Dług nie tylko filmowy
access_time 2004-07-28 00:00:46

Stowarzyszenie KoLiber, oraz Stowarzyszenie Dług informują, że dnia 30.07.04 ( piątek) od 10:00 do 17-00 g. na placu Sobieskiego w Tarnowie pod hasłem" Żądamy ułaskawienia" będą zbierane podpisy pod ułaskawieniem Sławomira Sikory.

Na początku lat 90., tuż po zmianie ustrojowej, pojawiły się w Polsce nowe możliwości działania w obszarze biznesu. Wówczas to dwaj młodzi ludzie, Sławomir Sikora i jego przyjaciel Artur Bryliński, postanowili rozpocząć własną działalność gospodarczą. Problem pojawił się, kiedy żaden bank nie chciał udzielić im kredytu. Przypadek sprawił, że spotkali na swej drodze dawnego znajomego, Grzegorza. Ten zaproponował pomoc w uzyskaniu kredytu. Mimo że Sławomir i Artur nie przyjęli oferty, Grzegorz wkrótce zażądał od nich zwrotu fikcyjnego długu. Z czasem zaczął domagać się coraz większych kwot, a próbując je wymusić, stosował coraz brutalniejsze metody, np. on i jego ochroniarz wywozili Sławomira i Artura do lasu, gdzie bestialsko ich bili, zastraszali, grozili, że pozabijają ich rodziny.


Taka sytuacja ciągnęła się przez ponad rok. Życie obu niedoszłych biznesmenów zamieniło się w koszmar. Grzegorz i jego ochroniarz Mariusz groźbami i szantażem zaczęli zmuszać ich do popełniania przestępstw finansowych i nadużyć. Sławomir i Artur czuli się zniewoleni, poniżeni i bezradni. Bandyci zapowiedzieli, że powiadomienie organów ścigania (gdzie rzekomo mieli również „swoich ludzi”) lub próba wyjazdu za granicę spowoduje m.in. uprowadzenie narzeczonej Sławomira do niemieckiego domu publicznego.  


Właściwą przyczyną, dla której już po pierwszej rozmowie mężczyźni zrezygnowali z szukania pomocy u policji nie była znana jej nieudolność, ale ułomność systemu prawnego, która pozbawiła ich jakiejkolwiek ochrony. Obaj nie mieli praktycznie możliwości uwolnienia się od prześladowców, bo zdegenerowany system prawny nie był w stanie chronić obywateli.


Sławomir i Artur postanawiają działać. Pod pozorem transakcji zwabiają gangsterów do mieszkania, gdzie ich obezwładniają i związują. Liczą na to, że nastraszą oprawców i spowodują zmianę w ich zachowaniu. Ale Grzegorz jedynie się odgraża, że gdy tylko go uwolnią, „wykończy ich”. W skrajnym napięciu, doprowadzeni do ostateczności, chcąc bronić siebie i swoje rodziny, Sławomir i Artur zabijają prześladowców, a ich zwłoki wrzucają do Wisły. Nazajutrz znajduje je przypadkowo jedna z mieszkanek, zaś Sławomir i Artur sami zgłaszają się na policję i przyznają się do winy. Dzieje się to w marcu 1994 roku. Rozpoczyna się proces, który trwa 14 miesięcy.


Jeden z komentatorów stwierdził na łamach Rzeczypospolitej: – Na pewno jest to sprawa charakterystyczna dla naszego czasu, w niej ogniskują się wszystkie wątki przemian, które dokonały się w Polsce w 1989 roku. Zmiany mentalności związanej z wchodzącym kapitalizmem – dzikim, agresywnym. Lekarz sądowy, zapytany w procesie przez obrońcę, co zrobiłby na miejscu oskarżonych, odpowiedział: – Rzuciłbym się pod pociąg. Mimo iż prawnicy argumentują, że ich klienci znaleźli się w sytuacji potwornego zagrożenia, bezradności i osaczenia oraz mówią o mającym miejsce paroksyzmie strachu, Sąd Wojewódzki w Warszawie nie znajduje okoliczności łagodzących dla obwinionych. Prokurator żąda dożywocia dla Artura i 25 lat dla Sławomira. Padają określenia w rodzaju szatański plan, bestialski mord. Ostatecznie 32-letni Artur Bryliński i 33-letni Sławomir Sikora za uwolnienie się od koszmaru otrzymują wyrok po 25 lat pozbawienia wolności każdy. Prowadząca sprawę pani sędzia uzasadnia: – Oprócz instytucji takich jak policja, prokuratura czy też sąd są jeszcze telefony zaufania. Nieważne, jak oceniałoby się postępowanie tych, co zginęli. Nie zapominajmy, że byli to ojcowie i synowie. Ten sam wymiar sprawiedliwości, który jednego z morderców licealisty Tomka Jaworskiego skazał na 15 lat więzienia, a dwóm dresiarzom, którzy zakatowali Pawła Sadowskiego, wymierzył karę 6 i 4 lat pozbawienia wolności, znów jawnie pogwałcił społeczne poczucie sprawiedliwości. Komentując proces specjalista od prawa karnego, nieżyjący już prof. Lech Falandysz, stwierdził: – Gdybym znalazł się w ich sytuacji, postąpiłbym tak samo. Moim zdaniem w sensie etycznym możemy tu mówić o przekroczeniu obrony koniecznej, a nie o morderstwie z premedytacją, zaś o wyroku powiedział: – Uważam go jednak za prawniczy nonsens i obrazę elementarnego poczucia sprawiedliwości. Również Jarosław Kaczyński (Prawo i Sprawiedliwość) nie krył swego oburzenia: - Nie rozumiem tego wyroku, jest horrendalnie wysoki. 


Historia Sławomira i Artura, sam proces oraz werdykt sądu stały się przedmiotem licznych publikacji. Jedna z nich zwróciła uwagę reżysera Krzysztofa Krazuego i stała się inspiracją do napisania scenariusza filmu „Dług”, który został zrealizowany w 1999 roku. Film był wydarzeniem artystycznym oraz społecznym. Zebrał wszystkie możliwe nagrody w kraju i między innymi za sprawą znakomitych aktorów, którzy wcielili się w postacie Artura (Robert Gonera), Sławomira (Jacek Borcuch) i Grzegorza (szczególnie pamiętny Andrzej Chyra) przypomniał szerokiemu ogółowi o sprawie, która wciąż wzbudzała wątpliwości natury prawnej i moralnej.  


Przez pierwsze 8 lat więzienia Sławomir nie uzyskał ani raz przepustki, przez 2 lata nie miał odwiedzin. W 2002 roku, po kolejnej projekcji „Długu”, zorganizowanej dla studentów, Krzysztof Krauze powiedział:
 – Nadal jestem przejęty losami tych chłopców. Ja się z nimi zżyłem, robiąc ten film. I uważam, że oni swoją drogę przez karę już przeszli. Wiem, że prezydent Aleksander Kwaśniewski dwa razy oglądał „Dług”. I był poruszony. Ale nie odważył się skazanych ułaskawić, bo było to tuż przed kolejnymi, prezydenckimi wyborami. Mimo ponawianych próśb, Prezydent RP nadal nie podjął decyzji w tej sprawie. Warto przypomnieć, że w I kadencji sprawowania urzędu Aleksander Kwaśniewski ułaskawił 2875 osób.


W sierpniu 2002 roku grupa ludzi z Gdańska założyła stronę internetową www.dlug.org.pl mająca na celu uzyskanie społecznego poparcia dla starań o ułaskawienie Sławomira Sikory.


Ks. Andrzej Starzyński, kapelan więzienny w Zakładzie Karnym Warszawa-Białołęka, mówi o Sławomirze:
– Mam głębokie przekonanie, że jest on teraz innym człowiekiem niż ten, który, całkowicie zagubiony, uczestniczył przed laty w popełnionej zbrodni. Z tego też względu popieram w pełni czynione wysiłki, aby mógł on skorzystać
z prezydenckiego prawa łaski. W liście do internautów Sławomir Sikora pisze: Ktoś powie: „Sam sobie zgotowałeś taki los”. I ma rację, ponieważ gdybym dał się zabić, nie byłoby problemu.  


Przez blisko 10 lat odsiadywania wyroku Sławomir notował swoje obserwacje i doświadczenia, rozważał to, co się wydarzyło w jego życiu. Złożyły się one na książkę jego autorstwa, zatytułowaną „Mój dług”, która ukazała się 24 maja br.. Pierwszym miastem, w którym odbyła się promocja książki, była Warszawa, drugim – Tarnów. 8 czerwca 2004 roku Sławomir Sikora, przyjechał do naszego miasta, aby tu starać się o podpisy pod prośbą o ułaskawienie. W Tarnowie uczestniczył w konferencji prasowej, podpisywał swoją książkę w Księgarni  „Oświatowa”, oraz spotkał się zainteresowanymi jego historią w restauracji PASAŻ. Spotkanie zostało poprzedzone projekcją filmu „ Dług”. 30 lipca ( piątek) organizatorzy czerwcowego spotkania w Tarnowie wraz ze Stowarzyszeniem Koliber przygotowali akcję zbierania podpisów. Będą je zbierać przy Placu Sobieskiego, w godz. 10-17.


Zapraszamy.


Stowarzyszenie KoLiber, oraz Stowarzyszenie Dług

Komentarze...