Na tropie tajemniczej historii.
access_time 2004-08-30 08:15:42

Historia im dalsza, tym bardziej obrasta legendami, tym trudniej ustalić, co jest faktem, a co fikcją. Istnieje powiedzenie, że w każdej bajce jest ziarnko prawdy i tego ziarnka prawdy poszukuje dziennikarka „Echa Tarnowa” Ewa Kropiowska, wyjaśniając zagadki starego klasztoru Bernardynów.

Ostatnio pisaliśmy o odkryciu tajemniczych schodów wewnątrz budynku na ul. Bernardyńskiej, w którym znajduje się teraz Kościół Polski. Kręte schody prowadzą 56 stopni w górę i urywają się od góry zabite deskami. W dół od poziomu parteru schody wyglądały na zagruzowane. Dzięki uprzejmości Ewy i Eligiusza Dworaczyńskiego - archeologa, który towarzyszy jej w poszukiwaniach, mogłam i ja być obecna przy odgruzowywaniu tego miejsca.


 


Wszyscy mieliśmy nadzieję, że schody mogą prowadzić do krypt, o których wiadomo na pewno, że są, natomiast nikt nie zna do nich wejścia. Już po usunięciu kilkunastu cm gruzu, okazało się, że trop jest błędny. Spod usuniętej warstwy wyłoniła się stopka, podstawa, na której oparta jest kolumienka, wokół której kręcą się schodki w górę. Trochę niżej trafiliśmy na kamienna posadzkę. Nie ma tu zejścia w dół. Ale gdzieś musiało być. Pytanie gdzie?


 


Klasztor bernardynów zajmował kiedyś w przeszłości dość dużą powierzchnię, Część jego murów można zobaczyć i dziś od strony ulicy Franciszkańskiej. Fruta klasztorna znajdowała się prawdopodobnie na dzisiejszej ulicy Bernardyńskiej w rejonie schodów na ul. Zakątną.


 


Sam kościół Bernardynów, to teraz budynki Zarządu Cmentarzy, biur różnych stowarzyszeń i instytucji oraz Kościoła Polskiego. Z żadnej jego części nie ma wejścia do piwnic. Wyjaśnieniem może być historia Polski i losy klasztoru bernardynów. Rozbiór Polski wiąże się ściśle z kasatą wielu klasztorów.


 


Na mocy zarządzeń austriackich władz zaborczych Bernardyni w Tarnowie utracili Kościół i Klasztor w 1789 r. Być może wtedy, a być może później, kiedy przebijano przez klasztor ulice Bernardyńską, wejścia do krypt musiały zostać zamurowane.


 


Szukając śladów zaczęłyśmy się z Ewą zastanawiać, jak wyglądał budynek kościoła nim dokonano przebudowania i gdzie, co mogło się znajdować. Odwiedziłyśmy biura przyglądając się wszystkiemu, co mogłoby by nas poprowadzić dalej. Czy tu jest strych, na który biegną znalezione schody? Tak! Wejście na strych istnieje i to jakie wejście! Stare, być średniowieczne kute drzwi, które ktoś bezmyślnie pomalował farba olejna od zewnątrz. Prowadzą one na duży zakurzony strych. Ogromne krokwie i zamurowane okienka dawnego klasztoru robią wrażenie. Piękne miejsce, które mogłoby mieć jakieś praktyczne przeznaczenie, jednak na razie, jak daje się zauważyć - urzędują tu tylko gołębie. Na strychu jest wylewka betonowa i nigdzie nie ma śladu, gdzie mogłyby tu wychodzić nasze schody.


 


Na parterze znajdujemy jeszcze jedne drzwi i nie możemy ustalić gdzie prowadzą. Może to drzwi do piwnic? Administratorowi również nie udaje się odnaleźć kluczy do nich, a nikt tam dawno nie zaglądał.


 


Administrator decyduje się na sprowadzenie ślusarza, i założenie nowych zamków, te istniejące wyglądają na całkiem współczesne: )  Cóż się nie robi dla dwóch ciekawskich kobiet i jednego archeologa. Umawiamy na później, na wielkie otwieranie tajemniczych drzwi.


 


 


Mija kilka dni i wracamy na tak pasjonujące i pełne zagadek miejsce. Ślusarz ma problemy z pokonaniem upartych zamków, ale w końcu to się udaje. Drzwi zostają otwarte. Widzimy małe pomieszczenie z beczką i śladami po bytności malarzy, prześwit obudowanej klatki schodowej i kolejne małe drzwi. I znów przydaje się nasz pomocnik ślusarz. Te drzwi ustępują szybko i…. kolejne, małe pomieszczenie z pochyłym stropem - niby nic ciekawego, ale pochyły strop nijak się ma do istniejącej klatki schodowej. W rogu wybita dziura w ścianie. Usiłowano przeprowadzić tu rury i za pewnie w tym celu wybito dziurę. Wewnątrz pusta przestrzeń.. Nie sposób zajrzeć tam dokładnie, ale mamy z Ewa aparaty fotograficzne. Poświęcamy się pokonując sieci pajęcze. Ręka wraz z aparatem mieści się w wykutym otworze - pstrykamy wokoło, na ślepo, nie wiedzieć co. W domu dopiero mamy okazję przyjrzeć się zdjęciom.


 


Teraz można snuć tylko domysły. W jednym miejscu na ścianie wydaje się istnieć zarys późniejszego zamurowania małych drzwi. Czy znalazłyśmy wejście do krypt? Czy przeżyjemy kolejne rozczarowanie, jak w przypadku istnienia schodów w dół?


 


Eligiusz Dworaczyński radzi nam najpierw poszukać planów budynku, dokumentów, wszystkiego, co się da. To dobry pomysł. Zastanawia nas jeszcze ciemne lastriko przy schodach w budynku biur, wielkość jego odpowiadałaby płycie wejścia z kościołów do krypt. Lastriko, ubite w jednym miejscu, wyraźnie ma pod spodem kamienną płytę ? Posadzkę? Ten fragment korytarza koreluje z odkrytą przez nas pustą przestrzenią, za drugą niszą. To może być prawdopodobne…


 


Pasje Ewy są zaraźliwe, coraz bardziej wciągają mnie jej poszukiwania, a spacery ulicą Bernardyńską naprowadziły nas na kolejne ślady, ale o tym później. W „Echu Tarnowa” znajdziesz tę relację widzianą oczami Ewy Kropiowskiej.



ejja

Komentarze...