Wielki Czwartek. Towarzyszmy Jezusowi w Ciemnicy
access_time 2005-03-24 11:55:48
Liturgia Wielkiego Czwartku jest niezwykła. Bo też i na pamiątkę niezwykłych wydarzeń ustanowił ją Kościół. Podczas uroczystej mszy wieczornej biją dzwony. Ich serca tak łomocą, że aż tym, którzy nie zmieścili się we wnętrzu kościoła, zapiera dech. Ale jeszcze tylko parę uderzeń i zamilkną, by odezwać się ponownie dopiero w Wielką Sobotę. Zamilkną też dzwonki przy ołtarzu. Ich radosny głos zostanie zastąpiony przez głuche klaskanie kołatek. Chrystus wydany na mękę krzyżową cierpi, a cały Kościół pogrąża się w smutku i żałobie.

Wielki Czwartek. Ostatnia Wieczerza Chrystusa z Apostołami, ustanowienie Najświętszego Sakramentu i sakramentu kapłaństwa. Chrystus umywa nogi Apostołom i wskazuje na zdrajcę, który go wyda. Wygłasza do uczniów żarliwą mowę i modli się do Ojca za nimi, zapowiada swoją mękę i śmierć. Po uczcie udaje się na Górę Oliwną, do Ogrodu Getsemani i tam, w oczekiwaniu na aresztowanie przeżywa mękę konania i krwawego potu. Dzień zamyka się aresztowaniem Jezusa. Żaden dzień w życiu Pana Jezusa nie został tak dokładnie wypracowany przez Ewangelistów jak Wieli Czwartek i Wielki Piątek. Możemy krok po kroku śledzić tok wydarzeń.



W kośiołach katedralnych w wielkoczwartkowe przedpołudnie odprawiana jest tzw. msza krzyżma. Liturgii tej przewodniczy biskup. Koncelebrują księża, reprezentujący całą diecezję i odnawiają oni swe przyrzeczenia złożone w czasie święceń kapłańskich. Podczas mszy poświęcone zostają oleje, potrzebne do udzielania sakramentów oraz do konsekracji kościołów lub naczyń liturgicznych. Oliwa była niegdyś środkiem wzmacniającym i leczniczym, a gałązki drzewa oliwkowego -symbolem pokoju. Dlatego Kościół tak szeroko wykorzystuje oliwę w swoich obrzędach.



W pozostałych świątyniach odprawia się w Wielki Czwartek tylko jedną - wieczorną mszę z udziałem wszystkich miejscowych kapłanów. Jest to tzw. msza Wieczerzy Pańskiej, która rozpoczyna przeżycia Triduum Paschalnego.Liturgia eucharystyczna Wielkiego Czwartku upamiętnia moment ustanowienia Najświętszego Sakramentu - przeistoczenia chleba i wina w Ciało i Krew Chrystusa. Po uroczystej komunii świętej wiernych Najświętszy Sakrament zostaje przeniesiony do specjalnie przygotowanego tzw. kaplicy adoracji. Polska tradycja religijna nazywa omawianą ceremonię przeniesieniem do ciemnicy, symbolizującej trudny czas Chrystusowej modlitwy w Ogrójcu, a przede wszystkim zniewagi doznawane podczas przesłuchania.



W tabernakulum gaśnie wieczna lampka, płonąca przez cały rok. Już wcześniej, po odśpiewaniu na początku mszy Wieczerzy Pańskiej hymnu "Chwała na wysokości Bogu", milkną dzwony i dzwonki, a niekiedy również organy. Dzwonki zastępuje się stukotem drewnianych kołatek. Na znak osamotnienia Chrystusa, opuszczonego przez najbliższych, z ołtarza zdejmuje się obrusy. Gest obnażenia ołtarzy przypomina upokarzający epizod, poprzedzający moment ukrzyżowania Chrystusa — obdarcie z szat. Ofiara Ciała i Krwi dopełniona zostanie na krzyżu.



Modlili się ludzie w wielkoczwartkowy wieczór, a później wracali do domów, do codzienności, krzątaniny i często zapominali, o czym myśleli przed nagim ołtarzem. Modlitwa, rozważania nie wszystkich jednakowo absorbowały. Byli i tacy, zwłaszcza wśród młodzieży, co nie rozprawiwszy się z Judaszem w Wielką Środę, chcieli uczynić to teraz. Wlekli więc słomianą kukłę, odzianą w łachy ubiegłorocznego stracha na wróble. Ciągnęli ją ulicami, wokół chałup, po miedzach, aż wreszcie postrzępioną wrzucali do rzeki. A ten Judasz jeszcze płynął, dopóki nie nasiąknął wodą, więc ciskali w niego grudami błota, kamieniami. Trafi się go czy nie trafi? To była wesoła zabawa!



Dziewczęta co innego miały w głowie. Myślały o urodzie, strojach... Każda chciała się podobać. Dla urody warto było wejść nawet do lodowatej wody. Woda musiała być bieżąca, a więc strumień, rzeka, źródło. Tylko w Wielki Czwartek nabierała niezwykłej mocy przysparzania dziewczętom gładkości. Więc chociaż łamało w kościach, drętwiały nogi - zanurzały się miodki w strugach. Później biegły do domu sprawdzić w lusterku, czy znikły piegi i krosty i czy cera stała się alabastrowa, rumieńce jak zorza, brwi jak jaskółcze skrzydła, a usta jak wiśnie. Kąpać się należało o zmroku, ale to pewnie dlatego, by nikt nie podejrzał.



Wielki Czwartek od dawien dawna uważany był przez Słowian za dzień zaduszny. We wschodniej Małopolsce gospodynie piekły w tym dniu specjalne baby, zwane perepiczkami. Zanoszono je na cmentarz wraz z garncem pełnym wody. Tam, nad grobami, a więc tak jakby w obecności przodków, gospodarze wymieniali między sobą perepiczki i wodę. Wierzono także, iż w tym dniu przychodzą odwiedzić dom „ubożęta" - małe duszki opiekujące się chatą i obejściem. Zostawiano im na piecu czy stole okruchy chleba i odrobiny innych potraw, aby posiliły się, kiedy przyjdą. One przecież tak życzliwie opiekowały się domem. Nasze dzieci znają je jako krasnoludki. Wierzono, że te małe skrzaty, podobnie jak dusze zmarłych przodków, zamieszkują w piecu. Dlatego w Wielki Czwartek - dzień odwiedzin dusz - nie wolno było piec chleba. Można by niechcący zrobić krzywdę jakiejś duszy. Dusze są wprawdzie dobre, ale męczone w piecu mogłyby zechcieć zemścić się za swoje cierpienia. Biada takiemu gospodarstwu! Pola będą puste i pusta komora. Więc nie pieczono chleba w Wielki Czwartek. Jeśli zaś koniecznie trzeba było napalić w piecu, to aby przebłagać dusze za naruszenie ich spokoju, należało niezwłocznie dać na mszę św. i już w ciągu całego roku w dni czwartkowe wystrzegać się pieczenia chleba. Poza piecem dusze najchętniej przebywały na rozstajach dróg, na miedzach i na wszelkich innych terenach granicznych. I tak jak dzisiaj palimy na mogiłach świeczki i znicze, tak do niedawna w miejscach granicznych w dnie poświęcone zmarłym, a więc i w Wielki Czwartek, palono ogniska. Najczęściej można je było spotkać na rozstajach dróg, pod kapliczkami - Bożymi Mękami, pod krzyżami. Jeśli krzyż spróchniał i trzeba było zastąpić go nowym, to zmurszałe szczątki starego palono na rozstajach w Wielki Czwartek.



Dzień dobiegał końca. Ludzie udawali się na spoczynek. Pełni wrażeń zasypiali mając pod powiekami barwne plamy układające się w kształt obrazów z dopiero co minionego dnia.



My też zasypiamy jak Apostołowie, choć Jezus kazał im czuwać. On modlił się w Ogrójcu. Czekali już na radość z zaczętych świąt żydowskich i nie dostrzegali trwogi, jaką przeżywał Chrystus. Po aresztowaniu bali się i nie wiedzieli, co też z tego wyniknie.



Ale my wiemy! Wiemy że Jezus umrze na krzyżu. Ale wiemy też, że zmartwychwstanie, przez co i nam da życie wieczne. Wiemy też, jak trudne i ciężkie były te chwile, zanim to się stało. Wykorzystajmy tę wiedzę i w tych momentach osamotnienia i opuszczenia towarzyszmy Jezusowi w adoracji przy Ciemnicy. Po to ona jest, takie ma znaczenie.



red. BB

Komentarze...