Zabójca byłej żony popełnił samobójstwo w areszcie
access_time 2010-12-17 12:58:23
Udusił byłą żonę stetoskopem, potem położył się na torach, aby popełnić samobójstwo, ale w porę zatrzymali go policjanci. Za popełnioną zbrodnię Andrzej Z., mieszkaniec bloku przy ul. Padarewskiego, miał stanąć przed sądem. Nie pojawi się na wokandzie. Odebrał sobie życie w areszcie śledczym w Krakowie.


Tarnowianin Andrzej Z. który w maju tego roku udusił swoją byłą żonę, nie stanie przed tarnowskim sądem. Mężczyzna powiesił się w areszcie śledczym w Krakowie. Między godziną 4.10 a 4.30 powiesił się w kąciku gospodarczym w wieloosobowej celi. Pętlę zrobił z prześcieradła. Natychmiast po znalezieniu wiszącego mężczyzny rozpoczęto reanimację, jednak pół godziny później lekarz stwierdził zgon. W nocy, gdy więzień popełnił samobójstwo, jego cela była kontrolowana 12 razy w różnych odstępach czasu.


Przypomnijmy:
Andrzej Z., 46-latek bez zawodu, niekarany, utrzymujący się z renty, o ponadprzeciętnej inteligencji, ekscentryk. Ona, 31-letnia pracownica firmy produkującej opakowania i worki foliowe, ale miała też za sobą studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Małżeństwem byli 10 lat, nie mieli dzieci.

Mieszkali w bloku przy ul. Paderewskiego w Tarnowie, a awantury w dużej mierze dotyczyły pieniędzy. Mąż miał też pretensje do żony, że nadużywa alkoholu, nie zgadzał się również, by pracowała, bo wypłatę przeznaczała na piwo. Bywało, że zamykał partnerkę w mieszkaniu na klucz. Zdarzało się, że do pracy przychodziła posiniaczona, właścicielowi firmy opowiedziała o trudnych relacjach z mężem.

- Raz jej mąż pojawił się u mnie w zakładzie. Wysoki, w kapeluszu, ubrany na czarno, w okularach lenonkach wyróżniał się z tłumu. Na rękach miał tatuaże w kształcie swastyk - przypomniał sobie Robert C., były już pracodawca zamordowanej.

W styczniu br. doszło do incydentu, podczas którego Andrzej Z. zaatakował żonę nożem. - Porysowałem Kaśkę po brzuchu. Byłem agresywny, bo niekompletnie ubrana chciała w nocy iść po alkohol - wyjaśniał potem na przesłuchaniu. Katarzyna Z. najpierw zawiadomiła policję, ale potem odmówiła składania zeznań obciążających męża, dlatego sprawę umorzono.

Złożyła pozew o rozwód, który został orzeczony w marcu. Mimo formalnego rozwiązania związku para dalej mieszkała razem. Andrzej Z. zajmował duży pokój, Katarzyna Z. mniejszy. W tym czasie ona poznała w pracy 26-letniego Marka M. Zostali parą, mężczyzna zaczął odwiedzać ją w mieszkaniu. To wywoływało ataki wściekłości byłego męża.

Do kolejnej awantury na tym tle doszło 5 maja. - Chcę zameldować Marka w mieszkaniu. Zgodzisz się? - pytała Andrzeja Z. On był przeciwny, wpadł we wściekłość. Gdy około godz. 23 Marek M. wyszedł z mieszkania, Andrzej Z. po cichu wszedł do pokoju byłej żony. Usiadł na łóżku, zarzucił jej sznurek na szyję, zaczął dusić. W pewnej chwili zwolnił uścisk, chociaż kobieta się nie broniła. - Mogę sobie jeszcze zapalić przed śmiercią? - zapytała była żona. Mężczyzna odmówił i dalej dusił pokrzywdzoną.

Po pięciu minutach stetoskopem sprawdził, czy jeszcze żyje. Potem napisał list, w którym przyznał się do zabicia żony i wyjawił, że "idzie się zabić na tory". O godzinie 6.26 rano wysłał jeszcze SMS-a do brata, w którym napisał o dokonanym zabójstwie i zamiarze samobójstwa. Brat natychmiast powiadomił policję.

Jeden patrol pojechał na ul. Paderewskiego, gdzie znaleziono list i zwłoki Katarzyny Z. Druga grupa funkcjonariuszy w tym czasie przeczesywała okolice ul. Lwowskiej w poszukiwaniu Andrzeja Z.

Pijanego 46-latka zatrzymano w ostatniej chwili: pociąg się zbliżał. Andrzej Z. przyznał się, że przepuścił już trzy składy, które jechały zbyt wolno, by się pod nie rzucić. W całości przyznał się do winy. Podczas przeszukania znaleziono kolejny jego list, datowany na kwiecień 2010 r., w którym już wtedy zapowiadał, że dokona zabójstwa.

Proces mężczyzny ruszy w grudniu.


Więcej na kryminalnamalopolska.pl

Komentarze...