Jesteśmy z Tobą, jak Ty byłeś z nami
access_time 2005-04-02 18:37:50
Ojciec Święty nawet, kiedy jest tak bardzo chory i cierpiący myśli o nas młodych. Wczoraj powiedział: „Szukałem was, teraz przyszliście do mnie, i za to wam dziękuję”. Wiemy, że Nasz Papież gaśnie. A my trwamy na modlitwie.

Czuwają na palcu św. Piotra, w tarnowskich kościołach po wieczornych Mszach św. będziemy się modlić, trwać. Duszpasterstwo Młodzieży zaprasza wszystkich na 21.00 na „Tratwę” ma godzinne czuwanie przed Najświętszym Sakramentem dla Niego. W naszych domach zapalmy świece i postawimy je w oknach. Na znak trwania i bliskości z Papieżem.



Wielu z nas spotkało na małą chwilę Ojca Świętego na drodze życia. Słuchaliśmy jego słów w czasie pielgrzymek do Polski, uczestniczyliśmy w Światowych Dniach Młodzieży, podążaliśmy do Rzymu...



Moje pierwsze spotkanie z Papieżem pamiętam bardzo dobrze. I wielu z Was też tam było. Czerwiec 1987 roku – III Pielgrzymka do Polski. To było 18 lat temu. Staliśmy czekają c na jego przyjazd. Do dziś mam wspomnienia z tego czasu, które napisała moja polonistka pani Barbara Paluch. Chcę Wam je przytoczyć:



[[fotka2]]"Oto 9 czerwca 1987 roku - wtorek- świąteczność wypełnia wszelkie dusze i zakamarki miasta (chyba z wyjątkiem domów partii). Kościoły oblężone od świtu. Tłumy wiernych do spowiedzi świętej. Wiele nowych twarzy. (...) Papież ma przyjechać o 20.15 do Tarnowa. Idę na spotkanie już na 18.00, na zbiórkę przy ulicy Komuny Paryskiej. Iść już nie można na odcinku między dworcem a ul. Krakowską. Można się przepychać, przesmykiwać, narażać na słowne oburzenia. Nerwowość wzrasta z każdą chwilą. Jakoś docieramy na punkt. W tym spotkaniu ma wziąć udział tysiąc osób. Podzielono nas na 30-osobowe grupy pod kierunkiem danego księdza. Są listy imienne. I mysz się nie prześlizgnie, słyszymy wokół. Szukamy długo i nerwowo ks. Stafina. Wreszcie każdy odnalazł każdego.



Jakoś się ugniatamy, ubijamy w wąskim gardle ulicy. Chmurzy się. Pada deszcz. Duszno, gorąco. Mokro. Idą w ruch otwierane parasole. Rozglądam się wokoło. (...) Papież przyjedzie punktualnie. Już jest. Nie, opóźnia się. Będzie za godzinę. Deszcz pada. Wokół ciemnieje. Tłum faluje po każdej wieści. Minęła 20.15. Już 20.30. Tłum coraz ciaśniejszy. Wszyscy chcieliby się przybliżyć ku wylotowi ulicy. Chłopcy biorą swe dziewczyny na ramiona. Rozbłyskują światła na Krakowskiej. Fale okrzyków, oklasków. Jedzie.



W oku pozostaje mi fragment papamobilu i myśl, że tam był Papież. I my klaszczemy. Pewnie też wrzeszczymy. (...) Wyławiam z tłumu dwie uczennice. Proszę księdza, by je włączył do grupy, może się uda przy kontroli. Wygląda na to, ze krok po kroku posuwamy się naprzód. Radość nas rozpiera. Papież już jest. Będzie wśród nas. Nie chcemy pamiętać, że tylko na kilkanaście minut. Jest a to najważniejsze. (...) Sprowadzają nas w dół ku pałacowi biskupiemu. Dostajemy się pod kontrolę panów z BOR-u.



Rzeczy metalowe trzymać w rękach. Trzask instrumentu kontrolnego. Przepuszcza. Biegniemy jak najszybciej. Prawie mroczna ulica. Ślisko. Bardzo ślisko. Wdrapujemy się na niewielki murek w pobliżu pałacu. Stoimy na murku. W tym oknie stanie wkrótce On. Okno zabezpieczone szybą kuloodporną. Żal rośnie. Dlaczego ludzie zabiegają o to, by Go oddalić od tych, co go tak niezmiernie kochają. (...)



[[fotka3]]Oto po czterech i pół godzinach czekania za chwil eto się stanie. Te ostatnie sekundy są najcięższe. Słyszę już tylko łomot serca i pulsowanie krwi. Ulica milknie. Tu naprzeciw okno, słychać niemal krople deszczu opadające z ogromnej korony drzew. Jeszcze moment i oto....JEST. Łomot serca, oklasków, krople deszczu czy łzy?



Stoi wysoko nad nami. Świetlisty, biały, uśmiechnięty, pogodny, z rozłożonymi rękami jakby każdego z nas chciał zagarnąć w swoje ramiona. Jakoś mu nie przeszkadza szyba kuloodporna w tym serdecznym przygarnięciu. Klaszczę żarliwie. Płaczę już wolna, bez kontrolnej myśli o tym, kto to widzi, i co sobie pomyśli. Łkam jak ktoś, kto wreszcie stanął w drzwiach...



W tych łzach niosę moje trudy, upokorzenia, udręki tych lat, o których wie tylko Bóg... i nawroty najczarniejszego pesymizmu i chwilowe przebłyski radości. Wszystko, czym jest życie.



Słyszymy wyrwani z tego bardzo osobistego momentu obcowania: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus” Wypowiedziane jedynym w świecie głosem: niskim, z niezwykle staranną artykulacją każdej głoski. Głosem mocno zachrypniętym. Papież jest bardzo zmęczony, konstatujemy zaskoczeni.



Mówi o tym, jak bardzo chciał tu być. Jak musiał się starać żeby tu być. I że chodził wiele po tej ziemi, ale że będzie chodził po oknie, tego nie przewidział. Śpiewy i zdania komentujące. W odpowiedzi na śpiew o wierności krzyżowi, kładzie rękę na sercu i skłania się, głęboko. Mówi, że późna pora i czas się rozstać. W odpowiedzi na żarliwe: ”Zostań z nami”, mówi, że nigdzie się nie wybiera. Zostaje a na dowód, że to prawda, zaraz pójdzie spać. Jeszcze śpiew. I błogosławieństwo papieskie. Odchodzi. Wszyscy się wyciszają. Papież jest zmęczony. Ludzi możliwie najciszej rozchodzą się, ale pełni wewnętrznej radości, choć to spotkanie trwało 15 minut. Podarowany, dobry czas...” (Barbara Paluch, „Daj się kształtować miłości”, Tarnów 1987).



To też moje wspomnienia. Jakie są Wasze? Wspominajmy chwile jakie nam dał. Są bezcenne.



Papież ofiarował nam swój czas, dobry czas. Teraz chce odpocząć.



Beata Burkat



 

Komentarze...