“Czuję, że mogłabym coś zrobić”
access_time 2004-05-19 19:06:55

Dziś rozmawiamy z Panią Urszulą Gacek, kandydatką do Parlamentu Europejskiego z listy Platformy Obywatelskiej. To kolejna z naszych rozmów z cyklu prezentacji kandydatów do PE.

[[fotka1]] tarnow.net.pl: Jak wygląda Pani codzienne życie?


Urszula Gacek: Jesteśmy w tej chwili w mojej firmie. Jest to firma, którą założyłam tyle lat temu, ile ma teraz moja córka, czyli 16 lat. Założyłam ją w Wielkiej Brytanii, w Oksfordzie. Od 1991 roku firma funkcjonuje w Polsce. Zajmujemy się doradztwem w branży chemicznej i energetycznej. Ja jestem uznana, jeżeli tak można o sobie powiedzieć, za eksperta od polskiego przemysłu chemicznego, energetycznego, a ostatnio także biopaliw. Taki jest zakres mojego działania zawodowego. Natomiast od 5 lat angażuję się dość mocno w sprawy rozwoju regionalnego powiatu i miasta Tarnowa, poprzez uczestnictwo w różnych przedsięwzięciach i programach. Jednym z nich było uruchomienie ”Plastikowej Doliny”. Program ten długo rodził się w bólach. Obecnie mam satysfakcję, że projekt ten jest realizowany, a Klaster doczekał się własnego gruntu, uzbrojonego za pieniądze centralne. Są już pierwsi inwestorzy. Właśnie wchodzi kolejna firma z Koszalina. Inwestują tutaj firmy z polskim kapitałem, ale możemy pochwalić się także dużym zainteresowaniem ze strony zagranicznych inwestorów. Od podstaw zaangażowałam się w to przedsięwzięcie. Do listopada 2000 roku pełniłam funkcję prezesa Tarnowskiego Klastera Przemysłowego ”Plastikowa Dolina” S.A. Również teraz, cały czas staram się pomagać Klasterowi, przede wszystkim w sprawach związanych z kontraktami zagranicznymi. 


tarnow.net.pl: Pani studiowała w Oksfordzie? 


Urszula Gacek: Tak. Na ścianie tutaj wisi właśnie mój dyplom i wspólne zdjęcie studentów z mojego rocznika. Jestem tu… pośrodku. Urodziłam się w Wielkiej Brytanii, co można poznać po moim akcencie. Urodziłam się tam w polskiej rodzinie. Mój ojciec walczył w Armii Generała Andersa i po wojnie osiedlił się w Wielkiej Brytanii. Strasznie żałuję, że mój tata jest w tej chwili w Anglii, bo pewnie pojechalibyśmy razem pod Monte Cassino, aby wziąć udział w uroczystościach 60-tej rocznicy zwycięskiej bitwy. Ojciec przyjedzie do Polski dopiero za 10 dni.  Mój tata ma 86 lat, pochodzi spod Wilna. Był w osobistej obstawie Generała Andersa, walczył pod Monte Cassino. Był saperem i jak mówi, jest wielkim szczęściarzem, bo być saperem i przeżyć wojnę to znaczy mieć ogromne szczęście. Po wojnie nie było po co wracać do kraju - nie było już wolnej Polski - ojciec więc wylądował w Wielkiej Brytanii. Moja mama natomiast pochodzi z podtarnowskich Zgłobic. Wyemigrowała do Anglii w 1961 roku, tam poznała tatę, a ja urodziłam się w 1963 roku. W Manchesterze spędziłam całe swoje dzieciństwo, z przerwami na długie wakacje - co roku w Polsce, a konkretnie nad Dunajcem, w którym moczyłam nogi już jak miałam dwa lata. Cały czas miałam kontakt z Polską. Nawet męża mam ze Zgłobic, zresztą sąsiada mojej babci.  


To, że udało mi się dostać na studnia i w dodatku na taką prestiżową uczelnię jaką jest Oksford, uważam za mój wielki sukces.  W Anglii byłam przecież dzieckiem imigrantów i jednak był to dla nas obcy kraj. 


Do tego sukcesu przyczyniło się na pewno to, że uczęszczałam do normalnej szkoły angielskiej, prowadzonej przez siostry zakonne. I tu mała dygresja – w tym tygodniu w Tarnowskim Echu widziałam humor rysunkowy sugerujący, że w szkole najbardziej lubiłam PO. Niestety siostry nie uczyły nas takiego przedmiotu jak Przysposobienie Obronne. Była to natomiast żeńska szkoła, która zapewniała niesamowicie dobre przygotowanie. Tak więc również siostrom zawdzięczam to, że dostałam się na Uniwersytet w Oksfordzie.  


Będąc w szkole podstawowej, równolegle chodziłam do polskiej szkoły sobotniej. Miałam wtedy 7-8 lat. To była dla mnie straszna męka, bo wszystkie moje koleżanki angielki w sobotę miały wolne, a ja musiałam chodzić do szkoły. Myślałam wtedy, że mi się to nigdy w życiu nie przyda, a to mi się właśnie najbardziej przydało. 


Teraz mieszkam w Polsce, piszę, czytam i na codzień posługuję się językiem polskim. Znam literaturę, kulturę, historię Polski. Bez tych nauczycieli, bez tych ludzi, którzy mnie wtedy uczyli, też nie byłoby tego sukcesu. 


tarnow.net.pl: Jak Pani wspomina Manchester? Czy pozostały sentymenty? 


Urszula Gacek: Zawsze ma się sentyment do miasta, w którym się człowiek urodził. Ja wyjechałam z Manchesteru mając 18 lat, a 10 kolejnych lat - studia i początek pracy zawodowej - spędziłam w Oksfordzie. To miasto jest mi również bliskie, bo to były wspaniałe lata studenckie. Sentyment na pewno jest i bywam tam dosyć często. 


tarnow.net.pl: Doświadczenia z Anglii na pewno są cenne dla kandydatki do Parlamentu Europejskiego. 


Urszula Gacek: Co jest ważne w tych wyborach? To nie jest tylko kwestia biegłej znajomości języka, to jest także kwestia znajomości obyczajów oraz akceptacji przez szersze grono europarlamentarzystów, którzy zaakceptują albo i nie polskich parlamentarzystów. Istotne jest dla nich to, że mogą mieć w swoim gronie osobę, która ma podobne doświadczenia, na przykład studia, które ukończyła. Ja skończyłam filozofię, nauki polityczne i ekonomię na Uniwersytecie w Oksfordzie. Ten kierunek uznawany jest za pierwszy krok w karierze politycznej. Na moim roku równolegle studiował William Hague. Był on swego czasu przywódcą torysów, czyli Partii Konserwatywnej Wielkiej Brytanii. Niestety po wyborach nie udało mu się zostać premierem. Kilka lat wcześniej na tej uczelni i na tym samym kierunku studiował Tony Blair, obecny premier Wielkiej Brytanii. Natomiast kilkanaście lat wcześniej niż ja, studiowała tam też pani Margaret Thatcher.  


Myślę, że taka akceptacja człowieka, który w tym klubie europejskim jest już od jakiegoś czasu, jest bardzo istotna. Tam indywidualnie niewiele można zdziałać. Tam są podziały nie na partie, nie na kraje, tylko na frakcje. Platforma Obywatelska jest już pełnoprawnym członkiem Europejskiej Partii Ludowej. To jest największe centro-prawicowo-chrześcijańsko-demokratyczne ugrupowanie w obecnym parlamencie. Również sondaże wskazują, że to właśnie ta frakcja będzie najważniejsza po czerwcowych wyborach. System Parlamentu Europejskiego funkcjonuje tak, że według frakcji przydzielane są miejsca w komisjach. Każdy poseł może równocześnie uczestniczyć tylko w dwóch komisjach. Wiadomo, że największa konkurencja o miejsca jest w komisjach takich jak rolnictwo czy rozwój regionalny, bo tam płyną największe środki. Zatem, jeżeli jest się poza dużą frakcją i do tego jest się nieakceptowanym, to nie ma dużych szans na obstawienie ważnych komisji. Jak się nie obstawi ważnych komisji, trudno będzie załatwić sprawy polskie i sprawy lokalne. Dlatego trzeba mieć nie tylko oficjalną kartę wstępu, ale i akceptację tego nowego środowiska i między innymi, dlatego startuję w tych wyborach. To jest środowisko, w którym czuję, że mogłabym coś zrobić, że nie przyniosłabym wstydu swoim rodakom.


Mówiąc rodacy mam na myśli Polskę. Jestem w Tarnowie już od 14 lat i tutaj znalazłam swoje miejsce na ziemi. Obecnie mieszkam pod Tarnowem, na wsi, ale na codzień pracuję w Tarnowie.


Ojciec zostawił swoją rodzinę w 1939 roku. Rodziców i rodzeństwa nigdy już nie zobaczył.


Dla moich rodziców jest to jakaś forma zadośćuczynienia. Są dumni z tego, że w 60 lat po sławnej bitwie o Monte Cassino, ich córka startuje w wyborach do Parlamentu Europejskiego, by reprezentować tam Polskę. 


tarnow.net.pl: Jakie są pani ulubione miejsca w mieście, gdzie się Pani dobrze czuje? 


Urszula Gacek: Na pewno cieszy mnie, że gospodarze miasta zadbali o to, by nasza Starówka wyglądała tak, jak wygląda. Okolice Rynku tak w godzinach porannych w niedziele, kiedy jest bardzo mały ruch jak i po południa w sobotę, mają taką fantastyczną atmosferę. Czuje się historię tego miasta. To są takie dobre chwile na spacer ulicami Tarnowa. Nasza Starówka jest naprawdę piękna. Wielu moich znajomych, którzy przyjeżdżają tutaj z zagranicy, jest zachwyconych, że w naszym mieście jest taki wspaniały klimat i taka przyjemna atmosfera. Przy każdej okazji staram się promować Polskę i nasz region. Cieszy mnie również to, że Tarnów powoli zdobywa status centrum akademickiego oraz to, że młodzieży uczącej się jest coraz więcej. Oni też nadają klimat temu miastu i jest to bardzo sympatyczne. 


Także miejscowość, w której teraz mieszkam na wsi, nad Dunajcem w gminie Pleśna, jest tym miejscem, w którym naprawdę można odpocząć. To jest wspaniałe miejsce, do którego uciekam, aby uwolnić się od codziennych stresów. Chętnie tam przebywam ze swoją rodziną, ze znajomymi, z miejscowymi ludźmi, którzy bardzo życzliwie przyjęli mnie i z którymi czuję się blisko związana. To jest na pewno miejsce, w którym chcę żyć i miejsce, które chciałabym godnie reprezentować. 


tarnow.net.pl: Mam prośbę: czy Pani mogłaby się przyznać do swoich wad i do swoich zalet.


Urszula Gacek: Wadę to mam taką, którą przywiozłam ze sobą z Wielkiej Brytanii – jestem przesadnie punktualna. Jeżeli mi się czasem zdarza spóźnić z przyczyn losowych, to mam ogromny dyskomfort. Jeżeli do mnie ktoś przyjdzie po czasie, to muszę przyznać, że mnie to ogromnie denerwuje. Ponieważ ja staram się szanować czas innych osób, to wymagam tego samego od innych. Myślę, że dobre obyczaje tego nakazują.


Natomiast zalety… trudno mi mówić o swoich zaletach. Na pewno jestem człowiekiem sumiennym, pracowitym, wywiązuję się ze swoich obowiązków. Nie obiecuję robić rzeczy, których nie potrafię zrobić. Znam swoje ograniczenia. Jeżeli nie jestem w stanie czegoś zrobić, mówię to uczciwie. Trzeba znać swoje możliwości i robić to, co lubi się najbardziej.


tarnow.net.pl: Jak Pani godzi swoje obowiązki w pracy, obowiązki wynikające z działalności społecznej, kandydowanie do PE z obowiązkami rodzinnymi? 


Urszula Gacek: Jestem Prezesem Szkoły Społecznej Nr 2 w Tarnowie, do tego dochodzi kampania wyborcza. Nie poradziłabym sobie z tym wszystkim bez pomocy ze strony męża. Nie ma wielu takich facetów jak on. Facetów, którzy nie mają żadnych kompleksów, którzy mówią - realizuj swój potencjał, ja cię będę popierał, ja zaopiekuję się dziećmi, nakarmię je, wyprowadzę psa, a ty rób swoje. Bez takiego poparcia w domu nie miałabym szans działać. Dzieci w domu też są nauczone żyć w takim wirze. Zawsze coś robimy. Mąż na przykład organizuje rajdy zabytkowych samochodów. To rajd, to szkoła, to trójka klasowa… dzieci są nauczone, że rodzice są aktywni. Może nie codziennie jedzą obiad ugotowany przez mamę, ale może jakoś to przeżyją. Cieszę się, że dzieci widzą matkę aktywną zawodowo, zadowoloną z tego, co robi. A że czasem mają problem z dobraniem skarpet do pary, to muszą się z tym pogodzić. Radzimy sobie jak potrafimy, a jeżeli w rodzinie jest ciepło, jeżeli jest bliskość i poczucie humoru, to wybacza się małe niedogodności w sensie idealnie prowadzonego gospodarstwa domowego. Pies Spike, też się już przyzwyczaił. Ma imię bohatera mojego ulubionego filmu. 


tarnow.net.pl: Jakie ma Pani prywatne zainteresowania? Co panią pasjonuje? 


Urszula Gacek: Mam męża, którego pasją są stare samochody. Wiele lat temu musiałam podjąć decyzję, że albo się pogodzę z tym faktem i będę podzielać tę pasję, albo się rozstaniemy. Rajdy samochodowe i zloty to są duże przedsięwzięcia. Mąż w tym roku zrezygnował ze swojej imprezy po to, by mi pomagać w kampanii. Rajdy to nasza wspólna pasja. Jeździmy po całej Polsce i jestem w to mocno zaangażowana. Co prawda nie jestem dobrym kierowcą, ale jestem za to bardzo dobrym pilotem. Jako pilot swojego męża jestem bardzo zdyscyplinowana.


Poza tym namiętnie czytam. Uwielbiam współczesną literaturę amerykańską. Lubię ją może dlatego, że byłam w Stanach poza wielkim miastami, również w Kentucky i centralnej Pensylwanii. Tam poznałam prawdziwą Amerykę. Jestem cały czas zafascynowana życiem małych miejscowości w Stanach.  


Mam duży ogród, którego nie mogę sama opanować, ale ciągle mam jakieś wizje i coś tam robię. Obecnie realizuję projekt ogrodu japońskiego. Jest to nawiązanie do mojego ogromnego sentymentu do Japonii, który mi pozostał po 3-miesięcznym pobycie w tym kraju w 2001 roku.


Bardzo lubię podróżować po Polsce: Sandomierz, Kazimierz nad Wisła, Rożnów, Czchów. To tylko niektóre z miejsc, do których wracam i w których lubię wypoczywać. 


tarnow.net.pl: Tradycją naszych wywiadów staje się ostatnie pytanie, którego nie ma. Nasi rozmówcy mogą powiedzieć to, co sami uważają za istotne.  


Urszula Gacek: Wybieramy teraz 54 reprezentantów Polski w Parlamencie Europejskim. Byłoby dobrze, gdyby ktoś z Tarnowa jednak zaistniał na tym forum. Wiadomo, że koszula zawsze bliższa ciału. Niestety tendencję dominowania mają kandydaci z dużych miast i ja się obawiam, że środowiska wiejskie, środowiska małych miast mogą być marginalizowane.


Nie chciałabym, aby ci mieszkańcy odczuli, że nie ma nikogo, kto zna ich codzienne problemy. Niestety nie ma takiej możliwości, aby Tarnów, Czchów, Zakliczyn, czy każda inna miejscowość miały swojego reprezentanta. Dlatego uważam, że ważne jest by był to kandydat z tego środowiska, znający problemy małych miejscowości.


Ja znam tych ludzi, znam te problemy. Myślę, że jestem w stanie wywalczyć coś dla nich. 

tarnow.net.pl: Bardzo dziękuję za możliwość rozmowy z Panią.
Komentarze...