Jesteśmy bezdomnymi
access_time 2005-01-13 16:55:12

Jak się czuje człowiek, który nie ma swojego domu? Jak to jest, kiedy wieczorem nie ma pod głową poduszki, a kołdra jest tylko marzeniem? Jak to jest, kiedy spotyka się pogardliwe spojrzenia, kiedy ludzie odsuwają się z obrzydzeniem? Właściwie, co to znaczy być człowiekiem?

Różne są losy bezdomnych i przyczyny ich bezdomności. Co człowiek to inna historia - uzależnienia, nieporozumienia w domu, kłopoty finansowe, niezaradność życiowa, zdrowie, problemy psychiczne, a czasem zła wola innych.



Jak bardzo łatwo przekroczyć próg poddania się przeciwnościom. I nikt nie jest aż tak silny, by się nie złamać, gdy pewnego dnia wszystko obraca się przeciw niemu. Nikt nie jest w stanie przewidzieć własnych losów, swojego zdrowia i reakcji otoczenia.



Tarnów jak wszystkie miasta w Polsce ma swoich bezdomnych. Można ich spotkać prawie wszędzie, ale już nie na dworcu kolejowym. PKP postanowiło rozwiązać problem porządków na swoich dworcach i usunąć z nich osoby bezdomne. Akcja trwa od prawie od roku, ale dopiero późna jesienią stały się widoczne jej efekty.



Ostatnio głośno było także o możliwości zamykania na noc dworców kolejowych w Polsce. Postanowiłam pójść śladami bezdomnych z dworca w naszym mieście. Nie spodziewałam się tego, że już ich tam nie zastanę.



Puste są okupowane do tej pory ławki, jakoś inaczej. Pytam panią z dworcowego sklepu czy widuje bezdomnych – „Jakoś ich dawno nie widziałam, czasem kupowali bułkę, ale już jakiś czas ich nie ma”. Wracam na hol dworca i spostrzegam siedzącego na ławce Ignasia. Pamiętam go dobrze. Rok temu, zimą stał przytulony do kaloryfera i nawet nie podnosił głowy. Próbuję z nim porozmawiać, ale to trudne. Ignaś mówi bardzo szybko i niewyraźnie. Cierpliwie słucham i mam nadzieję, że uda mi się później z nagrania wyłowić słowa. Niestety, nie udaje się. Ignaś macha ręką i z gestów mogę tylko zrozumieć tylko tyle, że to machnięcie na wszystko wokoło. Siedzimy więc oboje na dworcowej ławce, przyglądają nam się pasażerowie, gołębie wokół dziobią leżące na posadzce podrobione skórki chleba. Chyba jestem trochę bezradna. Siedzimy i czekamy nie wiedzieć na co. Nagle Ignaś schyla się i podnosi skórkę chleba z ziemi i ją po prostu je. Robi mi się wstyd, bo przecież mogłam przyjść z drożdżówkami na tę rozmowę. Trzeba jakoś nadrobić ten nietakt. Ciężko zrozumieć coś, czego sami nie doświadczyliśmy. Mimo, ze oboje siedzimy na tej samej ławce - ja nie jestem głodna, nie jest mi zimno, mam cel, mam gdzie wrócić.



Postanawiam jeszcze obejść dworcowe zakamarki, może jeszcze kogoś spotkam. Ale nie ma nikogo na peronach, nie ma wokół dworca. Wracam znów na hol, ale Ignasia nie ma. Jest za to koło ławki gdzie siedzieliśmy policja. Kogoś legitymują. Pytam o Ignasia gdzie jest? Nie wiedzą. Pytam o bezdomnych - Odsyłają do Rzecznika Prasowego Policji.



Wychodzę na zewnątrz. Chociaż na szczęście mamy bardzo lekka zimę i to chwilami prawie wiosna, jednak jest chłodno. Może na plantach, tam latem często widywałam bezdomnych. Ale nie ma i tu nikogo. Intuicyjnie pomyślałam o dworcu PKS. Tak chyba trafiłam gdzie trzeba. Mam jednak pewne wątpliwości. Przypuszczam, że kilka osób, które siedzą w poczekalni jest bezdomnymi - jednak ich wygląd jest daleki od stereotypu, z jakim kojarzy się bezdomny. Są zadbani, ogoleni, w czystych ubraniach.



Przełamuję się jednak i pytam o to - czy są bezdomnymi? – Tak – odpowiadają. Próbuję się dowiedzieć jak to jest z dworcem?



- Nie wiemy jak to sobie obmyślili, jak zdąża przyjść to 15 minut i trzeba wyjść, i tyle… ja nic nie wiem…



Od kiedy to trwa?
- Miesiąc, dwa to wszystko.



A jak tu zamykają Dworzec PKS, to co robicie?
- Ja jeszcze mam jedno miejsce, co mam gdzie iść
- To różnie jest.
- To jest takie nasze życie, że jesteśmy bezdomni, że chodzimy tu i tam. Państwo już nas pochowało.
- Ja to jestem teraz tutaj, jak się zaczęło chłodno, a wcześniej to pracę miałem.



Czy to ze jesteście tutaj to jest wasz wybór?
- Nie o to chodzi, ja jak wcześniej miałem pracę to mnie było stać zapłacić i mieszkałem normalnie



A szuka pan pracy?
- Pani daj mi pani teraz pracę… Gdzie pani pracę znajdzie?
- Ja już się tyle nauczyłem, że taki, co ma szkołę, niech się skryje, bo ja mam bardziej wprawę



Jeżeli ma pan ma wprawę, może dałoby się coś pomóc kolegom?
- No ja czasem mogę coś pomóc jak trzeba, ale co tu zrobić?
- Żeby ino była wiosna to idę do roboty. Zimą pracy nie znajdę, nie wierze w takie coś. Działki stawiać, płytki kłaść - proszę bardzo – umiem.
- Ja dwadzieścia lat przepracowałem i kim jestem, jestem nikim.
- Ja jestem tu niecałe dwa lata
- A on tam (pokazuje na śpiącego) ma dom, ale jest tu cały czas, jeździ do domu jak jest 22-ga.



Czy słyszeliście o tym ze mają zamykać na noc dworce kolejowe w Polsce?
- Ja słyszałem, wiem.



Boicie się tego?
- Ja się nie boję.



Dlaczego nie pójdziecie do schroniska?
- Ja wiem, że muszę być trzeźwy, ale muszę mieć kasę, aby im zapłacić.
- 3, 4 dni może pani tam być, ale później trzeba zapłacić.
- Za miesiąc 3 bańki. Jak to zrobić? I to jest dla bezdomnych…
- Wiem gdzie jest, ale ani tam nie zaszedłem, ja się wole tu zamarznąć na śmierć. Nie pójdę. Ja wiem, jaki jestem nerwus.
- Tam nawet jeść nie dają tylko w niedzielę
- Zresztą miejsca podobno nie ma.
- do schroniska nie, za nic!



Dlaczego?
- Nie, bo nie.
- Wiem tyle, że jest się gdzie wykąpać, umyć, przeprać sobie ciuchy.
- Tu wezmą nas za bety i normalnie wypchną, wyrzucą człowieka na zimno. 10 wieczór wyrzucają, ani się człowiek nie zdrzemnie - nie ma gdzie. To samo na dworcu sokiści. Wszędzie gonią



A gdzie spicie?
- Różnie to jest, na klatce,
- My nie mamy na jedzenie, a pani ma. Ja jak pracuje to też mam. W zimie to wie pani jak jest z pracą.
- Jak jest ciepło to jeszcze się pójdzie na ławkę
- Takie łażenie z kąta w kąt.
- Dobrze że łaźnia jest. Tam obok miała być też noclegowania, ale nie ma.



Z łaźni jesteście zadowoleni?
- Tak. Przynajmniej jest się gdzie wykąpać, ciuchy się wypierze, ogoli, wyprasuje i można spokojnie kawę wypić.

Zdaniem PKP, czemu trudno się dziwić – dworce powinny być dla podróżnych. Akcja by usunąć ze stacji bezdomnych rozpoczęła się rok temu. Trzeba przyznać, że założenie było słuszne, a nawet plan jak to przeprowadzić, częściowo uwzględniał coś, co można by nazwać humanitaryzmem. Zaproszono do współpracy MOPS i Służby porządkowe. Przygotowano informację o placówkach, w których bezdomni mogą znaleźć pomoc. Niestety wygląda na to, że nie wzięto pod uwagę wszystkich okoliczności. Jedna z nich, nazwałabym błędem „Dobrej Pani”, potraktowano tych ludzi jak przedmioty. Być może zbyt mało czasu? Być może należało włączyć w to więcej wolontariuszy? Być może wcześniej przygotować odpowiednie palcówki? Efekty akcji przypadł na okres zimowy i szczęściem, akurat trafiła nam się lekka zima, ale mogło być inaczej. Każdy bezdomny to inny człowiek, inne problemy, inna psychika, inne przyczyny bezdomności. Środki nakazu i przymusu sprawiają, że przestajemy być ludzcy, a porządek staje się ważniejszy niż sam człowiek. I obyśmy nigdy nie doczekali czasu, że własna wygoda i wrażenia estetyczne, będą ważniejsze niż życie człowieka, choćby był on był w naszych oczach głupim, a nawet złym.

Nic nigdy nie jest ani całkiem białe, ani całkiem czarne. Dzieją się też rzeczy dobre i trudno ich nie zauważyć.



Niedaleko dworca, na ulicy bez nazwy, obok rampy kolejowej, za stadionem Tarnovii, powstała nie tak dawno łaźnia dla bezdomnych. To efekt pracy Fundacji „Kromka chleba” i wielka zasługa Anny Czech - Dyrektor Szpitala św. Łukasza w Tarnowie.



Łaźnia powstała w wyremontowanych pomieszczeniach przekazanych przez PKP. Każdy bezdomny może tu wziąć kąpiel, wyprać, wysuszyć i wyprasować swoje ubranie. Do dyspozycji bezdomnych są trzy kabiny prysznicowe jedna dla kobiet, dwie dla mężczyzn.
Łaźnia powstała dzięki ofiarności i pomocy tarnowskich firm oraz m.in. za sprawą uczniów Zespołu Szkół Budowlanych, którzy wykonali sporo prac remontowych.



Jak mówią sami bezdomni - czują się tu dobrze, mogą wypić kawę, herbatę. Pani, która zajmuje się łaźnią jako wolontariuszka mówi znamienne słowa -  „Ja wolę być tu, niż między zwykłymi ludźmi. Oni są tu bardziej ludzcy, niż my wszyscy.



Tarnowscy bezdomni mają szansę być eleganccy i większość z nich z tej szansy korzysta.



Odwiedziłam Dom dla Bezdomnych Mężczyzn na ul. Prostopadłej 9a. Rozmawiałam z kierownikiem tej placówki Panem Jerzym Maślanką.



Dom dysponuje na dzień dzisiejszy 40 miejscami w pokojach noclegowych. Na dzień dzisiejszy w schronisku jest 38 osób. Są miejsca wolne, z tym, że to jest taka sytuacja, że są osoby, które przebywają u nas długotrwale, a w każdym dniu jest u nas kilka osób przejezdnych, korzystających z kilkudniowej pomocy. W okresie świątecznym szczególnie to się nasila. Praktycznie na korytarzu też są rozłożone łóżka, które są używane codziennie.



Bezdomni trafiają do nas w różny sposób. Część osób jest przywożonych przez służby porządkowe, Straż Miejską czy Policję tarnowską. Przywożone są osoby bezdomne, także ze szpitali. Ośrodki pomocy społecznej również w własnym zakresie organizują transport. Z Gminy Tarnów, to nawet pani Dyrektor Gminnego Ośrodka Pomocy w Tarnowie, własnym transportem przywoziła tu osobę. Tak, że w różny sposób tu trafiają. Najwięcej bezdomnych trafia do nas jednak samodzielnie.



Cały pobyt jest regulowany przez statut i regulamin Domu. Schronisko musi się z czegoś utrzymywać. Między innymi są to środki pochodzące z zasobów, jakie mają osoby bezdomne, czyli np. osoby posiadające orzeczoną grupę inwalidzką, posiadające zasiłki stałe, renty czy emerytury. Wiadomo, że oni maja swoje środki i trudno by było, by nie uczestniczyli w kosztach własnego utrzymania. To, co te osoby dają na utrzymanie, nie jest to pełen koszt, a tylko jego część. Osoby, które nie mają własnych środków, to w ich kosztach utrzymania współuczestniczą Ośrodki Pomocy Społecznej.



Jest to ośrodek Caritasu Diecezji Tarnowskiej, i największy ciężar utrzymania spada na Caritas, który cały czas współfinansuje utrzymanie tego domu, i dokłada wszelkie brakujące środki. Osoby, które posiadają własne środki, płacą za pobyt w Schronisku 280 zł.



W wielu przypadkach osoby bezdomne nie chcą przyjść do schroniska. I to jest ich wybór. Ale są też osoby, które trafiły z dworca do nas, choć wcześniej zarzekały się, że nie przyjdą, bo trzeba płacić. Jak na dzień dzisiejszy ja sobie nie przypominam byśmy odmówili komukolwiek przyjęcia, jeżeli dana osoba była trzeźwa i bez względu na to ile było miejsca. Jeszcze mamy możliwość dołożenia łóżek. Sale są 4 osobowe i jedna sala jest 8 osobowa.



Oprócz mnie w schronisku pracuje 4 opiekunów. Mieliśmy nawet tutaj dawniej gabinet lekarski ze sprzętem, ale nie trafił się lekarz, który by się podjął przychodzić do nas, choćby na króciutkie dyżury. Pokój, który stał przygotowany do tego celu, został przeznaczony na miejsca noclegowe. Sami posiadamy tylko to małe i biuro i pokój opiekunów.



Problem pomocy specjalistycznej rozwiązujemy poprzez korzystanie z przychylności Przychodni Uzależnień na Mostowej. Osoby od nas chodzą na terapię i maja zapewnioną pomoc specjalistów. Nie zdarzyło nam się, by ktoś nam odmówił pomocy.



Mamy zaprzyjaźnionego lekarza. Jest to doktor Rojek pracujący w Przychodni CenterMed, który w każdej chwili służy nam pomocą. Większość przebywających u nas osób jest ubezpieczonych i korzysta z pomocy specjalistów na zasadach jak wszyscy ubezpieczeni. Bezdomni mają też zapewnione zabiegi pielęgnacyjne. Caritas prowadzi stację opieki socjalnej, gdzie są pielęgniarki, siostry zakonne. Mamy tu u osoby, do których codziennie przyjeżdżają na zmianę opatrunków, czy wykonywanie zastrzyków.



Na pewno w Tarnowie wytworzyła się grupa osób, które żyją na dworcu i ja nad tym ubolewam, bo jeżeli bezdomni nie mają świadczeń, to na tyle dobrze układa się nasza współpraca z MOPS, że tarnowski MOPS nie robi żadnego problemu dla osób z Tarnowa, w uczestniczeniu w kosztach utrzymania.



W naszym schronisku zaczyna nam przybywać osób starszych z różnymi dysfunkcjami, osób schorowanych. Jest dużo osób z orzeczoną grupą inwalidzką. Jest problem, jeżeli chodzi o pracę dla tych osób. Bezdomni muszą zrobić koło siebie to, co niezbędne, wszelkie porządki, na terenie domu i na zewnątrz. Możliwości są trochę ograniczone, bo pogarsza się stan zdrowia tych osób i średnia wiekowa też idzie do góry. W tej chwili to jest 49 lat.



Dom przy ulicy Prostopadłej przyjmuje tylko bezdomnych mężczyzn, i to tylko wtedy, kiedy są trzeźwi. W Tarnowie nie ma placówki, w której mogłyby przenocować bezdomne kobiety. Najbliższa taka placówka jest w Tuchowie.



Niewielkie jest schronisko dla Bezdomnych Mężczyzn w Tarnowie - kilka pokoi, do których pozwoliłam się na chwilę wprosić, by zobaczyć jak wygląda tu codzienność. Zauważyłam, że mieszkańcy lubią bardzo czytać, rozwiązują krzyżówki i pomagają przy przygotowaniu posiłku. Stworzyli tu swoje kąciki, swoje własne, małe miejsce na ziemi. Skromna jest biblioteka schroniska i przydałoby się więcej książek. W naszym mieście jest na pewno wielu ludzi, którzy chętnie wspomogliby schronisko, choćby przyniesieniem książki do biblioteki., lub w inny sposób, tylko nie wiedzą gdzie i jak. Bo czasem wystarczy naprawdę niewiele, by bardzo wiele zrobić. Drobiazg, jakim jest książka, podanie ręki, dobre słowo. Z bezdomności można wyjść, bo są ludzie, którym się to udało - czasem wystarczy zwykła ludzka życzliwość innych.



Do Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej udałam się, aby się dowiedzieć - ilu w Tarnowie mamy osób bezdomnych?



MOPS stara się trzymać rękę na pulsie. Odwiedza dworce, miejsca gdzie przebywają bezdomni. Stara się pomóc zebrać dokumentację mająca ustalić prawa do świadczeń dla tych osób, czy to z racji ich niepełnosprawności, czy prawa do zasiłków społecznych. Liczba bezdomnych w Tarnowie nie jest liczbą stałą. Bezdomni często zmieniają swoje miejsce pobytu, zwłaszcza w okresie letnim. Często tez wybierają duże miasta, co związane jest z faktem, że łatwiej jest w dużych miastach o pracę dorywczą. Liczbę osób, dla których mieszkaniem jest ulica szacuje się w naszym mieście na około 70 osób. Od 1997 w domu dla bezdomnych łącznie przebywało 121 osób. „Jeszcze do niedawna, osoba bezdomna to była najczęściej starsza, schorowana i z problemem alkoholowym, teraz coraz częściej jest to młodsza osoba, zdrowa osoba, bez żadnego problemu alkoholowego, ale za to bez dachu nad głową. Tak się zmienił, przynajmniej moim zdaniem wizerunek osoby bezdomnej” – mów Pani zajmująca się bezdomnymi z MOPS – 4 Panom udało mi się pomóc, nie są już bezdomnymi, czasem nawet kartkę przyślą z podziękowaniami. Tylko faktycznie ta osoba musi chcieć sobie dać pomóc. Często jest trudno dotrzeć do takiej osoby bezdomnej.



To nie wszystkie miejsca, w których w naszym mieście ludzie dobrej woli, starają się pomóc bezdomnym. Daje się zauważyć współpracę w tym temacie między różnymi instytucjami. Może nie jest zrobione jeszcze wszystko, ale sporo. Sprawy też nie są takie proste jak nam się mogłoby wydawać. Bo czasem chcemy pomagać według własnych wyobrażeń, według tego, co my sami oczekiwalibyśmy od życia, a tymczasem istota tkwi w tym, byśmy po prostu byli ludźmi, którzy czują i rozumieją.



ejja


 



 

Komentarze...