Dymisja dyrektora - co się dzieje w tarnowskim pogotowiu?
access_time 2010-12-23 13:26:16
To bardzo niebezpieczna sytuacja dla pacjentów - twierdzi członek Rady Społecznej pogotowia z ramienia wojewody małopolskiego Marcin Mikos. Niepokój doradców wywołała niezrozumiała dla nich decyzja o dymisji dyrektora Jacka Żaka.


Członkowie rady społecznej działającej przy tarnowskim pogotowiu ratunkowym boją się o przyszłość placówki. Niepokój doradców wywołała niezrozumiała dla nich decyzja o dymisji dyrektora.

- Kto podpisze kontrakt z Narodowym Funduszem Zdrowia? Kto zapewni to, aby mieszkańcy powiatu tarnowskiego i miasta Tarnowa mieli karetki, dostęp do pogotowia od 1 stycznia? Zdecydowane i jednoznaczne stanowisko Rady Społecznej, aby nie dokonywać zmian i pozytywna ocena dla dyrektora, bo jego osiągnięcia dotychczas dają rękojmię, że ta placówka jest zarządzana w sposób prawidłowy - ocenia członek Rady Społecznej pogotowia z ramienia wojewody małopolskiego Marcin Mikos.

Dlatego Rada Społeczna podczas wtorkowego spotkania udzieliła Jackowi Żakowi poparcia, podkreślając, że jego pracę ocenia bardzo dobrze. Chce także jak najszybciej spotkać się ze starostą tarnowskim Mieczysławem Krasem i poznać motywy jego działania. Posiedzenie rady było bardzo burzliwe. Jej członkowie nie kryli zdziwienia zwłaszcza ostatnimi wypowiedziami starosty, w których poddał on pracę dyrektora ostrej krytyce.

Według starosty tarnowskiego Mieczysława Krasa były dwa powody dymisji. Chodzi między innymi o to, że dyrektorowi nie udało się zjednoczyć załogi. - Druga rzecz, to pan dyrektor próbował podjąć decyzje o organizowaniu dwu-zespołowych karetek wyjazdowych tzw. wypadkowych. Dla nas jest to rzecz nie do przyjęcia. Nie wyobrażam sobie, że w kartkach będą jeździć tylko dwie osoby, tj. kierowca-ratownik i ratownik. - komentuje Mieczysław Kras.

Wypowiedzi starosty tarnowskiego stoją w sprzeczności z tym, co szef powiatowego samorządu mówił przed wyborami, po zakończonej kontroli pogotowia. Wtedy ocena Krasa była pozytywna. Starosta odpowiada jednak, że jego zdanie pozostaje niezmienne od kilku miesięcy. - Dyrektor Żak zrobił bardzo dużo dobrego dla stacji. Wymienię choćby certyfikat ISO czy dyslokację karetek pogotowia. Ale pomysł ze zmniejszeniem zespołów ratunkowych z trzech osób do dwóch był nie do przyjęcia, a oliwy do ognia dolały nasilające się skargi personelu na to, że dyrektor nie rozmawia z nimi i skłóca załogę - wyjaśnia Mieczysław Kras, który jeszcze kilka miesięcy temu w wypowiedzi dla Gazety Krakowskiej komplementował Żaka za uspokojenie nastrojów wśród załogi pogotowia.

Podczas spotkania rady okazało się, że u starosty interweniowała tylko Solidarność (zrzesza 24 pracowników pogotowia). Związki ratowników medycznych (ok. 40 pracowników) oraz pielęgniarek i położnych (18 pracowników) pozytywnie oceniają współpracę z dyrektorem.

Podczas spotkania z radą Jacek Żak wyjaśnił istotę stworzenia zespołów dwuosobowych. - Przede wszystkim to nie ja wymyśliłem tę koncepcję, lecz ministerstwo. Pomysł zakłada, że dwóm ratownikom towarzyszyłaby tak zwana trzecia para rąk, czyli ratownik z urzędu pracy. Jest to forma oszczędności oraz doskonała kuźnia dla adeptów ratownictwa. Takie zespoły funkcjonują już między innymi w Mielcu i Radomyślu Wielkim - tłumaczył.

Ostatnim zadaniem dyrektora ma być doprowadzenie do końca procedur kontraktowania usług z NFZ. - Nie pozwolę, aby mówiono, że nie dopełniłem obowiązków - kończy.

Więcej w dzisiejszym wydaniu Gazety Krakowskiej


Zobacz także:
Karetka nie przyjechała do chorej

Komentarze...