Nie siej i nie buduj w terenie zalewowym
access_time 2004-08-04 06:15:38

Trwa szacowanie strat w poszczególnych gminach dotkniętych powodzią. Ucierpiały budynki, drogi i uprawy rolne, zwłaszcza w dolinie Białej Tarnowskiej na Pogórzu.

Dotąd jednak nie ogłoszono stanu klęski, co pozwoliłoby liczyć na pieniądze z funduszy powodziowych - zwraca uwagę Józef Szymański, burmistrz Ciężkowic.

Samorządowcy obawiają się, by urzędnicy nie uznali, że ostatnia powódź miała "zbyt lokalny charakter". I do klęski nie doszło. Choćby z tego powodu, że nie zalało jednej trzeciej całości upraw w gminie.

Tymczasem straty są wielomilionowe. W ciężkowickiej gminie oszacowano je na prawie 1,4 mln złotych. Z czego niemal 500 tys. zł przypada na zniszczone uprawy rolne, na powierzchni 230 hektarów. Do tego dochodzą szkody poniesione przez tamtejsze firmy, którym woda zalała budynki. Obliczono je na 300 tys. złotych. W sąsiednim Gromniku, położonym także nad Białą, straty są równie wysokie. Sięgają ogółem ok. 1,7 mln złotych.

Podtopione budynki, zalane piwnice, zniszczone uprawy zbóż, ziemniaków, zdewastowane drogi lokalne... Krajobraz po tegorocznej powodzi zastanawia, czy zrobiono wszystko, by zapobiec lub zminimalizować skutki żywiołu.

-Biała zawsze potrafi dokuczyć, to taki urok rzeki płynącej z gór. W jakimś stopniu możemy się zabezpieczyć, nie siać, nie budować blisko rzeki. Ale ludzie o tym zapominają, kiedy mija zagrożenie. Konkretnym rozwiązaniem byłoby zbudowanie na Białej zbiorników retencyjnych w kilku miejscach, ale to bardzo kosztowne przedsięwzięcie i nieprędko zmaterializuje się - wójt Gromnika, Bogdan Stasz, jest realistą.

Gromniczanie ujarzmili natomiast niewielki potok Poźnianka płynący przez centrum Gromnika. Wyregulowali jego koryto i w tym roku już nie wylał, nie dokonał zniszczeń w swoim otoczeniu. Także w Ciężkowicach wyciągnęli lekcje z przykrych doświadczeń powodziowych w minionych latach. -Gdybyśmy nie podjęli w porę prac zabezpieczających, straty byłyby w tym roku o wiele większe - przekonuje burmistrz Szymański. - Potrafimy radzić sobie z powodziowym zagrożeniem, ale, oczywiście, z żywiołem nie wygramy do końca...

Jak się okazuje, trudno też wyeliminować ludzką, delikatnie mówiąc, niefrasobliwość. Przykładem może być pewna firma, która przed paroma laty wybudowała swoją siedzibę w Ciężkowicach, w obszarze zalewowym Białej. Burmistrz nie wyraził zgody na tę inwestycję, ale zainteresowani odwołali się od decyzji władz Ciężkowic i sprawę "wygrali". Obiekt stanął, a w minionym tygodniu zalała go woda, powodując poważne straty.

(mab)

Komentarze...