Madura do Zająca, Zając do Madury
100 dni nie-Napoleona
access_time 2006-04-06 03:07:33
Aniśmy się obejrzeli, panie Madura, a od ostatniej polskiej koronacji minęło 100 dni. Był tron, czerwone dywany, była (i jest) magnateria, która podejmuje za króla najważniejsze decyzje. I bardzo nie lubi sprzeciwu.

Stefan Batory mawiał, że nie chce być „królem malowanym”, Zygmunt August – „królem waszych (czyli nota bene naszych) sumień”. Lech Kaczyński natomiast w świadomości Polaków zapisał się pamiętnymi słowy – „spieprzaj dziadu” i nie myśli postępować według zaleceń swoich wielkich poprzedników.

 

Bo co to za głowa państwa, która publicznie zwraca się do swojego brata „panie prezesie, zadanie wykonane” (i nie chodzi tu wcale o bezprecedensową kradzież księżyca). Co to za prezydent, który rości sobie prawo do prostowania cudzego kręgosłupa moralnego? Wątpię, by w realizacji tego celu pomogły mu pałki policyjne i coraz dalej idące ograniczenia wolności. Wreszcie (tu gwóźdź programu) - co to za władca, który „nie czyta wszystkiego, co podpisuje”, który składa podpis na wszystkim, co podsuną mu pracownicy? Co jednego dnia daje, drugiego przeprasza, trzeciego żąda wyjaśnień a czwartego oczekuje, że mu zwrócą? Wzorcowy. Przytoczę tu bowiem idealny plan naprawy państwa, opierający się na tym, czego mamy pod dostatkiem – niedopatrzeń.

 

Ktoś od zadań niemożliwych podrzuca na prezydenckie biurko akt ustawy legalizującej związki homoseksualne, marihuanę, skracającej rok szkolny do dwóch miesięcy, ewentualnie decyzję odbierającą koncesję KRRiTV Radiu Maryja. Głowa państwa, jako że przecież ufa swoim podwładnym i zapewne kocha ich miłością nie mniejszą niż cały naród (co bynajmniej nie przeszkadza mu wysuwać w ich stronę oskarżenia przy okazji każdego potknięcia kancelarii) dokument podpisuje.

 

I co? I w kraju przewrót. Lecha Kaczyńskiego zaczyna ubóstwiać Lambda, dostaje listowne zaproszenia na parady równości, ziomy spod bloków uznają go za wy... w kosmos kolesia (i zakładają własne plantację jamajskiego specyfiku), uczniowie z całej Polski wykonują do niego dziękczynne telefony. Ojciec dyrektor może znów stanąć w roli męczennika pro fide, zdradzonego i poniżonego przez zdradzieckich sojuszników, podle wykorzystanego przez członków i inicjatorów żydomasońskiego spisku. Przyczyni się to zapewne w znacznym stopniu do krzewienia idei mesjanizmu RM jako jedynego, wolnego medium.

 

Jarosław Kaczyński wykorzysta zaistniałą sytuacje, by zbliżyć się do PO – przed chwila jeszcze „siostry SLD”. Zostaje zawiązana koalicja powołująca nowy, większościowy rząd. Wybory odwołane – jesteśmy w domu.

 

Pozostaje jedynie czekać na owego „ktosia”, który pomoże przybrać sprawom odpowiedni obrót. Obrót na miarę 100 dni prezydentury Lecha Kaczyńskiego. Oczywista nie można zapomnieć tez o medalu dla Jaruzelskiego. A jak się Lechu zorientuje, to będzie miał drugi - zwrócony, generalski medal do kolekcji.

 

Dominik Zając

 

 

List do K                                                                                          Polska, 100 zachodów słońca później 2006

Ostatnie dni – dla Ciebie – okazały się – łagodnie rzecz ujmując – niesprzyjające. Zrobiono nagonkę. Stado rozwścieczonych bestii pogoniło strwożoną zwierzynę wprost przed strzelby myśliwców. Strzału jednak nikt nie oddał, były za to flesze, komentarze, kamery
i mikrofony – dzisiejsza broń godząca w – mocno już nadszarpnięte – reputację i dobre imię. Nie pomogły tłumaczenia, wystarczyło spojrzeć na spuszczone oblicze i mętny wzrok by zrozumieć wszystko.

 

Muszę przyznać – Panie K. – że od początku obawiałem się drzemiącego w pańskim umyśle, nieco obłąkanego podejścia do przeszłości naszego kraju i jej rozliczenia. Zapowiadałeś, że położysz kres wszelkim niedomówieniom i pozostałościom PRL –u, jednak dalsze twe postępowanie wprowadziło zamęt w tej światłej – według Ciebie – idei. Nieco wyżej wspomniałem, że tydzień zeszły niepomyślny był dla Ciebie – zaczął się tak i zakończył podobnie. Stałeś się pośmiewiskiem mediów i ludzi nieprzychylnych twej osobie twierdząc, że nie z własnej winy… Nie pora szukać sprawców, lecz zastanowić się nad problemem, z którym boryka się społeczeństwo polskie... Niekonsekwencja – dla mnie to jest jego nazwa. Skrupulatny plan wziął – za przeproszeniem – w łeb, kiedy media poinformowały o zatwierdzeniu wniosku o przyznanie Orderu generałowi J. Pospadały głowy za tę decyzję, wietrzono wielką teorię spiskową przeciwko twej osobie, jednak bezpodstawnie. Przecież normalna w świecie rzeczą robić błędy, gorzej z przyznaniem się do nich. Z przedwyborczych plakatów wypominałeś błędy swych poprzedników, poprzedników teraz… klapa! Ale idźmy dalej. Kilka dni później kolejny problem i ten sam sprawca – generał J. Po zwróceniu Orderu, stał się ulubieńcem mediów, co nie przeszkodziło IPN – owi postawić mu zarzutów związanych z wprowadzeniem Stanu Wojennego. Wojennego tutaj też swe trzy grosze wsadziłeś, mówiąc: „Cieszę się, że dożyłem chwili, kiedy temu człowiekowi postawione zostały zarzuty.” Wstyd mi za Pana…

 

Pora kończyć Panie K. Ja w przeciwieństwie do Pana, z honorem odchodzę z ubitej ziemi, a Pan? No cóż… piastowanie funkcji publicznej w państwie nigdy nie było łatwe, jednak utrudnianie sobie tego zadania poprzez nieustanne zmiany poglądów jest dla mnie nieco tajemnicze, wręcz zawiłe… Żegnam ozięble.

 

Michał MAdura

Komentarze...