Wernisaż wystawy Agaty Głogowskiej w BWA
access_time 2017-02-15 14:17:00
W Tarnowskim BWA można oglądać wystawę Agaty Głogowskiej, która swoją twórczość artystyczną rozpoczęła w Pracowni Plastycznej Witolda i Elżbiety Pazerów. W latach 2001–2006 studiowała na Wydziale Grafiki ASP w Krakowie. Dyplom uzyskała w pracowni druku wklęsłego pod kierunkiem prof. Henryka Ożoga. Na co dzień zajmuje się grafiką, grafiką projektową i malarstwem.

"Tylko zwykłość jest ciekawa - tytuł wystawy malarstwa Agaty Głogowskiej w lapidarny sposób naprowadza na ideę przewodnią i motywacje stojące u podstaw wykonanych w ostatnim czasie obrazów. Ta figura retoryczna buduje swoje napięcie na sprzeczności, intuicyjne jej rozwiązanie nie powinno jednak sprawiać większego kłopotu. Obrazowanie codzienności, banalnych, wydawałoby się, motywów „niegodnych” wnikliwej obserwacji, a tym bardziej niezrozumiałego wysiłku zatrzymania i uwiecznienia na płótnie, stało się polem szczególnego zainteresowania współczesnych artystów. Polem, w którym wyrażają niezgodę na władzę widzenia pragmatycznego, usuwającego z pola codziennej uwagi wszelkie metafizyczne „zaburzenia”.

Z drugiej strony, czy łowienie takich metafizycznych momentów nie było odwieczną domeną malarstwa, absolutnie esencjonalną, niezbywalną przyczyną, sięgającą korzeniami chwili szczególnej percepcji, zachwytu niepozornym zjawiskiem? Co takiego dostrzegł Jan Vermeer van Delf w obrazie kobiety nalewającej mleko, chcąc później odtworzyć to w swoim dziele?

Ta tajemnicza percepcja pielęgnowana przez „wybrańców” stała się, dzięki wynalazkowi fotografii i współczesnej, wspaniałej technice, dobrem społecznym. Nie będzie przesadą powiedzieć, że praktycznie każdy z nas, wielokrotnie w ciągu dnia stając się autorem jakiegoś zdjęcia, ma szansę uzmysławiać sobie, czym jest taki szczególny moment percepcji. Możemy dostrzec we wszechobecnej zwykłości coś szczególnego, poznawać spojrzenie i wrażliwość innych, wymieniać się, dzielić „chwilami”, inspirować.

Powszechna dostępność tego doświadczenia doprowadziła do niebotycznego podniesienia poprzeczki w sztuce obrazowania „szczególnej chwili”, sytuacji czy gestu. Stało się tak nie tylko w przestrzeni fotografii, ale wszelkich sztuk wizualnych. Nieskończona, kreatywna rzeka wspaniałych zdjęć, robionych zarówno przez specjalistów, jak i zupełnych amatorów, paraliżuje poważniejsze aspiracje dodania własnego widzenia do tego, co już zostało zobaczone. W nieunikniony sposób wpływa także na malarstwo.

Paradoksalnie fotografia, która miała przynieść koniec malarstwa, została zaprzęgnięta do wszelkiej możliwej współpracy, stała się kołem napędowym nowych formalnych rozwiązań i artystycznych postaw. Można powiedzieć, że zamiast końca przyniosła nową motywację. Fotograficzny przesyt przywrócił malarstwu wartość unikatu. Poza tym stało się jasne, że podjęcie się malarskiego obrazowania musi przynieść próbę pokazania rzeczywistości w sposób, który umyka fotografii, profitując jednocześnie z jej osiągnięć.

Tak też się dzieje w przypadku malarstwa Agaty Głogowskiej. Patrząc na jej obrazy, przychodzi mi na myśl zdanie napisane przez Susan Sontag: „Fotografia jest wieloznaczna: zobaczyć coś w postaci zdjęcia - to znaczy znaleźć potencjalny przedmiot fascynacji”. Głogowska należy do artystów eksplorujących napięcia pomiędzy obrazem fotograficznym i malarskim. W fotografii znajduje obiekty swoich fascynacji. Można powiedzieć, że jest owładnięta chęcią zobrazowania czegoś, co wydaje się ukrywać na granicy tych dwóch światów. Równie często jej inspiracją staje się bezpośrednie doświadczenie natury. Pociąga ją chwila zatrzymana, wyjęta z czasoprzestrzeni w sposób, w jaki robi to fotografia, jednocześnie jej obsesja dotyczy przedmiotu, przestrzeni czy powierzchni, która posiada swoje strukturalne, namacalne jakości. Stąd zapewne we wcześniejszych obrazach można dostrzec motywy i tęsknoty bliskie poetyckiemu, zdumiewająco szczegółowemu malarstwu Andrew Wyetha (1917-2009). Artystka wspomina tego malarza jako kogoś, kto czuje podobnie, choć idzie „za daleko” w swojej manierze. Świat „wyciszonego” malarstwa Głogowskiej nie pominął zapewne doświadczenia ciszy jaką oferuje Edward Hopper, by przejść do fascynacji bardziej aktualnych, jak zaskakujący i niepokojący Victor Man."

Janusz Janczy, fragment tekstu "Zwykłe obiekty fascynacji" z katalogu wystawy

Fot. Przemysław Sroka

Komentarze...