Niekończąca się przygoda Mieczysława Bieńka (FOTO)
access_time 2013-02-18 16:12:17
W piątek, 15 lutego, w CSM odbyło się spotkanie z cyklu "…za horyzont domu" z Mieczysławem Bieńkiem.
Mieczysław Bieniek jest górnikopodróżnikiem. Podczas swoich wypraw stara się przede wszystkim dotrzeć do ludzi, poznać ich świat, ich myśli i serca. Jako prawdziwy górnik fedruje nowo poznawaną rzeczywistość. Bieniek to facet, który zwykłe szare życie przemienił w ciąg niekończących się przygód. Jego tytułowa podróż jest tego najlepszym dowodem, a zwłaszcza jej zaskakujący finał. Mieczysław Bieniek (ur. w 1956 r. w Katowicach). Były górnik, który po ciężkim wypadku rozstaje się z kopalnią i rozpoczyna nowy, podróżniczy etap w swoim życiu. Od 1971 roku, po ukończeniu technikum górniczego, pracuje jako górnik dołowy w kopalni KWK Wieczorek. Udziela się także jako ratownik górniczy. W sumie w górnictwie przepracował 27 lat. Za swoje osiągnięcia dla górnictwa zostaje odznaczony m.in. dwukrotnie Złotym Krzyżem Zasługi. W 2000 roku ulega ciężkiemu wypadkowi górniczemu, w wyniku którego traci wzrok w jednym oku. Oznacza to też koniec pracy na kopalni. W ramach swoistej terapii psychicznej rusza w świat. Najpierw do Indii, potem do kolejnych krajów azjatyckich, afrykańskich i Ameryki Południowej. W sumie odwiedził kilkadziesiąt krajów na czterech kontynentach. Z czasem wypracowuje własny styl podróżowania, w którym szczególnie ceni sobie docieranie do trudno dostępnych miejsc i celów, rzadko odwiedzanych przez brać podróżniczą. W 2006 roku na swoje 50. urodziny wyrusza w kilkumiesięczną podróż lądową do Dalajlamy w Indiach. W końcowej części tej drogi towarzyszy mu filmowiec Paweł Wysoczański. Z nakręconych materiałów powstaje film dokumentalny "W drodze", którego fragmenty będzie można zobaczyć na spotkaniu. W 2010 roku Bieniek wydaje swoją pierwszą książkę "Hajer jedzie do Dalajlamy", będącej opisem zarówno całej wędrówki do Dalajlamy, jak i wielu przygód z dzieciństwa, życia dorosłego, a przede wszystkim z innych podróży azjatyckich. Zanim runął jego dotychczasowy świat, runęła ściana w kopalni "Wieczorek", gdzie pracował przez dwadzieścia siedem lat, jako górnik strzałowy. Dostał w tył głowy, nieprzytomnego przewieźli go do szpitala. Ocknął się po sześciu dniach. Niewiele pamiętał. Dziewięć miesięcy dochodził do siebie. Doznał zapalenia nerwu krzyżowego, częściowo stracił wzrok i słuch. O powrocie do dawnego życia nie było już mowy. Nowe życie zaczęło się przy ulicznej reklamie biletów lotniczych. Kupił bilet do Indii. Żonie powiedział, że jedzie na kilka dni w góry, przemyśleć parę spraw, nabrać energii, odpocząć. Spakował bochenek chleba, jedną konserwę, kilka zupek w proszku i poleciał do Delhi. Jak wariat. Foto: Norbert Ziemirski
Komentarze...