Konsekwencje zostaną wyciągnięte - rozmowa z Bogdanem Gurgulem, prezesem Unii Tarnów ŻSSA
access_time 2011-08-04 13:50:33
Wszystko wskazywało na to, że po słabym początku sezonu zawodnicy Tauron Azotów zanotują świetny finisz rundy zasadniczej i z szóstego miejsca wejdą do play-offów. Aby zrealizować ten cel wystarczyło wygrać w niedzielę z Betardem Spartą Wrocław i nie oglądając się na innych tarnowianie znaleźliby się w finałowej szóstce. Tak się nie stało, jeźdźcy spod znaku Jaskółki przegrali na swoim torze 27:39 i muszą się teraz martwić o utrzymanie w lidze.
Panie prezesie, nie mogę zacząć inaczej jak tylko od pytania o oddanie się zarządu Unii Tarnów ŻSSA do dyspozycji Rady Nadzorczej. Bogdan Gurgul: W związku z trudną sytuacją sportową drużyny oddaliśmy się do dyspozycji Rady Nadzorczej, ponieważ uznaliśmy, że sytuacja tego wymaga. Chcieliśmy, żeby organ nadzorczy zadecydował co dalej. To nie była rezygnacja czy też dymisja, tylko oddanie się do dyspozycji. Rada nie uznała za słuszne odwołać zarząd i zaleciła nam pewne działania, które musimy podjąć i które są od nas wymagane. Podstawowym zadaniem jest w tej chwili utrzymanie się w Speedway Ekstralidze. Czyli rozumiem, że Rada Nadzorcza pozytywnie oceniła pracę zarządu. - Jest dokładnie tak, jak w oficjalnym oświadczeniu zamieszczonym na stronie internetowej klubu. Rada Nadzorcza oceniła, że nie ma podstaw do odwołania zarządu. Nie podeszliście do tego nazbyt emocjonalnie? W końcu to nie wina zarządu, że spadł deszcz i tor był taki, a nie inny. - Nie sądzę, aby było to emocjonalne podejście. Nie złożyliśmy bowiem formalnej dymisji, że nieodwołalnie rezygnujemy, tylko po prostu uznaliśmy, iż o tym, czy dalej zarząd ma funkcjonować w tym składzie personalnym powinien zadecydować organ nadzorczy. To nie są żadne nerwowe ruchy. Czujemy się po prostu odpowiedzialni za wszystko, co dzieje się w klubie. Jest przecież odpowiedzialność zarządu za całokształt. Zgadzam się z panem, że deszcz to nie jest wina zarządu, o ile czynniki pogodowe mamy obarczać o zły wynik drużyny. Nie ukrywam, że rezultat niedzielnego meczu z Betardem Spartą Wrocław bardzo mnie zaskoczył. - Podobnie jak nas, czyli zarząd klubu. Wszystkim nam się wydawało, że mecz z wrocławianami będzie kropką nad "i", takim zwieńczeniem dzieła w drodze do play-offów. Po wygranych meczach z PGE Marmą Rzeszów, i to w dodatku z bonusem, z Unią Leszno, bo jakby nie było niewiele drużyn wygrywa z tą ekipą oraz z Włókniarzem Częstochowa, również z bonusem, myślałem, że nasza drużyna wie jakie są cele i stać ją na zwycięstwo nad Betardem Spartą. Tym bardziej, że decydujący mecz odbywał się na naszym torze. Nikt w to chyba nie wątpił. Co było przyczyną porażki? Tylko ten deszcz, który bardzo zmienił nawierzchnię waszego toru, czy też może zawodnicy nie byli do końca zmobilizowani? - Wszyscy zawodnicy jechali na takim samym torze. Nie zrzucałbym wszystkiego na pogodę, bo żużlowcy na świecie jeżdżą w różnych warunkach. Kilku podstawowych jeźdźców zawiodło. Nie wygrywa się biegów, więc mecz się przegrywa. I tyle. Pogoda przerwała mecz, ale trudno powiedzieć, czy gdybyśmy dojechali do końca, dogonilibyśmy wrocławian i przeforsowali to na swoją korzyść. Pewnie nie. Tor był równy dla wszystkich, zawodnicy Tauronu Azotów nie mieli żadnego handicapu, więc do meczu przystępowali z tej samej pozycji co wrocławianie. Chyba po prostu wygrali lepsi? - Nie uważam, żeby wygrali lepsi. Według mnie nasza drużyna jest mocniejsza i bezwzględnie powinna zwyciężyć w tym mecz. Niezależnie od tego, w jakich warunkach torowych byłby on rozgrywany. Sebastian Ułamek w rozmowie z naszym portalem powiedział, że ten mecz ze względu na ciężki stan toru nie powinien się odbyć. - Ja tak nie uważam. Były konsultacje trenera z zawodnikami i z tego co mi przekazano wszyscy orzekli, że ten mecz trzeba jechać. Wiadomo, jakie terminy rezerwowe wchodziły w grę. Powtórkę należało rozegrać najpóźniej do czwartku i w tym czasie nie bylibyśmy w stanie skompletować całego zespołu z uwagi na starty naszych jeźdźców w ligach zagranicznych. Według moich informacji cała drużyna zgodziła się na odjechanie tego meczu i tak się po prostu stało. Pogoda rzeczywiście mocno wszystko utrudniła i spotkanie trzeba było przerwać. Niemniej jednak przed rozpoczęciem zawodów nie było głosów sprzeciwu. Panie prezesie, co teraz? Głupio formułować to w ten sposób, ale czy polecą jakieś głowy? Trener, menedżer, czy też któryś z zawodników zostanie wezwany na dywanik do zarządu? - We wtorek odbyło się zebranie Rady Nadzorczej i pewne ustalenia w tej kwestii są i mogę zapewnić, że będą podejmowane. Tak jak jest napisane w oświadczeniu, konsekwencje wobec zawodników i całego sztabu szkoleniowego zostaną wyciągnięte. Konkretne decyzje zapadną w tym tygodniu. Ale proszę nie pytać o głowy, bo to jest dość brutalne sformułowanie i nie chcę się ustosunkowywać do takiego stwierdzenia. Info: sportowefakty.pl
Komentarze...