Biała Dama i poszukiwany skarb
access_time 2004-09-25 06:27:09

Dwa dobrze zachowane, złote warkocze - tyle zostało po zamurowanej żywcem bezimiennej dla potomnych Tarłówny. Jeszcze tuż przed II wojną światową ówcześni właściciele zamku w Dębnie z dumą pokazywali gościom jedyny dowód na to, że legenda umiejscowiona w czasie mniej więcej na przełomie XVIII i XIX wieku zawiera jednak w sobie ziarenko prawdy.

[[fotka1]]Od dziewięciu lat o jeden z tych warkoczy walczą corocznie śmiałkowie przybywający tutaj, by wziąć udział w Turnieju Rycerskim. Już jutro rozstrzygnie się, komu tym razem przypadnie w udziale główna nagroda.


Legenda głosi, że jeden z Tarłów, będący wojewodą, miał przecudnej urody córkę, którą oprócz piękna cechowały też: nieposłuszeństwo i wierność złożonym wcześniej ślubom. W latach 1630-1759 zamek w istocie pozostawał własnością rodu Tarłów, jednak historycy nie doszukali się żadnego Tarły, który choć przez chwilę dzierżyłby stanowisko wojewody. Nie ustalono też nigdy, jakie imię nosić by miała owa piękność, która do dziś (Biała Dama) ukazuje się nocą w zamkowej baszcie.


Wielu bogatych paniczów wzdychało do złotowłosej Tarłówny, ta jednak swe serce oddała ubogiemu dworzaninowi, który nie tylko był biedny, ale i niższego stanu. Spotykali się potajemnie, aż do pewnej nocy, kiedy chwilowy brak czujności zrzucił na nich całe pasmo nieszczęść. Ostatnia ich potajemna schadzka miała miejsce w zamkowej kaplicy. Równo z wybiciem północy Tarłówna po trzykroć złożyła swojemu ukochanemu przysięgę wierności aż do grobowej deski. Podsłuchał ich jeden z nazbyt lojalnych sług, który nazajutrz doniósł wojewodzie (pozostańmy przy tej wersji) o tym, co ujrzał i usłyszał nieszczęsnej nocy.


Ojciec Zwołał radę familijną, która natychmiast uradziła, że niesforną i nieposłuszną Tarłównę trzeba jak najszybciej wydać za jakiegoś zamożnego szlachcica. Tylko to mogło uratować ją od zguby. Tarłówna ani myślała zrywać złożone nocą śluby i kategorycznie odmówiła. Rychło pogodziła się z czekającą ją śmiercią - jej luby w tajemniczych okolicznościach zniknął z zamku i niewykluczone było, że już sam spoczywał gdzieś w opuszczonej mogile.


Kiedy po długich nagabywaniach córka wojewody nieugięcie trwała przy swoim, nakazał ojciec ciurom przygotować mur w jednej z nisz dzisiejszej sali koncertowej - za tym murem miała pozostać Tarłówna, aż wyzionie ducha. Żeby skruszyć niewdzięczną córkę, wysypał wojewoda u jej stóp pękaty wór klejnotów stanowiących jej posag. Nakazał też sługom pozostawić w ścianie dwa otwory, każdy wielkości cegły. Liczył na to, że córka przez noc skruszeje, wolę rady familijnej zechce wykonać i ścianę będzie można zburzyć. Dwaj słudzy, którzy pozostali na czatach do rana, żadnej oznaki skruchy jednak nie zauważyli. Zniecierpliwiony wojewoda z samego rana kazał dokończyć dzieła, dwie brakujące cegły trafiły na swoje miejsce i... na tym kończy się legenda.


Jest li to tylko historyjka stworzona na potrzeby żądnego mocnych wrażeń plebsu, który opowiastkami o strachach skracał sobie zimowe wieczory? Z zapisów już historycznych wynika, że w XIX wieku do komnaty, w której rzekomo zamurowano Tarłównę, wdarli się złodzieje i zburzyli ścianę w południowej niszy, zwanej już wtedy grobowcem. Nikt nigdy przedtem ani później nie widział posagu, który wojewoda miał zamurować wraz z córką. Skradli go owi rabusie, czy też nigdy go tutaj nie było? W okresie międzywojennym znaleziono tutaj (byli tego świadkowie) jedynie szkielet (Tarłówny?) i dwa przecudne złote warkocze. Ostatni przed II wojną światową właściciele zamku - Jastrzębowscy - pokazywali je swoim gościom, traktując znalezisko z wielkim namaszczeniem. O warkoczach jeszcze do niedawna opowiadała zmarła w 1996 roku Zofia Kargol, przed wojną pokojówka Jastrzębowskich. Wspominał też o nich mąż pani Zofii, długoletni dozorca zamku już po wojnie. Warkoczy nikt z żyjących jednak nie widział. Tuż przed wkroczeniem niemieckich okupantów Stanisław Jastrzębowski wyjechał za granicę. Być może zabrał warkocze ze sobą. Niemcy, którzy w czasie wojny administrowali w zamku, znali legendę. Ponoć splądrowali budowlę dokumentnie w poszukiwaniu cennego skarbu. O efektach ich poszukiwań nic jednak nie wiadomo.


Dzisiaj, jak mówi kustosz dębińskiego zamku Lidia Luchter-Krupińska, tylko co jakiś czas o północy przechadza się po krużganku dziwna zjawa, zwana tutaj Białą Damą. Swoją wędrówkę zaczyna zawsze w miejscu, gdzie kiedyś miała być zamurowana. Tylko dlaczego pani kustosz mówiąc to mruży filuternie oko? Może to tylko tik nerwowy?


Jakkolwiek by nie było, w opisaną tutaj historię należy wierzyć. Gdyby to była nieprawda, nikt przy zdrowych zmysłach nie organizowałby w Dębnie od dziewięciu lat Turnieju Rycerskiego "O Złoty Warkocz Tarłówny" - jednej z największych w Małopolsce masowych imprez kulturalnych.


Głównym sponsorem tegorocznego turnieju jest Carlsberg Okocim S. A., ponadto imprezę sponsorują: Karpacka Spółka Gazownictwa sp. z o. o. w Tarnowie - Oddział Gazowniczy w Tarnowie, Paleta-Trans- Drew, Zajazd "Porąbka" z Porąbki Uszewskiej, Kopalnia Soli w Bochni, Bank Spółdzielczy w Brzesku, Brzeska Oficyna Wydawnicza i Gospodarstwo Rolne Karola Rzepy. Patronat medialny sprawuje "Dziennik Polski".


Zofia Sitarz

Komentarze...