Pytania radnych – Stanisław Klimek: Co dalej z kotłownią na Paderewskiego?
access_time 2004-03-23 20:09:52

Na Sesji Rady Miasta radni zgłaszają pytania do Prezydenta i Urzędu Miasta, w sprawach interwencyjnych. Obiecaliśmy, że pójdziemy śladem tych pytań. Dziś, temat poruszony na ostatniej Sesji, przez Stanisława Klimka: Co dalej z kotłownią na ulicy Paderewskiego?


[[fotka1]] 30 lat wystarczy, by na polach i łąkach powstały osobliwe ruiny, a ulica Paderewskiego jest na to najlepszym przykładem. W roku 1971, a więc nie tak znowu dawno, była potrzebna kotłownia dla powstającego tu osiedla. Wybudowano ją w szybkim tempie, na prywatnym gruncie, wywłaszczając wcześniej właścicieli działki. W krótkim czasie okazało się, że te małe osiedlowe kotłownie nie są już potrzebne i powstał problem - co z tym „fantem” zrobić? Na Paderewskiego nie zrobiono nic.


 


Stan na dzień dzisiejszy: ruina z powybijanymi szybami, zardzewiałymi konstrukcjami, a na ścianie przylepiona kartka: obiekt grozi zawaleniem. I to wszystko w centrum osiedla, na wydawałoby się spokojnej ulicy. Bramy do kotłowni nie ma. Wejść tu może każdy o dowolnej porze… i wchodzą. Powstał szczególnego rodzaju „park rozrywki” dla marginesu społecznego, niebezpieczne miejsce zabaw dla dzieci z osiedla, „dziki klub” dla młodzieży.


Wśród walającego się po terenie wokół kotłowni rumowiska, ślady tego - co tu się dzieje i jakie upodobania mają bywalcy obiektu. Mnóstwo tłuczonego szkła, butelek, zgniecione pojemniki po butaprenie, a nawet stringi i biustonosz. Samo wejście do kotłowni zakratowane, ale dla młodych ludzi, zdobycie okien na I piętrze (są dość nisko) nie stanowi żadnego problemu.


 


[[fotka2]] Spotykam tu chłopców, którzy przyszli chwilę posiedzieć na betonowej ławeczce. Nie wyglądają na margines - zadbani, mają po 17 lat, mieszkają na pobliskim osiedlu. Pytam ich, co sądzą o swoich osiedlowych ruinach?  „Najlepiej by było, jakby tu halę nam wybudowali, albo coś, byłoby fajnie” - Pokazują mi studzienki, częściowo zasypane śmieciami i gruzem. „Jak przyjeżdżała policja, to w nich chowali się bywalcy ruin kotłowni. Teraz je zasypano, wcześniej miały ze dwa metry głębokości”. Zwracają moją uwagę na balkon. Nie wygląda zbyt bezpiecznie, strach pod nim stać. To na nim bawią się często chłopcy z osiedla.


Pytam czy w okolicy mają jakiś klub, jakieś miejsce gdzie można spędzać czas? „Nie - tu nic nie ma, mamy tylko dwa boiska, co można pograć”


 


Spotykam i byłych właścicieli terenu, na którym stoi kotłownia, Państwo Aleksander i Maria Książek. To od nich dowiaduję się o tym - jaka jest historia tego kawałka ziemi, który kiedyś, w części, był własnością ich rodziny.


 


Państwo Książkowie starają się od wielu lat, o zwrot tego terenu. Wywłaszczeni w 1971 roku pod przymusem prawnym, próbują szukać sprawiedliwości w nowych czasach. Dokumenty wędrują od około 6 lat i nie ma żadnych decyzji. Problemem jest obiekt. Kilka lat temu był jeszcze w dobrym stanie, nadającym się do zagospodarowania. Wiele takich kotłowni w Polsce przerobiono na bardzo przydatne miejsca. Przykład choćby w Krakowie na osiedlu Wieczysta. Tam w nieużywanej już kotłowni, powstało znakomite miasteczko zabaw dziecięcych, cieszące się ogromna popularnością. Dziś kotłownia na Paderwskiego jest już finansowym węzłem gordyjskim. Remont praktycznie już się nie opłaca, rozbiórka jest również bardzo kosztowna.


 


Pan Aleksander Książek mówi: „Czy musi się stać wypadek? Czy dopiero jak ktoś się zabije ktoś coś zrobi?… Młodzież tu chodzi, wspina się. Nawet wyciąg, taki kołowrotek mieli. Do czasu, aż im go ukradli - bawili się nim na balkonie kotłowni. Gniazdo zrobili sobie ze stempli, dwa razy straż go demontowała. Tu bawią się 12, 14-latkowie o wypadek łatwo, Dlaczego to tak jest?”


 


Pani Maria Książek: „W 71 roku otrzymaliśmy symboliczne odszkodowanie z tytułu uwłaszczenia, jak dobrze pamiętam było to 3,50 za m kwadratowy. Nie mieliśmy nic do gadania. W roku 96 udało nam się odzyskać część działki obok. Nie było łatwo. MPEC, miał w wieczystym użytkowaniu naszą działkę. Przez dwa lata płaciliśmy czynsz do MPEC, za swoją działkę, o której zwrot występowaliśmy. Przedłużano podjęcie decyzji, a każdy miesiąc do było 2100 zł czynszu. Kiedyś mieliśmy swój dom przy ulicy Klikowskiej, nasze pole ciągnęło się pasem, aż po Piaskówkę, po teraźniejsze bloki na ulicy Elektrycznej. Etapami nas wywłaszczano... Takich jak my jest więcej…Tu w kotłowni wszystko wynoszą. Oni tu, te bramy - to w biały dzień wywieźli… Jak pamiętam dzwoniłam na policję, nikt się wtedy nie zainteresował, nikt nie przyjechał… A ci, położyli sobie na wózek bramę, wypili sobie jeszcze dwa piwa i pojechali spokojnie. Teraz policja jest tu dość często… „


 


 


[[fotka3]] Rozmawiam z Panem Stanisławem Klimkiem - radnym, który na ostatniej sesji upomniał się o ten obiekt:


„Teren niszczeje, jest zaniedbany, stanowi także zagrożenie dla okolicznego osiedla. Uważam, że Urząd powinien dbać o estetykę miasta. Obok są sklepy, przyjeżdżają tu ludzie także spoza osiedla i spoza Tarnowa - przyjeżdżają i kręcą głowami, a my się wstydzimy jako radni".


 


Pytanie na sesji Rady Miasta padło. Pan Prezydent ma czas 30 dni, by na nie odpowiedzieć. Będziemy śledzić jak potoczą się losy interwencji, jaka będzie odpowiedź i co stanie się z nieszczęsnymi ruinami.


Komentarze...