiewicza – choć tak często przeze mnie krytykowany – podjął tym razem odpowiednie kroki. Ruszyło, uśmiercone brakiem funduszy, Radio Racja. Tym razem dotowane z polskiego budżetu. Wolna Europa XXI wieku.

 

Nadeszły wybory. Każdy znał ich wynik jeszcze przed rozpoczęciem głosowania. Pan Milinkiewicz zmiażdżony został ponad 80% przewagą Jaśnie Panującego Aleksandra. Ludzie wyszli na ulicę. Gdzieniegdzie widać było polskie flagi. Mniej niż podczas pomarańczowej rewolucji. Po kilku dniach protestu władze wyjechały demonstrantom naprzeciw. Milicja zapakowała ich do samochodów ciężarowych. Areszt za działalność wywrotową. Mogło być gorzej – Łukaszenko zapowiadał traktować demonstrantów jak terrorystów.

 

Działo się to nie więcej nic 400 km od polskiej granicy. Farsa demokracji tuż za naszym płotem. Postraszono sankcjami. Zakazano „obranemu” prezydentowi wjazdu na teren RP. (Wydaje mi się jednak, ze nawet gdyby pana Ł. witano u nas bukietem gożdzików farbowanych w białoruskie barwy narodowe, to nie kwapiłby się do przyjazdu w strony Piasta.)

 

Przykro mi to stwierdzić, ale tak naprawdę nie zrobiliśmy nic. Ani ja, ani prezydent, ani inni, tak bardzo nawiązujący do przeszłości solidarnościowej. Jak w piosence Lao Che – „słuchaj Londyn, nam nie trzeba audycji, my żądamy amunicji”. Pięknie, że Radio Racja nadawało ku pokrzepieniu serc, ale kiedy tam działy się rzeczy ważne zaczęto tylko straszyć sankcjami gospodarczymi - które nota bene uderzą tylko w rzeszę uciskanych Białorusinów. Nie wierzę, by wywarły większy wpływ na postępowanie prezydenta - już przecież Machiavelli pisał „więcej pożytku przyniesiesz swym włościom rządząc raczej strachem niż miłością”. „Na spółkę” z Amerykanami potrafimy bombardować Irak. Walczymy ramię w ramię z Wujem Samem nie wiadomo do końca, o co.  Wysyłamy kolejne kontyngenty. Nie potrafimy pomóc sąsiadowi zza miedzy.

 

Nie chcę też wierzyć w prawdziwość powiedzenia: „naród rosyjski potrzebuje cara”. Ani w to, że na ziemiach Białorusi dożywotnio pozostanie nim Aleksander Łukaszenko. Obyśmy na zmiany nie musieli czekać do następnych wyborów. One mogą się już nigdy nie wydarzyć.

 

Dominik Zając



Komentarze...