Problem pseudokibiców
access_time 2005-03-30 03:06:11
Prezentujemy Państwu list nadesłany do naszej redakcji od jednego z Internautów. Porusza problem bezpieczeństwa na tarnowskich osiedlach. Poprosiliśmy o komentarz przedstawiciela policji - Komisarza Witolda Ślęzaka z Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie.

"Pomiędzy blokami



Sobota, 26 luty, godzina 18 30. Mój szesnastoletni brat wychodzi z domu wraz z kolegą. Umówili się wcześniej. Chcą pójść dowiedzieć się, kiedy ma zostać rozegrany turniej bilardowy w klubie na ulicy Marynarki Wojennej, tuż przy lodowisku. Zimno, pada śnieg, na łyżwach jeździ sporo dzieciaków wraz z rodzicami. Czas umila im muzyka płynąca z głośników. Zwyczajny zimowy wieczór w samym środku wielkiego blokowiska. Brat oraz jego kolega spotykają znajomych, postanawiają, jak to młodzi ludzie, przysiąść na chwilę i porozmawiać. Okazało się, że spotkani koledzy również chcą wziąć udział w turnieju. Rozmowa koncentruje się wokół zawodów, które mają być rozegrane za tydzień



Kilka minut później mój brat leży na ziemi, jego kolega krwawi – ma rozcięty łuk brwiowy. Dwóm pozostałym udało się uciec, choć dostali „po razie”. W stronę osiedla Legionów spokojnym krokiem odchodzi około trzydziestu młodych mężczyzn w szalikach klubu „Tarnovia”, kilku z nich ma na sobie biało czerwone kominiarki. Nigdzie się nie spieszą, wiedzą, że nic im nie grozi. Krzyczą i intonują prostej budowy pieśni, przesączone wulgaryzmami. Stanowią wielką siłę. Właściwie rzecz biorąc – rządzą tym miastem.



Dwaj szesnastoletni chłopcy próbują dojść do siebie zrozumieć, co się stało, za co ich pobito. Popełnili  co najmniej kilka błędów. Po co wychodzili z domu o zmroku? Po co zatrzymywali się żeby porozmawiać ze znajomymi? Po co był im ten cholerny turniej?! Siedząc na ławce usłyszeli za plecami krzyk: „To uniści!!!”. Co z tego, że nie kibicują żadnemu klubowi. Co z tego, że mają to głęboko gdzieś. Nie mieli szans ucieczki, wytłumaczenia. Nie mogą rozpoznać twarzy napastników ukrytych za kominiarkami. Ojciec kolegi, z którym był mój brat to policjant, na tyle wysoko postawiony, że mógłby coś zrobić. Stwierdza jednak, że nie ma sensu zgłaszać pobicia. Przecież policja nie złapie trzydziestu bandytów nie znając nawet ich rysopisu.



Mój brat narzeka na bóle głowy. Mama zabiera go do szpitala, gdzie po kilku godzinach oczekiwania na korytarzu zostaje poddany badaniom. Tomografia wykazuje pęknięcie kości czołowej – dokładnie pomiędzy oczami. I tak miał szczęście. Czasem kopanie w czaszkę kolanem oraz butami kończy się gorzej. Być może za pół roku się zrośnie, o ile oczywiście będzie na siebie uważał.



Niedziela, 13 marzec, godzina 13 05. Spokojne niedzielne popołudnie w rodzinnym gronie. Większość tarnowian zapewne zaraz będzie zasiadać do obiadu. Niektórzy wracają z kościoła, inni oglądają skoki w telewizji. Ja powoli pakuje swój plecak gdyż wieczorem wracam do Krakowa, gdzie studiuję. Z drugiego pokoju słyszę wołanie mojej mamy. Przez okno w kuchni pokazuje mi szybką biegnącą grupę młodych chłopców. Jest ich około piętnastu, średnia wieku to na oko 16-17 lat. Pomiędzy blokami na ul. Bitwy o Wał Pomorski gonią dwóch swoich rówieśników. Kilku z nich ma na sobie biało-czerwone kominiarki, reszta szaliki w tych samych kolorach. Łapię za telefon i wykręcam numer alarmowy policji. Po kilkunastu sekundach rozmawiam już z oficerem dyżurnym. Relacjonuje mu sytuację wciąż widząc przez okno biegających młodzieńców w szalikach i zdezorientowanych przechodniów. Oficer dziękuje mi za zgłoszenie. Na koniec dodaje ze smutkiem: „...Gorzej, bo nie mam wolnych radiowozów...



Nie ma wolnych radiowozów... Rozumiem. Nic nie można zrobić. Odbiór.



A władze miasta mówią: Instalujemy monitoring, jest coraz bezpieczniej!


A chuligani Unii i Tarnovii mówią: CHWDP


A policja mówi: Nie mamy wolnych radiowozów...


A obywatele mówią: Jest coraz gorzej. Strach wyjść z domu.


A media czasem coś mówią...


A ja już swoje powiedziałem.”



 


W aktach policyjnych pod datą 26 lutego odnotowano zgłoszenie o godzinie 19.30 – 20 kibiców pojawiło się na ulicy Wojska Polskiego, policja po przyjeździe na miejsce nikogo nie zastała. 13 marca, godzina 13.10 – dyżurny odebrał zgłoszenie z bloku, grupa młodzieży lub kibiców goni się wokół bloku. Policja pojawiła się na miejscu o godzinie 13.20 i interweniowała legitymując i pouczając pięć osób.



- Wyjazdów do takich interwencji jest dużo – komentuje Komisarz Witold Ślęzak z Komendy Miejskiej Policji w Tarnowie. Ostatnio pojawiają się grupy chuliganów, pseudokibiców, którzy zachowują się agresywnie. Takie sytuacje trzeba zgłaszać zawsze. Nie możemy interweniować, jeśli nie ma zgłoszenia. Mamy związane ręce. Pojawiając się na miejscu zdarzenia sprawdzamy czy zatrzymani mają przedmioty niebezpieczne. Musimy mieć podstawę do zatrzymania – może to być zeznanie osoby postronnej o sytuacji jaka zaistniała, np. o pobiciu. Najczęściej ludzie nie chcę mówić. Rozumiem obawy, bo nasz system prawny jest jaki jest. Nie zawsze ochrona osobista poszkodowanego jest należycie zapewniona. Obawa dotyczy np. sytuacji, w której sprawca może się dowiedzieć o zeznaniach. Trzeba jednak zgłaszać, żebyśmy mogli działać. – podkreśla Witold Ślęzak.



 

Komentarze...