Tomek Habiniak - wart ponownego odkrycia. Przyjdź do BWA i zobacz wystawę jego karykatur, komiksów, obrazów i pamiątek
access_time 2021-05-31 20:43:00
W Biurze Wystaw Artystycznych można oglądać zbiór karykatur, komiksów, obrazów i pamiątek z archiwum Tomka Habiniaka. Warto się wybrać, tym bardziej, że to pierwsza i jedyna wystawa prac zmarłego w zeszłym roku tarnowskiego rysownika.

Tomek Habiniak był utalentowanym ilustratorem i grafikiem komputerowym. Przez lata publikował swoje satyryczne rysunki w „Echu Tarnowa”, „TEMI”, „Nowym Tygodniku”, tygodniku „Bez Cenzury” czy w „Miasto i Ludzie”. Na wystawie w Pałacyku Strzeleckim - siedzibie BWA, można zobaczyć m.n. karykatury tarnowskich celebrytów oraz znanych postaci ze świata lokalnej polityki i biznesu z ostatnich kilkunastu lat.

- W tym roku skończyłby 56 lat. Miał wielkie serce i mocną głowę oraz równie wielki talent. Był znakomitym rysownikiem i grafikiem ale przede wszystkim karykaturzystą. Jednym z ostatnich, co tak kreską wodził, a raczej uwodził liczną rzeszę odbiorców swoich prac. W Tarnowie był w swojej maestrii bezkonkurencyjny ale przez swoje rodzinne miasto bezapelacyjnie odrzucony i wręcz urzędowo bojkotowany. Wystarczy powiedzieć, że nigdy nie miał w Tarnowie swojej wystawy, a przecież stworzył kilkaset oryginalnych prac plastycznych. Przez lata 2005-2015 Habi był dobrym duchem tarnowskiej bohemy, kolorowym ptakiem lokalnej cyganerii. Nie ukończył żadnej szkoły plastycznej, był absolwentem I LO, imał się różnych zajęć, m.in. był zaopatrzeniowcem w teatrze, prowadził własną agencję reklamową, był barmanem. Miał niesłychaną łatwość tworzenia - wspomina jego przyjaciel, Ryszard Zaprzałka.

- Był wielkim czcicielem Bachusa, nic też dziwnego, że chętnie bywał barmanem w knajpkach na Rynku i wokół Starówki. Bardzo lubili go podobni do niego „popaprańcy”, z wielką wyrozumiałością wysłuchiwał ich zwierzeń, polewał i rozgrzeszał... Umiał słuchać ale też był niezrównanym gawędziarzem i facecjonistą. Mimo pozornej szorstkości był bardzo wrażliwy - prawdziwy „brat łata”. Żył szybko, bezkompromisowo, nie dbał o siebie i swoje zdrowie. Nigdy nie założył rodziny - był samotnym wilkiem i autsajderem  z wyboru. Był wolny ale nieuleczalnie chory na sztukę, co zaowocowało trwałym defektem jego serca. I to ono zatrzymało się w niedzielę 5 stycznia w szpitalu, gdzie trafił w wigilię 24 grudnia i skąd już nie wrócił do bloku przy ulicy Lwowskiej gdzie mieszkał wraz z matką. Niedawno odszedł jego brat, a teraz w rozpaczy pozostawił siostrę i siostrzeńców, którzy go uwielbiali... oraz garstkę przyjaciół. Jak na człowieka orkiestrę uwielbiał bluesa i jazz oraz kochał bezwarunkowo Pink Floydów - dodaje Zaprzałka. - W ostatnich latach Tomek zasłynął jako utalentowany karykaturzysta, miał mnóstwo zleceń od miejscowych celebrytów, znanych biznesmenów i przedsiębiorców, polityków i działaczy. Jego kolorowe karykatury robiły prawdziwą furorę, jako prezenty - niespodzianki oraz jubileuszowe suweniry, co pozwalało mu na jakie takie finansowe trwanie a raczej przetrwanie. W sumie stworzył ich grubo ponad setkę.

Wystawa była planowana na zeszłoroczną Talię, ale z powodu pandemii nie doszła do skutku. W Pałacyku Strzeleckim można ją oglądać do 20 czerwca.

Fot. Matusz Niemczura

Komentarze...