Strumienie piwa, muzyki i dobrej zabawy podczas Juwenaliów Tarnowskich 2012 (FOTO)
access_time 2012-05-21 13:26:50
Rock, reggae, rap, ładna pogoda, zimne piwo i dobra atmosfera – tak w skrócie podsumować można Piknik Studencki kończący Juwenalia Tarnowskie 2012. Na imprezie, która odbyła się 19 maja na stadionie KS Błękitni, wystąpili tacy artyści, jak: happysad, HiFi Banda oraz Ten Typ Mes.
Początek wcale nie zwiastował końcowego sukcesu. Mały chaos i problemy w kwestii możliwości podpięcia się kolejnych zespołów na scenie sprawiły, że impreza wystartowała z opóźnieniem. Jednak takie zakulisowe akcje nie dotyczyły liczących na dobrą zabawę ludzi, gromadzących się powoli, acz sukcesywnie, na płycie stadionu KS Błękitni. Chłodne piwo zapewniane przez głównego sponsora Al. Capone, słoneczna pogoda i dobre towarzystwo umilały oczekiwanie na rozpoczęcie imprezy. Ten najtrudniejszy kawałek chleba, czyli występ przed nierozgrzaną i wciąż schodzącą się publiką, przypadł w udziale grupie Reggeneracja. Czwórka muzyków, aby zagrać dosłownie pół godziny na Juwenaliach Tarnowskich, odbyła długą drogę z Ustrzyk Dolnych. Ich koncert obfitujący w brzmienia reggae podparte gitarowymi dźwiękami, dobrze sprawdził się jako swego rodzaju rozgrzewka przed kolejnymi etapami imprezy. Niespodziewana choroba Małpy, który w pierwszej wersji miał być jedną z gwiazd tarnowskiego święta żaków, sprawiła, że już około godziny 17. na scenie zameldowali się przedstawiciele Alkopoligamii – Ten Typ Mes i Stasiak, wspierani przez didżeja BBG. Warszawiacy godnie zastąpili swojego toruńskiego kolegę. Pomimo tego, że muzycy spieszyli się na podobną imprezę do Nowego Sącza, publiczność zgromadzona tego dnia pod sceną miała okazję usłyszeć naprawdę sporo utworów z repertuaru Mesa (“Studio, scena, łóżko”, “25″ wykonane na siedząco zarówno przez raperów, jak i publikę, “My”, “Otwarcie”, “Zanim znajdziemy”), Stasiaka (“Ja chcę być vintage”) i formacji 2cztery7 (“Złe nawyki”, “Spaleni innym słońcem”). Występ, który w normalnych koncertowych okolicznościach potrwałby zapewne o wiele dłużej, i tak przyniósł sporo pozytywnych emocji, czego dowodem żywo reagujący ludzie. Po wykonawcach z Alkopoligamii na scenie pojawili się raperzy z tarnowsko-krakowskiej ekipy Na Grubym Cieście. Panowie, wspierani głośno przez lokalnych fanów oraz Pana M za gramofonami, zaprezentowali kilka numerów, którymi jeszcze bardziej rozbujali zgromadzonych pod sceną słuchaczy. Hip-hopowa część Juwenaliów zakończyła się występem zespołu HiFi Banda, podczas którego emocje sięgnęły zenitu. Przy kolejnych numerach (co warto zaznaczyć, znanych wers w wers przez niemal każdego), raz po raz w górę wędrował las falujących rąk. Wszyscy fani stołecznej ekipy mogli po występie czuć pełną satysfakcję – oprócz utworów pochodzących z płyt “Fakty, ludzie, pieniądze” i “23:55″, Diox i Hades nawinęli także kilka numerów ze swoich solowych wydawnictw. Diox był też największym celem łowców autografów. Raper po koncercie naprawdę długo podpisywał różne podsuwane mu rzeczy (płyty, czapki, koszulki, bilety) oraz pozował do zdjęć z fanami. Gwiazdą tegorocznego święta tarnowskich żaków była formacja happysad. Ta założona w 2001 roku w Skarżysko-Kamiennej grupa, której ostatnia płyta ukazała się niespełna trzy lata temu, to jeden ze stałych bywalców tego typu imprez. Tylko w tym roku zespół zagrał (lub zagra) na juwenaliach m.in. w Krakowie, Rybniku, Kielcach, Rzeszowie i Warszawie. Nic więc dziwnego, że Kuba Kawalec razem z kolegami doskonale wiedzieli, co i jak zagrać, by zgromadzony na stadionie tłum dosłownie oszalał. Jako bezpośredni support przed happysad wystąpili By Million Wires, których debiutancki album “Letters to the Absent” ukaże się dosłownie za kilka dni. Trzeba przyznać, że na przetasowaniach w line-upie najlepiej wyszła właśnie tarnowska grupa. To oni dostali szansę zagrania w czasie, kiedy publika pod sceną jest najliczniejsza. Okazję daną im przez zbieg okoliczności wykorzystali w pełni. Co prawda, z powodu wcześniejszych opóźnień, ich występ nie trwał tak długo, jak pierwotnie przewidywano, jednak formacja po kilku zagranych utworach otrzymała niemałą porcję braw. Rockowy klimat, w jaki wprowadzona została publiczność, dobrze ro(c)kował na ostatnie godziny juwenaliowej zabawy. Krótko i treściwie – występ happysad zrobił na tarnowianach spore wrażenie. Zarówno fani zespołu, jak i ci, dla których koncert był pierwszym kontaktem z twórczością formacji, bawili się przy dźwiękach kolejnych przebojów. A było ich sporo, by wymienić tylko “Made in China” i “Zanim pójdę”. Happysad działali na publikę niczym magnes, dosłownie przyciągając ludzi coraz bliżej. Tłum parł do przodu do tego stopnia, że barierki ustawione centralnie pod sceną nie wytrzymywały naporu. Z pomocą przyjść musiała więc… ochrona. Panowie w uniformach siłą własnych mięśni podtrzymywali metalową konstrukcję oddzielający ludzi od sceny już do samego końca. Nie ma się co oszukiwać – Juwenalia Krakowskie, które posiadają wieloletnią tradycję i prestiż w muzycznym środowisku, i warszawskie Ursynalia poparte sporym budżetem, biją na głowę tarnowską imprezę. Jednak organizatorom (tym samym, którzy stali również za edycją z 2011 roku) oddać należy, że z powierzonych zadań wywiązali się dobrze. Pomimo początkowych problemów, udało im się doprowadzić muzyczną część trzydniowego święta żaków bez większych ekscesów do szczęśliwego końca. Potwierdzają to doskonale: frekwencja porównywalna z ubiegłoroczną oraz masa uśmiechniętych osób opuszczających stadion po imprezie. Do następnego roku? Tekst: Mateusz "Axun" Kołodziej / axunarts.pl Foto: Jakub Seruś
Komentarze...